Gdy oczy są lustrem przerażenia.

       

               Nie piszę o sobie. Moje spojrzenie nie raz wyrażało smutek, strach, irytację, zmęczenie, ale najczęściej radość, wzruszenie, miłość i nadzieję. Tak sobie myślę, że historia wyrazu mojej twarzy, to naprawdę pozytywny zapis emocji i życiowych doświadczeń przeplatany jedynie gorszymi chwilami. Teraz wiem, że to nic, że jestem szczęściarą, a prawdziwego strachu to ja nigdy w oczach nie miałam.

       Spędziłam dzień, noc i poranek na oddziale szpitalnym, jakich wiele w naszym kraju. Jeszcze w piątek rano wydawało mi się, że takie to niesprawiedliwe, że moje koleżanki i koledzy jadą sobie do pracy i nic im nie dolega, że mój mąż wypije sobie poranną kawę w biurze i pełen sił przystąpi do swoich obowiązków, że moje dziecko radośnie będzie się bawić z kolegami i koleżankami w przedszkolu, że po południu ktoś sobie wyskoczy na zakupy, ktoś się z kimś spotka, ktoś inny wyjdzie ze znajomymi na piwo, a ktoś zje wspólną kolację z ukochanym. Jednym słowem…. życie toczy się dalej, a ja w trybie stand by. Wkurzona, trochę przestraszona, bo przecież trzeba zawierzyć, oddać się w ręce ponoć fachowców, zamknąć potulnie oczy i zasnąć pośród dźwięku rozmów i brzęku narzędzi, pokornie wysłuchać zaleceń, nie dopytywać, niczego nie żądać… ot taka rzeczywistość pacjenta w rodzimej placówce medycznej niosącej zdrowie.

Dzisiaj wiem, że powinnam dostać solidny opiernicz za myślenie o sobie w kategoriach- jaka biedna i poszkodowana.

              Chyba nie przypadkiem znalazłam się w sali z pacjentkami, które zasypiają i budzą się co rano pełne prawdziwego lęku o swoje życie. Które podczas odwiedzin rodziny i przyjaciół są takie „dzielne”, takie pełne sił i nadziei na wyzdrowienie, a potem wciskają twarz w poduszkę i płaczą, jak już ci bliscy nic nie widzą. Kobiety, które boją się zmroku, bo wtedy najsilniej dopadają je demony, wyrzuty sumienia, że czegoś nie dopilnowały, że zaniedbały, że były nieodpowiedzialne. Matki wpatrzone w zdjęcia dzieci, wspominające swoje porody- to był taki inny pobyt w szpitalu, to był początek czegoś, a teraz przed nimi dławiąca wizja końca.

Najgorsza jest dla nich noc. Jedną z nich trzymałam mocno za rękę, żeby nie bała się zasnąć. Po wieczornej rozmowie z anestezjologiem wpadła w paniczny lęk, zdała sobie sprawę, że jej ciało czeka wielka próba, koszmarna, wielogodzinna operacja, przetaczanie krwi, zrozumiała, w jak poważnym jest stanie. Rano przyszedł mąż i dorosły syn, przywitała ich spokojną, pogodną twarzą, bo po co ich martwić.

Upewniłam się tylko w przekonaniu, że życie to cholernie samotne przedsięwzięcie. W obliczu prawdziwej rozpaczy i panicznego strachu człowiek zawsze jest sam. Otacza się niewidzialną skorupą, by chronić tych, których kocha. Ujście emocji następuje, gdy nikt nie patrzy. Wychowano nas do bycia silnym, okazywanie słabości uważamy za coś niedopuszczalnego.

Trochę łatwiej jest odsłonić się przed osobą spoza naszego kręgu, obcą, przypadkowo poznaną. Nie zależy nam, co ona o nas pomyśli, jak oceni nasze zachowanie, więc pozwalamy sobie na bycie takim, jak się w danej chwili czujemy.

               Dziś rano przytuliłam każdą z moich współlokatorek i odeszłam… do świata, o którym one marzą, do świata ludzi zdrowych, którym może czasem coś dolega, ale wierzą, że ze wszystkim sobie poradzą. One zostały po tamtej, ciemnej stronie mocy, pełne strachu i smutku.

Nie chcecie się tam znaleźć? Na wszystko nie macie wpływu, ale możecie zminimalizować ryzyko, zrobić tyle, ile się da!

Jest tylko jeden sposób- dbajcie o siebie, róbcie badania profilaktyczne, to nie kosztuje ani wiele pieniędzy, ani wysiłku.

Ja już wiem, że są rzeczy, których nigdy nie zaniedbam i jeśli kiedykolwiek znajdę się po tamtej stronie, nie będę miała żalu do samej siebie, że coś mogłam, ale mi się nie chciało, nie miałam czasu, wszystko inne było ważniejsze!

W oczach tych kobiet widziałam, że już tylko jedno jest ważne- przeżyć!

               Przepraszam, że w takim dramatycznym tonie dzisiaj, ale zbyt wielu ludzi kocham, by ich tracić. Wolę napisać, co czuję, jeśli choć jedna moja koleżanka po przeczytaniu tego tekstu pójdzie do lekarza, by się profilaktycznie zbadać, to znaczy, że warto było go napisać i opublikować.

Życzę zdrowia, pa!

 

4 komentarze

  1. Nie wiem, czy mam dziś hormonalnie bardziej podatny na emocje dzień, czy może to w całości Twoja zasługa, ale wycisnęłaś mi łzę i dotknęłaś gdzieś bardzo głęboko… Zdarzyło mi się kilka miesięcy temu być w szpitalu i patrzeć na bardzo bliską mi osobę, walczącą o życie. Wtedy byłam podszyta nie strachem, a przerażeniem. Czułam go pod powiekami, pod skórą, w głowie i sercu. Dobrze jest móc wrócić do domu…

  2. Najpierw puszczam oczko do dziewczyny z Myslobooka😉, a dla Ciebie, Evito,👍!A teraz prośba do tych osób, które są po tej trudniejszej stronie… Kochani, Kochane! Jeśli chorujecie tak na poważnie, jeśli się boicie tego, co Was czeka, powiedzcie o tym Waszym bliskim. Nie udawajcie dzielnych… Mówcie, co Was martwi i niepokoi. Pozwólcie, aby Ci ,którzy patrzą na Wasze cierpienie, mogli zaopiekować się Wami. Dajcie im szansę… To ułatwia życie i uzdrawia relacje międzyludzkie. Myślę, że mam prawo o to prosić, ba sama postawiłam rodzinę na nogi i wiem, o czym mówię. Dałam im szansę, a ONI zdali celująco egzamin z troski, miłości i czegoś tam jeszcze💚. Bałam się, czy udźwigną ten ciężar. Dali radę… Kochani…A teraz po prostu są…Czasami ścieramy się, bo niekiedy ich troska męczy mnie, ale są… Tylko tyle i aż tyle…

    1. Haniu bardzo dziękuję za ten komentarz. Masz cudownych ludzi wokół siebie, którzy mają siłę i odwagę, by dać ci wsparcie. Chyba nic lepszego nie może nas spotkać po tej trudniejszej stronie.
      Wszystkiego dobrego Ci życzę z całego serca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *