Jesteś photo ready? Nie? To ty się do tych czasów lamusie nie nadajesz!

               Tak sobie zebrałam to do kupy wszystko i doszłam do wniosku, że żyjemy cholera (żeby nie dowalić bardziej) sterroryzowani przez przymus idealnego wizerunku dla mediów społecznościowych, dla znajomych, dla nieznajomych, dla przyjaciół, dla wrogów, dla całego gatunku homo sapiens. Wyścig wizerunkowy zawsze wymagał nakładu sił, nasze babcie i mamy też chciały dobrze wyglądać, bo sąsiadka pozazdrości, bo pan z piekarni spojrzy, jak mężczyzna, bo każdy chce się podobać w otoczeniu i nie ma w tym nic złego, taka nasza ludzka natura. Zadbany człowiek czuje się sam ze sobą lepiej, a i dla oka postronnych to miłe i pożądane.

Mam wrażenie, że dziś trzeba włożyć tysiąc razy więcej energii, środków i uwagi, by… jak najlepiej wyglądać na zdjęciach, które przecież cały świat (jak nam się skromnie zdaje) ogląda, które kliknie zaciekawiony znajomy Twojego znajomego.

Nic się nie martw, jeśli dopiero teraz do Ciebie dotarło, że wypada się pokazać na fotce w wersji creme de la creme. 🙂 A niech zazdroszczą, niech się porównują, niech żałują, że jesteś młodszą i lepszą wersją samego siebie, a co tam!

Jeśli jesteś kobietą, to profesjonalną opiekę niesie Ci cały, gigantyczny świat kosmetyków. Jakiś czas temu, szukając czegoś, zagubionym wzrokiem podążałam wzdłuż drogeryjnych półek i wielkość moich źrenic rosła chyba co najmniej w takim tempie, jakbym zażyła jakiś dobry dopalacz.

W podświetlanych witrynkach stały całe serie kosmetyków o nazwach „Photo Projekt”, „Photo ready skin”, „Slefie Projekt”, „Perfekt selfie” itd.

Matko, dziesiątki wielkich koncernów chcą zadbać o to, żebym miała idealne selfie na FB! Moja twarz ma być zrelaksowana, rozświetlona, lekko zarumieniona i idealnie gładka. Światło ma się odbijać tam, gdzie trzeba, bym jawiła się znajomym niczym bogini, co wyszła z morskiej piany przed chwilą. 🙂

Efekt wow mogę też podobno otrzymać natychmiastowo, używając odpowiedniego podkładu dedykowanego do sesji fotograficznych właśnie.

Przechadzając się regałami wielkiej księgarni, szybko dojdziesz do wniosku, że dziś najbardziej rozbudowany dział, to poradniki. Tak, dokładnie, nie literatura piękna, nie biografie, a już na pewno nie poezja. Poradniki rządzą, choć nie wiem po co one są, skoro Internet jest jednym wielkim poradnikiem…. jak żyć, jak się komunikować, jak wyglądać!

No i zauważyłam niedawno, że cały jeden regał to pozycje, które mają nas wyedukować w kwestii idealnego, niepowtarzalnego, unikatowego i powalającego ludzkość na kolana perfekcyjnego selfie!

Tylko jedną taką książkę przekartkowałam i przygniotła mnie merytoryczna zawartość, więc szybko odłożyłam. Oparzył mnie tytuł całego rozdziału „ Idealny dzióbek, któremu on się nie oprze”.

Coś tam było o wytrzeszczaniu oczu, pochylaniu się lekko do przodu i odpowiednim napięciu mięśni twarzy.

Ciekawa jestem, kiedy pojawią się pierwsze prace magisterskie na ten temat i studenci jakiego wydziału będą się tym parać. 😉

Poza kosmetykami i literaturą jest jeszcze masa gadżetów, począwszy od selfie sticków i sama nie wiem, na czym kończąc. Rynek jest chłonny i jak widać kreatywność producentów nie zna granic, a nabywcy zapłacą wiele, by się idealnie zaprezentować w social mediach.

            A ja się tak cicho zastanawiam, na cholerę to wszystko, skoro w naszych smartfonach możemy mieć dziesiątki aplikacji do ulepszania selfie? Dziś standardowo nowe modele mają takie opcje. Ustawiasz się do selfie, a telefon cię pyta, jaki stopień korekty sobie życzysz, dla mnie to pytanie- jak bardzo chcesz być do siebie podobna?

Wszyscy oszukujemy, pytanie brzmi właśnie- jak bardzo?

Trochę mi się to kojarzy z czasami emisji serialu „Dynastia”, gdzie słynna i leciwa już Alexis była pokazywana przez filtr, zwany potocznie „pończochą”. Nietknięta zębem czasu, uwodzicielska, zmysłowa, widziana jakby spod powiek lekko przymrużonych oczu.

                 Dziś każdy z nas może być idealny, mieć duże oczy, wydatne kości policzkowe i cerę niczym pupcia niemowlaka.

Każdy z nas może kreować samego siebie i ma do tego masę możliwości, narzędzi.

Mamy idealne domy, idealne życia, perfekcyjne dzieci, to i nasze selfie musi być „kropką nad i”.

Na koniec zacytuję Piotra C:

„ Nie wierzę w Facebooka. Nie ma w nim nic prawdziwego. Pokazuje tylko, kim chcielibyśmy być. To świat, gdzie dominuje perfekcja. Gdzie ludzie rano biegają, jedzą perfekcyjne śniadania w domu albo na mieście, pieką ciasta, wyjeżdżają na weekend, a później na wakacje oraz godzinami bawią się z dziećmi.

Tu umierają tylko koty, a właściwie są wiezione do weterynarza, aby je uśpić. To jedyny dramat, a znajomi składają współczujące wpisy…”.

               To jak? Jesteś photo ready? Dziś musisz olśnić świat. 🙂

P.s. A może wcale nie musisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *