Życie w związku, to… walka o przetrwanie! Dominuje uczucie wzajemnej niechęci, mówiąc delikatnie.

              

            Chciałabym nie widzieć ludzi wokół siebie, umieć wyłączyć tryb samoistnej obserwacji, przekierować całą uwagę tylko i wyłącznie na swoich bliskich, ale nie umiem. Tak już mam.

Wokół mnie grupki ludzi, rodziny i rozmaite układy społeczne, a ja jak ta ryba w wodzie, chłonę i rozmyślam. Nie musiałam za bardzo przemęczać zwojów mózgowych, żeby zauważyć prawidłowości.

Mniej więcej rozkład sił wyglądał następująco:

  1. Niewielkie grupki jednopłciowe- 4 koleżanki, 3 kumpli itd. Tu w relacjach panował luz, serdeczność i dużo śmiechu. Było sporo rozglądania się za nawiązaniem nowych znajomości i dbałość o własną atrakcyjność. Nie upatruję tu typowych tzw. seks wakacji, ale na pewno podczas takich wyjazdów ludzie są otwarci na towarzystwo i co miałoby być w tym złego. Wulgarne komentarze „nobliwych” małżonków i małżonek w stylu- przyjechały uprawiać „duping” lub „ci kolesie przyjechali tu tylko zaliczyć jakiś towar” mogą być podyktowane nutką zazdrości i nostalgii za tym, że oni mogą (lub nie mogą, ale i tak robią), a ja tu z parawanem, namiotem plażowym i termosem ciepłego mleka dla dzieciaka popylam po plaży, jak wielbłąd. 😉
  2. Grupy znajomych, najczęściej w konfiguracji dwie, trzy bezdzietne pary, niekoniecznie w związku małżeńskim. Spory luz, spontaniczność, ale i lekka rywalizacja. To moja kobieta jest najzgrabniejsza i najpiękniejsza, to my kochamy się najbardziej, tak naprawdę każda z nich chciałaby być ze mną. 😉 To są ewidentnie związki z krótkim stażem, partnerzy postrzegają się przede wszystkim jako atrakcyjnych kochanków, a reszta towarzystwa stanowi dodatek, żeby było wesoło. Są między zakochanymi sprzeczki, ale szybko następuje rozładowanie napięcia, jest czasem naprawdę, jak to mawiają niektórzy, słodko- pierdząco i różowo. Tropikalna roślinność jest idealnym tłem dla tych namiętnych buziaków i przytulasów, bo oni bez ogródek okazują sobie czułość.
  3. Rodziny i pary, których wiek i stosunek do siebie wskazuje na długi czas bycia razem. Tu przydałoby się podzielić punkt na kilka podpunktów, ale nie będę się rozdrabniać. Za leniwa na to jestem. No i w tym wypadku radość, śmiech, luz zastępuje spore napięcie, rozdrażnienie, w niektórych wypadkach wręcz wzajemna walka, tylko trudno zrozumieć, o co ona się toczy. Sama jestem w tej właśnie grupie i w samej sobie mogłabym wskazać elementy tego bojowego nastroju momentami. Na pewno nie jestem w grupie A, bo to są już ekstremalne przypadki braku szacunku i wręcz przemocy psychicznej demonstrowanej w otoczeniu. Wyrywanie sobie rzeczy z rąk, podnoszenie głosu, odchodzenie od wspólnego posiłku, czy teksty typu „zamknij się, cały czas psujesz te wakacje”. To są zachowania mi obce, wręcz budzą mój lęk, że tak może między ludźmi być. Niestety jest. W miejscu, gdzie oboje nie chodzą do pracy, nie gotują, nie sprzątają, nie taszczą siat z zakupami, a ich dzieci mają wokół siebie masę atrakcji, więc nie marudzą. Ci ludzie chyba się już nie lubią, dręczą nawzajem, męczą ze sobą i stąd agresja. Poza  tym drastycznym przykładem są jeszcze inne symptomy, np. zrzucanie na siebie obowiązków wobec dzieci, licytowanie się, kto tym razem pójdzie zmienić pieluchę albo zaprowadzi starszaka do łazienki. Ludzie walczą- teraz ty, nie teraz ty, jesteś ojcem, jesteś matką itd. To dziecko staje się balastem, przykrym obowiązkiem, smutne. On chce pić piwo, ona chce na leżaku czytać książkę, oboje chcą mieć spokój. Walczą o ten spokój… tylko dla siebie. Ci starsi, już bez dzieci (te pewnie już są dorosłe) zwyczajnie się nie zauważają. Są razem, ale jakby osobno. Wieczorem piją drinka w milczeniu, wpatrzeni w morskie fale. Staram się wierzyć, że to może już taki etap, gdy fajnie jest razem pomilczeć, nie wiem. Oby to nie oznaczało całkowitej separacji uczuciowej i emocjonalnej. Ja jestem jeszcze na etapie- lubi ze mną rozmawiać, interesuje go, co mam do powiedzenia, zadaje pytania, więc lubi mnie, jako człowieka. Może to błędna, typowo kobieca logika, ale dla nas to ważne. Kobiety chcą, by ich partnerzy z nimi rozmawiali, nie o logistyce dnia codziennego, ale o życiu, marzeniach, snach i emocjach.

               Żałuję, że takie smutne te wnioski dotyczące wieloletnich związków. Łapałam się nie raz na myśli- nie walcz, nie atakuj, nie złość się, bo nie ma takiej potrzeby. Człowiek, to nie ideał bez wad, choć takim się go widzi w pierwszych latach bycia razem. Z czasem widzi się wady, słabości, proces zmian, który zachodzi w partnerze. Zmieniamy się pod wpływem życiowych okoliczności, zmienia się nasze myślenie, im jesteśmy starsi. Zmieniają nas doświadczenia.

            Pocieszające jest to, że były takie pary, sporo starszych od nas ludzi, którzy, trzymając się za rękę, wchodzili razem do oceanu, czasem byli nadzy. Ich ciała nie były piękne, ale wydaje mi się, że oni nadal byli piękni dla siebie.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *