Rozmowa, nie tylko z samym sobą.

              Autorefleksja, dbanie o własne potrzeby, celebrowanie czasu w samotności, rytuały, samorozwój. Modne, znane, dobrze Ci się kojarzy? Mnie jak najbardziej. Nie nudzę się sama ze sobą, a słowo „samotność” kojarzy mi się raczej z luksusem niż z nieszczęściem. Jeszcze większym luksusem jest dla mnie „cisza”. Taka świadoma cisza… na zewnątrz i w głowie. Moment, gdy zamykam oczy i nie przytłacza mnie galop myśli, niepokoju, rozpamiętywania przeszłości i przewidywania przyszłości. Cisza w otoczeniu jest na wagę złota, gdy się jest nauczycielem szkoły podstawowej, nie ma co ukrywać, pracujemy w ciągłym hałasie i napięciu.

Zatem lubię być w swoim własnym towarzystwie, lubię sama ze sobą rozmawiać, to takie wygodne, taka pełna akceptacja rozmówcy prawda? 😉

            My ludzie tak już mamy, że lubimy przebywać z tymi, którzy myślą podobnie, odczuwają świat tak, jak my. Lubimy też spędzać czas w towarzystwie ludzi, którzy mają tożsamy z nami system wartości, doświadczenia, sytuację rodzinną, status finansowy. Kochamy schematy, to daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa i kontroli.

A gdy ktoś w naszym otoczeniu zupełnie łamie podstawowe, schematyczne ścieżki, wymyka się z pewnych niepisanych norm, słyszymy- daj spokój, po co się z nim/ nią zadajesz? Wbrew pozorom czasem rozmowa właśnie z tą osobą ma największy sens. Nie zawsze jest komfortowo, nie zawsze wygodnie, ale samo otwarcie się na dialog z kimś, kto myśli i postępuje zupełnie inaczej, daje nam coś cennego. Doświadczenie na innym poziomie relacji.

              Tyle w dzisiejszych czasach mamy, tyle potrafimy, elektronika za nas myśli, planuje, ostrzega, wyręcza nasz mózg w tylu sprawach. Jesteśmy już tak leniwi, że życie zamieniamy w wegetację. Spotkania z ludźmi zastępuje nam ekran, ekranik, jeszcze mniejszy ekranik, mała słuchaweczka, mikrofonik, kamerka. Przestaliśmy doświadczać ludzi. Doświadczać zmysłami… ton głosu, grymas twarzy, zapach, gesty, dotyk. Nie, nie, bez obaw, nie piszę o odpływaniu w namiętności, ale o prawdziwych spotkaniach, rozmowach w rzeczywistości. O takich rozmowach do bólu, gdy nagle orientujemy się, że minęło 5 godzin, a nam cały czas mało. O takich spotkaniach i rozmowach, gdy wracasz z wewnętrznym uśmiechem i poczuciem spełnienia. Chodzi mi o takie rozmowy, gdy przestajemy widzieć otoczenie, bo liczy się ten balans, ten intelektualny odlot niczym niezmącony. Mogę siedzieć z moją rozmówczynią na konarze starego drzewa w lesie, mogę siedzieć z nią przy kuchennym stole… do rana i rozmawiać. Mogę z moim rozmówcą stać na skraju chodnika, bo już mamy powiedzieć sobie „cześć”, ale jednak… jest temat, jest polemika, jest ta iskra porozumienia i poczucie, że to nie kurtuazja, ani rozmowa z poczucia obowiązku.

Przestaliśmy my ludzie patrzeć sobie nawzajem w oczy. Teraz robią to już tylko zakochani, ale nie przyjaciele, znajomi, rodzice i dzieci. Nie patrzymy w to emocjonalne lustro i nie czytamy tego, co niewypowiedziane… może ze wstydu, złości lub lęku.

A jeśli ktoś robi coś, co nie mieści się w Twoich normach wartości?

A jeśli ktoś według Ciebie błądzi, krzywdzi i traci to, co najważniejsze?

A jeśli ktoś nie potrafi cię zrozumieć, a ty jego?

A jeśli ktoś postępuje zupełnie nie tak, jak byś chciał, oczekiwał?

Jeśli taka osoba jest otwarta na kontakt… rozmawiaj, podaruj czas  i obecność. Wyjdź ze strefy komfortu, zaryzykuj czasem samym sobą i otwórz się na tego ZUPEŁNIE INNEGO CZŁOWIEKA.

              Każdy z nas świetnie potrafi osądzać, to przychodzi nam z łatwością.

Ja wiem, że modne i wygodne jest „ja”, „ja” i jeszcze raz „JA”. Tylko fakt, że rozwój zaczyna się poza strefą komfortu dotyczy także relacji.

Ktoś skrytykował Twoje postępowanie, zachowanie, sposób myślenia? Odruch naturalny- foch! My kobiety w tym przodujemy. Tłumaczymy naszym dzieciom, że nie można się obrażać, że trzeba rozmawiać, rozwiązywać konflikty, umieć przegrywać z godnością, nie brać wszystkiego do siebie, a sami co robimy?

Coś mu się w moim zachowaniu nie podoba? We mnie? Idiota, burak niedojrzały, szowinista, a ta koleżanka jaka wredna, chyba nigdy mnie nie lubiła, tylko udawała. Obrażę się, niech się czuje winny, niech jej będzie głupio, niech, niech, niech…. Właśnie taka jest ta nasza dojrzałość w praktyce, bo w moralizowaniu dzieciom jesteśmy świetni.

Ja, sprzeczając się z P, dorzucam jeszcze szloch, a czasem i płacz. Taka pokrzywdzona istota nadaje się już tylko do udobruchania i przeproszenia. No ale nie z nim te numery, niestety. 😉 No i na co mi to? Potem trzeba podnieść głowę do góry i wyjść z twarzą z opresji, metoda na zapłakanego, obrażonego dzieciaka nic nie daje poza przesuszoną skórą wokół oczu na drugi dzień i poczuciem zażenowania.

Jesteś gotowy na rozmowę z kimś, kto nie podziela Twojego zdania? Rozmowę, a nie kłótnię i wyrzuty?

Ja jestem jeszcze na etapie… gotowości po refleksji, a Ty?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *