Rozmowa podsłuchana w perfumerii, a moje praktyki pielęgnacyjne rodem z krajów azjatyckich. ?

              Zbliżał się Dzień Matki, wyruszyłam więc do „przybytku kobiecych uciech”, nie mylić z „przybytkami męskich uciech”, by zakupić prezenty. Kobiety kochają perfumy, kosmetyki i gadżety, zupełnie inne gadżety, niż panowie, wcale nie te elektroniczne z diodami i światełkami.

Przechadzałam się między regałami znanej, sieciowej perfumerii, dobrze wiem, co lubią moje mamy i szukałam czegoś, co je ucieszy. Zbyt wielu klientów nie było, co mnie nigdy nie dziwi, bo cena kremu pod oczy zaczyna się w takim miejscu od 129zł i szybuje do kilku tysięcy.

W tle moich poszukiwań dobiegają mnie słowa…

– widzi pani, mam już 45 lat, cera wiotka, zmarszczki wokół oczu, jakaś taka zmęczona twarz, potrzebuję dobrych kosmetyków,

Urocza ekspedientka w ubranku mającym przywodzić na myśl profesjonalny personel pokładowy dobrej kliniki chirurgii estetycznej ciągnie klientkę do półki z asortymentem pielęgnacyjnym marki Dior itp.

– ta maseczka uczyni cuda, cera będzie promienna, pełna blasku, dotleniona (WTF? A to komórek nie dotlenia się już przez wysiłek fizyczny?)- krem na dzień, na noc, serum i eliksir z egzotycznych olejków, pod oczy cudo z chłodzącą, metalową kulką na końcu, która rzekomo pobudzi obieg limfy i siateczka zmarszczek zniknie. Każdy z tych specyfików był rekomendowany jako „cudowny, genialna technologia nano, srano i nie wiem co jeszcze cząsteczkowa.

– hmmm jaki będzie koszt tego wszystkiego?

Zagubiona kobieta usłyszała, że po odliczeniu rabatu, kuponu, promocji z sms-sa i pierdyliarda innych super okazji niecałe 1600zł

Wow! Aż się zatrzymałam zaciekawiona, czy owa klientka nabędzie baterię cudowności, które mają w 4 tygodnie przywrócić jej wygląd 25- latki.

Miałam ochotę podejść i wyciągnąć ją z tego koszmarnego snu o młodej cerze za 1600zł, bo widziałam, że jej nie stać na to, ale walczy sama ze sobą.

Powstrzymałam się, to byłoby niegrzeczne, zresztą prawdopodobnie trafiłabym na listę- tych klientów nie obsługujemy. W końcu straciliby dobry deal.

Klientka nabyła ostatecznie tylko 3 produkty, za które zapłaciła kilka stówek mniej i wyszła z perfumerii pełna nadziei na młodość, która ma wkrótce powrócić.

              Właśnie takim torem myślą i działają moje rodaczki. Piękne Słowianki, które gdy młode, zwalają z nóg, a przy pierwszych zmarszczkach biegną do sklepu po baterię specyfików, są przy tym przekonane, że im drożej, tym lepiej i skuteczniej.

Skończyłam równy tydzień temu 39 lat, jakieś pół roku temu udałam się do gabinetu dermatologicznego na ocenę typu cery, może jakieś porady co do pielęgnacji itp. Nie poszłam ot tak, sobie a muzom, zauważyłam, że od jakiegoś czasu cera jest bardzo sucha, włosy też. Wiem, z wiekiem tak musi być ?. Teraz już wiem.

Pani doktor mnie przetestowała dziesiątkami aparatów, mikroskopów, już się bałam, że mi jeszcze rezonans magnetyczny i zdjęcie rentgenowskie zrobi.

Wyszłam z konkretnymi informacjami na temat stanu cery w stosunku do wieku. Problem: przesuszenie, odwodnienie głębokich warstw skóry. Co wypadło genialnie? Brak zmarszczek, prawidłowe napięcie skóry i owalu twarzy, brak przebarwień.

Pani doktor pogratulowała słowami- chyba pani od lat wie, jak pielęgnować cerę, do tego kod genetyczny, jest dobrze.

Hmmm i tu miała rację. Jest kilka zasad, prostych zasad, o których my Polki zapominamy, a że ja mam specyficzną rodzinę, jeśli chodzi o pochodzenie, to i te zasady dobrze znam i stosuję od lat.

Do wpisu skłoniły mnie odbyte niedawno rozmowy z koleżankami, czy to w pracy w przelocie w pokoju nauczycielskim, czy to u mnie na balkonie przy herbatce. Uświadomiły mi, że to, co dla mnie oczywiste, dla wielu wcale takim nie jest.

  1. Podstawą zdrowej, młodej w stosunku do metryki skóry jest oczyszczanie i pielęgnacja. Nie uratujesz się dobrym podkładem, pudrem za 200zł, ani śmietanką z Diora do mycia skóry, jeśli od lat nie oczyszczasz twarzy preparatem, który naprawdę to robi dogłębnie, inwazyjnie. Ja od lat myję twarz mydłem. Tak jak czytasz…. mydłem, bez względu na to, że mam cerę suchą. Po płynach micelarnych, mleczkach, żelach… nie czuję, że mam czystą buzię. Mydło wysusza? Wystarczy po myciu skórę tonizować czymś, co przywróci właściwy odczyn, jakikolwiek tonik, woda kwiatowa, cokolwiek. Koszt 3zł+15zł i mamy duet do pielęgnacji, który naprawdę oczyszcza. Od niedawna stosuję mydło Alepo, kobiety w mojej rodzinie nie miały do niego dostępu, musiały prosić, by ktoś je im przywoził z daleka. Genialne, produkt doskonały, w 100% naturalny, produkowany w Syrii i suszony w blokach na pustyni przez 9 miesięcy. Skład to tylko oliwki i olej laurowy w różnym stężeniu. Kupisz wielki kawał mydła w dobrej mydlarni za ok 30-40zł i myjesz nim twarz, ciało, ja czasem tez i włosy. Bardzo wydajne, zero chemii.
  2. Złuszczanie martwego naskórka regularnie, nawet co 3 dni. Od lat. Nie kupuję do tego niczego ekstra. Mam rękawiczkę szorstką z drogerii, taką za 3zł i co dwa dni tą rękawiczką myję twarz mydłem. Mechanicznie złuszcza naskórek, przez co nie ma zanieczyszczeń, nie robią się żadne niespodzianki, nie powstają też przebarwienia.
  3. Zero ekspozycji na słońce. Opalanie dla mnie nie istnieje od lat. Kocham słońce, gdy siedzę w cieniu i je podziwiam. Latem zawsze stosuję krem z filtrem, wysokim, najlepiej mineralnym. Moja mama nie wychodziła z domu bez ochrony przeciwsłonecznej, nie opalała się. Śmieszą Cię Azjatki z przeciwsłonecznymi parasolkami? Zapytaj o ich wiek, przyjrzyj się na koloryt i stan cery, możesz się zdziwić. Słońce cudownie ogrzewa, poprawia nastrój, ale postarza drastycznie, wywołuje silne przebarwienia, zaczerwienienia i podrażnienia. Owszem, opalone ciało wygląda apetycznie, tylko za duży koszt tego uroku ponosi skóra na przyszłe lata. Jak chcesz być muśnięta słońcem, zafunduj sobie to za pomocą kosmetyku, trudno.
  4. Jak najmniej warstw na twarzy. Wiem, to przeczy obecnej modzie. Musi być krem, baza, podkład, puder, bronzer, róż, rozświetlacz. Polki uważają, że każda z tych warstw przybliża je do upragnionego „baby face”. Idealnie gładka buzia, jak u dziewczynki albo właśnie jak u tych Japonek, Chinek i Koreanek- jak one to robią?

Ano właśnie, one dbają o to, co jest pod warstwą makijażu, od lat wczesnej młodości. My biegniemy w panice do drogerii, jak zobaczymy zmarszczki, a wcześniej…. hulaj dusza, piekła nie ma i nie będzie. ? Latem chcemy być śniade jak Hiszpanki i Włoszki, zimą, chcemy mieć alabastrową cerę, jak Azjatki. Zatem latem się opalamy na potęgę, zimą próbujemy ratować przebarwioną, wysuszoną cerę, kładąc na nią kolejne warstwy specyfików.

Ja na pielęgnację cery wydaję niewiele, jestem konsekwentna i wcześnie ją zaczęłam. Nie mam skóry jak 25- latka, bo mam lat 39. Nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby tego oczekiwać. No ale skoro koleżanki pytają, to zebrałam to do kupy i wrzucam na bloga.

Przed nami lato dziewczyny, a ja znów będę blada. ?

2 komentarze

  1. O! Fajnie, że się podzieliłaś tymi tajnikami 🙂 Ja do oczyszczania skóry, nie tylko twarzy, uwielbiam peeling kawowy: fusy, trochę oliwy i brązowego cukru 🙂

    1. Ja nie przepadam za jakimikolwiek drobinkami, nie lubię tego spłukiwać i zawsze się boję, że mi taka drobinka do oka wpadnie. 😉 Do ciała czasem cukrowy peeling stosuję, ale raczej rękawiczka szorstka to u mnie priorytet. Pozdrawiam :).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *