Wstyd mi za moich rówieśników, nie wychodzi nam to bycie rodzicami!

              Coś z nami jako rodzicami poszło nie tak. Jesteś jednym z nich? Chcesz wiedzieć, jakie są nasze dzieci? Czujesz już w kościach, jakimi ludźmi będą?

              Spędzam z dziećmi w wieku ok. 9-11 lat kilka godzin dziennie+ wyjścia, wycieczki itd. Po roku pracy w publicznej szkole podstawowej dobrze wiem, czuję i widzę, czego im brak, czego mają w nadmiarze, a o czym my rodzice kompletnie zapominamy.

Pierwsze tygodnie, miesiące były ciężkie, bo to dla mnie obcy świat. Nie wiedziałam, że tak mały człowiek potrafi być… roszczeniowy, okrutny, pozbawiony empatii, egocentryczny, skupiony na sprawach materialnych, pozbawiony kreatywnej, dziecięcej wyobraźni, nieporadny, niesamodzielny, ale i zagubiony, nadwrażliwy, nieświadomie łaknący granic, zasad i bliskości.

Szybko zorientowałam się, że Twoje dziecko, które potrafi na mnie nakrzyczeć, tupać nogami, wymuszać płaczem (dosłownie jak 3 latek), histeryzować z powodu drobnej porażki, bezwzględnie odmówić pomocy, że dokładnie to samo dziecko potrafi przylgnąć całym ciałem do obcej kobiety i powiedzieć, że chce mieć taką mamę, że ufa, że czuje się samotne, że się boi… świata.

 

Wychowujemy pokolenie, które nie poradzi sobie z życiem!

Powiesz, że dramatyzuję? Oburzysz się, że to nie Twoja, nie nasza wina? Wiem, staniesz w obronie swojego syna, swojej kochanej córki, jak zawsze. Gdy dostanie ocenę, która Ci się nie spodoba, napiszesz do mnie z prośbą o wyjaśnienie, w podtekście wyrazisz dezaprobatę dla mojej pracy, bo przecież Twoje dziecko zasługuje na więcej i Ty najlepiej o tym wiesz. Ty je najlepiej znasz… tylko czy na pewno?

Jeśli uważasz, że ta 4 z języka polskiego lub 5 z matematyki w piątej klasie podstawówki zapewni mu przyszły sukces życiowy, podbuduje poczucie własnej wartości, to powiem Ci tylko tyle… to bzdura. Ocena, którą wymógł na nauczycielu rodzic, ocena wynikająca ze straszenia nas kuratorium i innymi instytucjami, ocena, którą podnosimy pod wpływem szantażu emocjonalnego, bo dziecko wrażliwe, bo się załamie itd. Ta ocena ma być dla niego dobra?

Wiesz ile razy w tym roku szkolnym usłyszałam zdanie „Nie wiem, po co się starałem, dostałem trójkę i wiem, że mama będzie niezadowolona, mama do pani dziś zadzwoni porozmawiać”. To dziecko odchodzi smutne, ze spuszczoną głową, ma podcięte skrzydła, ale to nie ja je podcinam, nie ta trójka je podcina, ale Ty… rodzicu. Tym, co mówisz do swojego dziecka, tym, jak nie doceniasz jego wysiłku i oczekujesz tylko i wyłącznie takich efektów, jakie sobie zaplanowałeś.

Ogarnij się wreszcie i doceń tą małą istotę za tą trójkę! On się uczył, zależało mu, tym razem dostał taką ocenę, a jeśli usłyszy, że doceniasz wysiłek, postara się jeszcze bardziej. Nie pokazuj mu efektów jego pracy, jako porażki, nie pokazuj, że jesteś zawiedziony, schowaj czasem ambicje do kieszeni i ciesz się, że masz szczęśliwe dziecko, które w siebie wierzy.

Jeśli do mnie zadzwonisz i „wymusisz” na mnie podwyższenie oceny, to jaki dajesz mu przekaz? Już Ci mówię „Jesteś do niczego, wszystko ja muszę za ciebie załatwiać”. Dodatkowo jeszcze dziecko koduje, że pani jest do niczego, bo ma jakieś dziwne kryteria, za wysokie wymagania, szkoła jest do niczego, bo odnoszę tu same porażki.

              Co jeszcze poszło nie tak?

Twoje dziecko nie szanuje ludzi i ich pracy, nie szanuje też Ciebie i twojej pracy, nie licz na to, że jesteś wyjątkiem. Poprosiłam, by Twoja córka podniosła papierek, który leżał obok niej na korytarzu. Sama robię to bez żenady, idąc korytarzem,  schylam się i podnoszę śmieci, które tam znajdę. Twoje dziecko się oburzyło i poczuło się upokorzone, hmmm. Na drugi dzień piszesz do mnie, że od podnoszenia papierków w szkole chyba jest sprzątaczka i nie życzysz sobie takich wymagań wobec Twojej pociechy. Czytam i nie wierzę. Jedyne, co mnie ogarnia to smutek i wstyd… za Ciebie.

A wiesz, co słyszę od Twojej córki w szkole? „Ja nie sprzątam mojego pokoju, od tego jest mama”; „Rodzice po to zarabiają, żebym ja mogła jeździć na zagraniczne wakacje i kupować fajne ciuchy”, „Jak rodzice nie kupią mi na urodziny IPhona, to ich nienawidzę, nie będę z nimi gadać”.

Jeśli wychowujesz człowieka na egoistę, to nie licz, że tobie kiedykolwiek okaże empatię. Dziś nie podniesie papierka na korytarzu, a za 30 lat Tobie nie poda ręki, nie przyniesie herbaty, nie zaprosi Cię do siebie na święta.

Moje pokolenie kompletnie zapomniało, że pokora jest jedną z cnót. Tak bardzo poczuliśmy się ważni, światowi, zamożni, wykształceni, że odbiła nam plama. Nasze dzieci postrzegamy jako Royal Baby, któremu cały świat ma usługiwać, ustępować, wspierać i nie stresować! Ha

Gdzie Ty chcesz umieścić swoją pociechę jako dorosłą osobę? Znasz miejsce na Ziemi, gdzie nie zazna stresu, nie odniesie porażki, nie będzie musiało mierzyć się z innymi i ze swoimi słabościami?

Weźmiesz za rękę i załatwisz lepszą ocenę, weźmiesz za rękę i kupisz wszystko, czego chce, żeby się nie złościło, weźmiesz za rękę i zaprowadzisz do pierwszej pracy, którą sam znalazłeś. Piękna idea, bo dziecko trzeba wspierać, tylko teraz przemyśl, co to jest prawdziwe wsparcie.

 

Czeka nas starość w cieniu pokolenia niepełnosprawnych dorosłych.

Niepełnosprawnych jeśli chodzi o przystosowanie do świata, dorosłego, prawdziwego świata. Dziś brakuje dziecięcych psychologów i psychiatrów, brakuje pieniędzy na nauczanie domowe, a moim rówieśnikom rodzicom brakuje sił i pomysłu, jak pomóc dziecku z depresją. Dziecku, które nie potrafi zmierzyć się z najmniejszym problem lub elementarnym stresem, a jest on nieodzowny w przypadku życia w społeczeństwie.

              Ja nie krzywdzę Twojego dziecka oceną, nie powinnam się tłumaczyć i bić z myślami, czy aby jednak trochę nie odpuścić… dla twojego komfortu i jego spokoju. Wykonuję swoją pracę, mam do tego kompetencje, wiedzę i praktykę. Nie oceniam uczniów przez pryzmat ocen, jakie zdobywają, bo każdy ma inne możliwości. Mówię twojemu dziecku, że je kochasz bez względu na wszystko, mówię mu, że porażka jest normalnym etapem i źle o nikim nie świadczy. Ono słucha, chce w to wierzyć, przytula się i zamyka oczy. Potem czasem smutne wraca do domu, bo…”mama i tak uważa inaczej, i tak będzie ze mnie niezadowolona, znowu”.

Chciałabym napisać to wszystko inaczej, ale nikogo nie chcę urazić. Podane tu przykłady są zlepkiem odczuć i doświadczeń moich, moich koleżanek, kolegów.

Smutek i wstyd… bo ja też jestem rodzicem z tego pokolenia i na pewno popełniam masę błędów.

Mam syna jedynaka, któremu z chęcią bym płatki róż sypała pod stopy, żeby mu dobrze było, najchętniej kupiłabym i dała wszystko, zrobiła za niego wszystko, pokazywała całemu światu, jaki jest wspaniały, dobry, mądry i zawsze niewinny zarzucanych mu czynów. Jednak świadomość konsekwencji, które widzę u kilka lat starszych od niego dzieci, mi na to nie pozwala.

Jestem przerażona nami rodzicami dzisiejszych małych dzieci! To najbardziej dobitna refleksja po kończącym się roku szkolnym. Coś poszło nie tak, nie radzimy sobie i trzeba to wreszcie przyznać otwarcie!

4 komentarze

  1. W punkt! Ja znam to z innej perspektywy, z kłótni podwórkowych przed blokiem… Rodzice niczego nie uczą swoich dzieci i wszystko im wolno. Jest dokładnie tak, jak piszesz – skoczą innym do gardeł, bo dziecko to świętość. U nas toczy się wojna o bałagan – dzieci zostawiają swoje rzeczy, zabawki, hulajnogi, rowery i inne cuda porozrzucane na całym osiedlu. Najgorsze jest to, że rzucają rowery pod drzwiami i zabić się można… Ale… nie wolna nikomu zwrócić uwagi… Mają prawo… Wszyscy mają siedzieć cicho i omijać cały ten bajzel. Koszmar.

  2. Ma Pani racje … miejmy nadzieje że znajdą sie rodzice którzy jednak będą widzieć więcej …. Ciekaw jestem jakim ja jestem …??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *