„Reforma” oświaty… dziś już wiem, które konkretnie dzieci są jej ofiarami!

              Trzeba dawać szansę, trzeba wierzyć w siłę powodzenia, trzeba ufać, że będzie dobrze… mówią Ci mądrzy, Ci od psychologii i relacji społecznych.

Żeby się pozytywnie nastawić do czekających mnie i moje zawodowe otoczenie zmian, wróciłam do niepozornej książki Johnsona Spencera „Kto zabrał mój ser?”. Krótka dość historia kilku zwierzątek, alegoria życia i nieuchronnych w nim zmian. Ser jest w niej tym, czego pożądamy, za czym gonimy, co czasem udaje nam się pochwycić i naiwnie wierzymy, że będzie nasze już na zawsze. A tu klops. Ktoś nam zawsze ser zabierze, no i co wtedy czynić? Jakie postawy my ludzie przyjmujemy? Co nas umacnia, a co nas niszczy?

Postanowiłam przyjąć otwartą postawę wobec zmian. Zaadoptować się do nowych warunków, wymagań, stylu pracy, wieku uczniów i wszystkiego innego, co reforma mi sprezentowała. Pracowałam z nowymi osobami, pod rządami nowego szefa, wiele razy wewnętrznie kłóciłam się z pewnymi sprawami, ale… nie mogę być książkowym Zastałkiem, który stale szuka okruchów starego sera, zamiast skosztować, jak smakuje nowy. Wielu ludzi z mojego obecnego grona to dla mnie odkrycie. Są prawdziwe perły i nieoszlifowane diamenty 😊. Koleżanki pomagały, wspierały, służyły radą i swoim doświadczeniem. To nie był zły rok, bo ja sobie jakoś tam poradziłam. Pracuję w szkole na terenie miasta, to ogromny konglomerat, bo śmiało można tak tę placówkę nazwać. Gimnazjum zostało wchłonięte przez szkołę podstawową i każdy próbował w tym jakoś przetrwać i znaleźć swoje miejsce. Tu nie ma tak ogromnej zawieruchy i takiej rozpaczy… jak bywa tam, w malutkich miejscowościach, wiejskich gminach, gdzie poczucie bezpieczeństwa dzieci i rodziców legło w gruzach.

Patrząc na likwidację gimnazjum na terenie gminy wiejskiej, gdzie przepracowałam 7 pięknych lat, zdałam sobie sprawę, jaką katastrofą jest reforma edukacji. Katastrofą na każdym polu… postaw, wartości, integracji społecznej, wyrównywania szans edukacyjnych. Gimnazjum było miejscem, gdzie dzieci z kilku niewielkich szkół podstawowych spotykały się i poznawały. Pod okiem profesjonalnej kadry, a nie pań od wszystkiego po setkach rocznych podyplomówek, realizowały projekty na światowym poziomie. Tu pracowali prawdziwi pasjonaci swojego przedmiotu. Teraz w jednej, najmniejszej ze szkół podstawowych w gminie nie ma kto pracować. Dyrektor łata dziury, wysyła nauczycieli na studia, żeby mieć kilkoro ludzi, którzy obstawią wszystkie przedmioty.

Coś wam powiem, popularna dziś multifunkcyjność nie zawsze jest dobra na polu edukacji. Każdy z moich znajomych po fachu przyzna, że najlepiej czuje się w swoim macierzystym przedmiocie, tym, który wybrał, bo chciał, którego uczy z pasji, który łączy się z jego zainteresowaniami. A potem robimy kolejne studia… żeby przetrwać, żeby łatać godziny, uzupełniać etaty. W tej najmniejszej podstawówce nie będzie biologa, geografa, historyka… będą panie po szybkich, rocznych podyplomówkach. Być może w jednej z takich szkół na 8 lat utknie Twoje dziecko. Tam będzie uroczo, rodzinnie, bezpiecznie… kilkoro dzieci w klasie i dobrze oswojona pani Janina, która przecież tak doskonale zna swoich uczniów, ona nauczy, nie zestresuje, zaopiekuje się. I teraz pomyśl, jakie to dziecko ma szanse w szkole ponadpodstawowej z rówieśnikami z dużych, miejskich szkół, przyzwyczajonymi do wymagań profesjonalistów w swoim fachu, do szybkiego tempa pracy, do bycia w klasie, gdzie uczy się nie kilkoro, a kilkudziesięciu uczniów. To może być 8 lat zmarnowanego potencjału i wszystko tylko dlatego, że te małe, wiejskie szkółki zostały ofiarami reformy.

              Druga rzecz, to świat wartości, ale to było raczej celowym, zamierzonym skutkiem reformy. Słyszę, że gościem w szkole podstawowej był senator, autor wielu kontrowersyjnych publikacji promujących poglądy antysemickie i ksenofobiczne. W zawoalowany sposób przekazuje tego typu ideologię nienawiści dzieciom i ich rodzicom. Pani Katechetka zakazuje zakupu do biblioteki szkolnej pozycji z literatury fantasy, bo zgodnie z jej poglądami to pozycje niebezpieczne, promujące wartości pogańskie, ta cała magia i czary sprowadzają dzieci na prosatanistyczne myślenie według owej pani. Jakoś nasi katecheci i bibliotekarze nie widzą problemu w tego typu literaturze, a dzieci chcą ją czytać. Ba, w podstawie programowej są pozycje z tego gatunku. Ja osobiście nie znoszę fantasy, ale to tylko moje osobiste preferencje i nie ma to wpływu na wybory czytelnicze moich uczniów.

Nie będę komentować kolejnych zjawisk, które według mnie są nie do przyjęcia w XXI wieku, w cywilizowanym państwie europejskim.

W gimnazjum realizowaliśmy projekt „Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata” z finałem w warszawskiej synagodze. Takie wartości jak porozumienie ponad podziałami, świadome podejście do historii i losów poszczególnych narodów, historia z refleksją! Mądrze, z wyczuciem, w kontakcie z żywym człowiekiem. Kto zrobi taki projekt w tej malusiej szkółce? Na pewno zrobi go pani Janina, która na fali nacisków dyrekcji szybko zrobiła roczne studia?

              Pożegnanie gimnazjum, o którym piszę, było piękne, symboliczne. Kadra wiedziała, że to koniec jakiegoś etapu dla kolejnych pokoleń dzieci tej wiejskiej gminy. Podczas pożegnalnej uroczystości pokazano symbolicznie wszystkie wartości, które wpajała szkoła przez lata swojego istnienia- szacunek do człowieka bez względu na pochodzenie, wyznanie, kolor skóry, orientację seksualną, poglądy! Zawsze myśleliśmy globalnie, jednocześnie szanując małą ojczyznę tych dzieci, regionalizm pięknie harmonizował z wielokulturowością świata.

A ja, ucząc języka polskiego, nie miałam problemu z odpowiedzią na pytanie „Proszę pani, dlaczego w Biblii jest opisane stworzenie świata w kilka dni, a przecież jest teoria wielkiego wybuchu i te miliony lat, jak to właściwie było?”. Bo dla mnie, jako świadomego człowieka, bez względu na moją wiarę, Biblia na lekcjach języka polskiego jest dziełem literackim. Moi uczniowie znali pojęcie metafory i symbolu, potrafili interpretować tekst o stworzeniu świata jako krytyczni odbiorcy, biorąc pod uwagę swoje własne poglądy religijne. Dziecko wierzące, nie było zagubione, bo natchniona przez Boga księga była dla niego jasna i czytelna, 1 dzień może być symbolem milionów lat i wszystko jasne. Nikt mu nie rujnował jego wiary, ale też nikt nie kwestionował nauki.

To, co czasem słyszę z niektórych szkół, ta walka o duszę ucznia… psychomachia! Przerażające.

              Myślę, że w wielu miejscach naszego kraju zamykane obecnie gimnazja są symbolem końca pewnych czasów. Końca pewnych wartości, które były dostępne dla wszystkich, właśnie dzięki tym szkołom. Są też symbolem końca profesjonalnej edukacji w wielu wypadkach.

 

„Zrozumiał, że lepiej jest być świadomym brutalnej rzeczywistości, niż pławić się w przyjemnych iluzjach”.

Spencer Johnson „Kto zabrał mój ser”

          Nie płaczę za starym serem, ja sobie poradziłam. Tego samego życzę wszystkim kolegom i koleżankom, którzy od września tego roku będą mierzyć się z tą zmianą. My nauczyciele sobie poradzimy, nigdy nie byliśmy przeciwko reformie ze względu na prywatny interes.

Ofiarami są dzieci, ale tę ofiarę będzie widać dopiero za kilka lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *