Marne refleksje o nauczaniu- wstęp. :)

Jestem taka malutka, maleńka, maluczka… jeśli chodzi o doświadczenie w pracy nauczyciela. Od kilkunastu lat walczę z materią tego zawodu, ale cały czas czuję się głupia. To nie jest skromność, a raczej dojrzałość, świadomość, że ta praca jest jak ciągłe gonienie za motylkiem po łące… już go mam, już go widzę z bliska, a on raptem zamacha skrzydłami i na nosie zostaje mi biały proszek. Gdybym go złapała, prawdopodobnie skazałabym go na rychłą śmierć. Żeby móc go podziwiać, muszę wykazać się sprytem, refleksem, finezją i wrażliwością, muszę stale zmieniać miejsce obserwacji i perspektywę patrzenia na to delikatne stworzenie.

W nauczaniu jest podobnie… nie ma żelaznych metod, idealnych rozwiązań, ani skrojonych na miarę uczniów. Zmienia się kontekst tego, co robimy, zmienia się dziecko, rodzic, wymagania wobec szkoły, zmienia się rynek pracy, zmienia się mentalność i sposób pojmowania świata. Z metodami nauczania jest jak z mlekiem… raz jest zalecane i zdrowe, by za chwilę być poczytywane za przyczynę większości chorób. Co jakiś czas mamy wielki boom na konkretne sposoby wtłaczania (okropne słowo) dzieciom wiedzy i umiejętności.

Nauczanie przez doświadczenie, techniki wizualizacji, nowe technologie. Dziś każdy dyrektor chce widzieć podczas obserwowanych zajęć, jak wykorzystujemy multimedia, jacy jesteśmy nowocześni, sprawni w posługiwaniu się różnymi technikami i metodami. My gonimy na kolejne szkolenia metodyczne, które mają wreszcie pomóc nam zbliżyć się jak najbardziej do tego motyla na łące, niemal go pochwycić. Tylko co by się stało, gdybyśmy go złapali? To by znaczyło, że człowiek jest płaski, że człowiek się nie zmienia, że każdy myśli w taki sam sposób, a my byśmy już tylko mogli… przysłowiowo leżeć i pachnieć, a reszta społeczeństwa umierałaby nadal z zazdrości, jak to nam jest w tej pracy cudownie. 😉

Ja specjalistą od żadnych metod nie jestem, nie mam ulubionych, lubię urozmaicenie, ale jednego jestem pewna- zapamiętujemy to, co budzi nasze emocje, co wywołuje w nas przeżycie, nawet negatywne. Jak czujemy, to powstaje w nas zapis.

Zamknij oczy i przypomnij sobie, jakie konkretnie lekcje pamiętasz, co w tobie młodym chłopaku/ dziewczynie wywołało uczucia, emocje?

Mój przedmiot jest i trudny i wdzięczny zarazem. Jest jak wymagająca, ale jedyna w swoim rodzaju kochanka, którą uwielbiasz, ale ci się stale wymyka z rąk. Wymaga wysiłku i wyczucia, bo poza wiedzą musisz przekazać wrażliwość na literaturę, sztukę, musisz pokazać, co to znaczy krytyczny odbiór treści, musisz przekazać masę niemal nieuchwytnych umiejętności i udaje ci się to… może tak w 20%, tak jak i mnie. 😊

Jak ja gonie motyla po tej kolorowej łące? Gdzie tyle miejsca, by się schować, gdzie tyle rzeczy tego motylka przyciąga, kradnie jego uwagę, oddala od mojego skupionego wzroku?

Nie łudź się, że on przyleci do ciebie ze strachu, że krzykniesz i przysiądzie na twoim kolanie. To nie tak. Dziecko ze strachu uczy się „na chwilę”, żeby zaliczyć sprawdzian, żeby dostać jako taką ocenę z odpowiedzi. A co z tego zostaje w nim na dłużej? Zostaje tylko niemiłe wspomnienie nauczycielki, której się bał… tak ja mam z matematyką i geografią, niestety.

Dziwnym trafem pamiętam wiele rzeczy z biologii, te lekcje to była pasja sama w sobie. Sposób, w jaki mówiła do nas nauczycielka… pamiętam do dziś. Jak zapraszała do mikroskopu, jak na najlepszą przygodę życia, jak z kropli krwi między dwoma szklanymi płytkami potrafiła wycisnąć kawał ciekawej historii. A ja potem o tym myślałam i przeżywałam.

O wiele trudniej jest zainteresować dzieci poezją, bo to takie niemodne, niedzisiejsze. Nie mam złudzeń… jak nie dam przeżycia, to nic z tej lekcji nie będzie. Trochę mi psuje szyki podstawa programowa i wymagania egzaminacyjne. Jestem wielką przeciwniczką interpretacji poezji na egzaminach dla dzieci, to mogą robić studenci… bez znajomości kontekstu kulturowego, tła historycznego, znajomości symboli w danym kodzie kulturowym i szerokiego oglądu twórczości danego poety… interpretacja jest nieporadnym miotaniem się we mgle. Dziecko może dokonać analizy budowy utworu, nazwać środki stylistyczne, ale interpretacja to umiejętność, z którą naprawdę mało kto sobie poradzi.

No ale ta poezja musi być na etapie szkolnym, bo być może później już z ich życia zniknie całkiem. Tylko dajmy im to przeżywać po swojemu. Podobnie jak lektury, które muszą przeczytać. Dajmy im cel i przyjemność.

No i co? Taaaaaki długi wstęp i zero konkretów? W kolejnym wpisie przedstawię kilka konkretnych praktyk, które u mnie się sprawdziły. Być może to jest wpis dla nauczycieli języka polskiego, a być może nie tylko… sam się przekonasz. 😊

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *