Dlaczego w cyber świecie dziecko jest, jak zwierzątko w pułapce?

              Nie wiem. Nie rozumiem do końca mechanizmu, w który jedno po drugim wpadają moje wychowanki i wychowankowie. Mam wrażenie, że te maluchy są jak pyłki wciągane przez odkurzacz z taką siłą, że nic i nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Problem w tym, że tego wielkiego cyber odkurzacza już nigdy się nie wyłączy, on nie ma zbawiennego przycisku „off”. Szkoda.

Zauważyłam, że wszystko, co w świecie realnym jest do przegadania, przemyślenia, rozwiązania w sposób cywilizowany… w sieci urasta do czegoś niebezpiecznego, wręcz przerażającego.

Dajmy na to, w realu jest problem typu- bo ona się z nami przestała przyjaźnić, olewa nas, a przecież zawsze wszystko sobie mówiłyśmy– ot takie zmartwienie małych dziewczynek, które „porzuciła” przyjaciółka, nic takiego?

W odmętach Internetów jest sytuacja następująca- jesteś debilką, zdradziłaś nas, nie jesteś warta niczyjej przyjaźni, najlepiej dla wszystkich, żebyś umarła!

Przesadzam? Jeśli tak uważasz, to znaczy, że nie pracujesz w szkole albo nie masz dziecka w wieku szkolnym i w głowie Ci się nie mieści taki przekaz, który wyszedł spod paluszków uroczej Kasi, Basi czy Madzi z klasy 4b. To właśnie ta dziewczynka, która codziennie kłania się sąsiadom, uroczo uśmiecha podczas lekcji, tańczy w zespole regionalnym i wiele by jeszcze wymieniać… potrafi wziąć w dłoń swój smartfon i pisać niczym Hnnibal Lecter. Potrafi bezlitośnie poniżać kogoś, kto jeszcze dwa dni temu był jej powiernicą, przyjaciółką, towarzyszką smutków i radości. To jest jak delikatne trącenie kostek domina… do hejtu dołączają się kolejne osoby, wyliczają wady i niedostatki „niewiernej” koleżanki, ktoś zakpił z jej ubrań, ktoś wyśmiał jej fryzurę, ktoś wreszcie wymyślił jakąś kompromitującą historię z jej udziałem.

Życzliwa osoba przesyła print screeny, dziecko wpada w czarną rozpacz. Boi się iść do szkoły, boi się spojrzeń i gestów, boi się… że naprawdę jest zła, beznadziejna i nie zasługuje na przyjaźń, miłość, akceptację.

Mechanizm jest prosty… bezpośredni kontakt jest o wiele trudniejszy, jeśli chodzi o wyrażenie krytyki wobec drugiej osoby. Stanąć przed kimś i powiedzieć, że czujemy się zranieni, jest o wiele trudniej, niż poczynić wpis w mediach społecznościowych, w grupie znajomych w aplikacji typu wats up itp.

Dziewczynka z 4b jest tylko dzieckiem, które czuje zazdrość, nie radzi sobie z tym i sięga po środki, które są dla niej najłatwiejsze. W cyber świecie jest silna i bezpośrednia, wzmacnia ją poparcie grupy, utwierdza w tym, że ma prawo obrażać i niszczyć przyjaciółkę. Nie ma bladego pojęcia… jaka może być ta ostatnia kostka domina. Do czego może doprowadzić proces, który ona zapoczątkowała.

Od koleżanek wiem, że takie rzeczy dzieją się już wśród dzieci 7, 8, 9 letnich. No i tu zaczyna mi świtać… małe dziecko w dzisiejszym świecie ma kompetencje cyfrowe, ale kompletnie nie ma kompetencji społecznych. To naturalne, że kilkulatek nie jest zbyt empatyczny, że nie potrafi przewidzieć konsekwencji swojego działania. Tylko ten kilkulatek ma narzędzie, które potrafi zniszczyć jego rówieśnika.

              Nie wiem jak wy, ale ja czuję się zagubiona. Z takimi problemami obcuję w pracy codziennie. Nie mam prawa powiedzieć ani dzieciom, ani ich przerażonym rodzicom- drodzy państwo, to jakiś błahy konflikt, dziewczynki się pokłóciły i niebawem problem sam się rozwiąże.

Nie mam prawa… bo tak mogłaby powiedzieć moja wychowawczyni w latach 80-tych XX wieku. Najgorszą rzeczą, jaka mogła mnie wtedy spotkać, była obrażona mina kilku koleżanek, jakieś wyzwiska, czy nawet bójka… umawiałyśmy się za szkołą po lekcjach na tzw. „solo”, trochę szarpania za włosy, kilka kopniaków, a za dwa dni ręką wyciągnięta na zgodę.

Dziś kilkulatka czyta, że jest dziwką, szmatą, zdrajczynią i nie zasługuje na to, by żyć.

 Resztę… dopowiedzcie sobie sami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *