„Jak ci się nie podoba, to zmień pracę idiotko”.

              Nie podoba się i Tobie rodzicu też by się nie podobało! Powiem wprost. Nie podoba się większości. Myślę, że zarobki to tylko mała część tego „niepodobania się”, aczkolwiek istotna.

„Rzuć robotę”, „Droga wolna”, „Wypad ze szkoły darmozjadzie”, „Widocznie się nie nadajesz”, „Jak ci tak źle, to ulicę zamiatać”, „Nic nie robi i jeszcze marudzi”, „w dupach się wam poprzewracało”, „Każdy marzy o takiej robocie i tylu dniach laby, a wy jeszcze narzekacie”.

To tylko mała próbeczka wiader gówna wylewanych nam na głowy pod postami informującymi o głosach protestu, o strajku, o roszczeniach nauczycieli co do zarobków.

Ta mała próbeczka jest cudownym zielonym światłem dla młodzieży i dzieci, jak to można traktować nauczyciela i co można o nim sądzić. Szacunek? Autorytet? Człowiek?

„Mój tata to zarabia, a pani to chyba do niczego innego się nie nadaje, że w szkole pracuje”- takie teksty nie biorą się w małych głowach znikąd. To Wy drodzy rodzice siejecie ziarno pogardy do naszego zawodu.

Mam to szczęście, że większość rodziców, jakich spotkałam na mojej 15 letniej drodze zawodowej, to byli ludzie mądrze współpracujący, z refleksją podchodzący do uwag i sugestii, bez przerostu ego i autodestrukcyjnych zapędów, by ze swego dziecka uczynić lokalne Royal Baby. Dlaczego autodestrukcyjnych? No bo taki sposób kształtowania malucha prędzej lub później walnie ich rykoszetem tak mocno, że wylądują na terapii lub odwyku. Dziecko, które sprowadzi rodzica do roli nastroszonego kurczaka, który na jego każde skinienie i jęk niezadowolenia biegnie do szkoły, żeby walczyć o jego cześć i godność, to dziecko już trzyma pięść na twoim gardle. Szkoła się skończy, będzie kolejna, a potem… już do końca swoich dni będziesz jego psychoterapeutą, ochroniarzem, rzecznikiem praw konsumenta, żywicielem, „spełniaczem” zachcianek, adwokatem itd. A jak wreszcie powiesz dość, to ono zrobi wielkie oczy i wykrzyczy Ci w twarz, że cię nienawidzi. Puści z dymem wspomnień całe lata Twoich starań, pertraktacji z otaczającym światem, walki o jego komfort i poczucie, że jest najważniejsze.

A wracając do tematu, ja wiem, że są rodzice, którzy wiedzą, skąd dzisiejsza fala dzieci w depresji i pociętych żyletką. Rodzice świadomi, że ta droga się nie sprawdziła, że parasol ochronny i nadmierna kontrola to droga w czarną dziurę. Niestety jest też cała masa tych, których my nauczyciele nazywamy „nadmiernie roszczeniowymi”. Z takimi rodzicami nie ma rozmowy merytorycznej, bo taki rodzic z zasady nas nienawidzi i uważa za zło wcielone, które męczy i dręczy jego biedną pociechę.

To Wasze dzieci słyszą w domu, że nauczycielka to niedouczona idiotka, pani, której nie stać na egzotyczne wczasy, babka, która ubiera się w lumpeksie, bo jej w życiu nie wyszło. To Wasze dzieci stają się hejterami w sieci, tworzą memy poniżające innych. Patrzysz na informacje w wiadomościach, że nauczyciele domagają się podwyżek i wybuchasz śmiechem, a przy swoim dziecku mówisz- za co oni mają mieć podwyżki, przecież nic nie robią?

A może jesteś jedną z tych matek, która ma 4 dzieci i nie pracuje zawodowo, za to od całego świata żąda atencji i szacunku, bo jest rodzicielką zaludniającą Europę w dobie niżu demograficznego?  Ty możesz przyjść do szkoły tylko w czwartek o godzinie 17.00, tylko z dzieckiem na ręku i ta panienka, co to się nazywa nauczycielką, ma się dostosować do czasu i godzin królowej matki. W rozmowie słyszy, że Ty już niejedno dziecko wychowałaś i dobrze wiesz, co robić, że ma Ci nie zawracać głowy głupotami. Ty jesteś zajęta, Ty nie masz pieniędzy na kolejne wyjście dziecka do kina lub teatru, Ciebie to nic nie obchodzi, Tobie jest ciężko, Ty ogarniasz dom, dzieci, męża i resztę świata. Nauczycielka po godzinach otwiera portfel, wyjmuje 20 zł i wpłaca za Twoje dziecko składkę, żeby ono jedno w szkole nie zostało. Tylko wyobraź sobie, że ta kobieta prawdopodobnie też jest matką, żoną, też robi codziennie zakupy, gotuje obiady, sprząta, też chodzi na wywiadówki i przedstawienia do szkoły, też NORMALNIE ŻYJE. Ona nie wchodzi o 14.30 do szafy na zapleczu i nie włącza sobie trybu „off” do następnego dnia. Jest człowiekiem z krwi i kości, ma swoje problemy, swoje życiowe radości i dramaty. Ma też pracę zawodową, której częścią jest twoje dziecko. Dlatego chce z Tobą o nim rozmawiać.

Lekceważenie i oblewanie pomyjami ludzi, którzy spędzają z waszymi dziećmi długie godziny w ciągu tygodnia, którzy mają wpływ na ich wiedzę, światopogląd, umiejętność radzenia sobie z emocjami, którzy wreszcie odpowiadają za ich życie i zdrowie, to… kuriozum. Ty zatroskany rodzic oddajesz dziecko codziennie bandzie degeneratów i życiowych nieudaczników? Pomyśl poważnie o nauczaniu go samodzielnie w domu, przecież i tak uważasz, że pracujesz za szkołę.

Ta wizja niedługo stanie się dla Ciebie koniecznością, bo skoro „jak nam się nie podoba, to mamy zmienić pracę?”.

Coś Ci powiem w sekrecie- to się już dzieje i to na coraz szerszą skalę. Ludzie odchodzą z zawodu, słuchamy waszych rad i zmieniamy pracę. Skutki są różne, bo Ci ,którzy naprawdę uwielbiają uczyć, mają do tego powołanie i talent… tęsknią. Nie za feriami i wakacjami, nie za tymi waszymi przysłowiowymi „18 godzinami tygodniowo”, bo wiedzą, że to bzdura, oni tęskną za uczeniem dzieci, za lekcją, za tą energią, satysfakcją i poczuciem, że robią coś ważnego. Inni nie tęsknią nawet przez sekundę i plują sobie w brodę, że odeszli tak późno.

Być może tak to właśnie będzie, posłuchamy Waszych rad i odejdziemy. Nie będziemy się oglądać za siebie.

A skoro nie chcecie sami uczyć waszych dzieci w domu, to niech wam państwo wyprodukuje belfrów idealnych, którym wystarczy 1800zl na rękę, którzy będą w 100% elastyczni i dyspozycyjni, będą dawać same piątki i wzorowe zachowania, nie będą zadawać nic do domu, spełnią wszystkie wasze oczekiwania, wypracują najwyższe wyniki, a do tego będą zawsze uśmiechnięci, życzliwi i gotowi do współpracy i kontaktu o każdej porze dnia i nocy.

Dziękuję Wam za radę i … życzę powodzenia!

nieudacznica życiowa, leń i idiotka

nauczycielka

128 komentarzy

    1. Jest mi bardzo przykro, że ludzie, którzy tyle lat pracują, tyle dzieci wyuczyli, mieli wpływ na ich wychowanie… dziś czują się nikim, są pogardzani i wyśmiewani w domach uczniów. To zwyczajnie niesprawiedliwe.

      1. Takie sobie dzieci wychowaliśmy. Zgodnie ze słowami Jana Zamoyskiego:
        „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

    2. Ja już powoli kończę „karierę ” nauczycielki . Jestem wyczerpana zawodowo i fizycznie . Czytając tą odezwę młodej jeszcze nauczycielki do rodziców stwierdziłam , że ani jedno slowo tu przytoczone w tekście nie jest falszem . Tak , to prawda , wreszcie ktoś wylał nasze żale na stół . Ja dla siebie już o nic nie proszę ale dla tych młodych ,ktorzy przyjdą po mnie , żądam szacunku od wszystkich , którzy są poza tym zawodem a szczególnie od Rządu , który zepchnął nauczyciela na margines żądań .

    3. Ja staż 33 lata. I szczerze mówiąc mam już dość. Jak po raz kolejny słysze ” Pani jest od wychowania mojego dziecka” to nóż w kieszeni mi się otwiera i odpowiadam ” Nie. ja wychowałam swoje. A Pani to ja mogę pomóc, ale nie mam obowiązku wychowywac obcego dzieciaka. to pani za to odpowiada prawnie i emocjonalnie”. Robią oczy i obrażone odchodzą.
      Uczę w szkole średniej. Tu jest zawsze problem z obecnościami. Zwłaszcza w pierwszych klasach. Więc jak słysze ” Ale co ja mogę? Ja nie mam na niego wpływu”- to odpowiadam ” w takim razie zgłosze to i państwo będzie wychowywać Pani syna/ córkę. Zostanie umieszczony w ośrodku wychowawczo-opiekuńczym do ukończenia 18 lat. Może to Pani pomoże…” Dzieciaki zaczynają chodzić do szkoły
      Inaczej mówiąc – przestałam się bawić z roszczeniowymi rodzicami ( ale tylko z nimi). I wiecie co? Działa….

      1. Nie jestem nauczycielem,ale w moich szkołach gdzie chodziłam (w latach 97-2019)zawsze się mowilo,że szkoła uczy i wychowuje. A w podstawówce to nawet wielki szyld na budynku był”szkoła uczy i wychowuje”. Także proszę się nie dziwić,że rodzice potem tak mówią:)

    1. Generalizowanie jest krzywdzące. Są naprawdę świadomi, mądrzy rodzice, którzy potrafią rozmawiać i współpracować z nauczycielami. Niestety im młodsze pokolenia rodziców, tym jest to trudniejsze.

      1. no nie koniecznie,rodzic wie najlepiej,po co wiec zawraca nam nauczycielom glowe swoim dzieckiem??? niech sam je uczy,czy my sie prosimy o te dzieci??, powodzenia w wynikach

      2. Podobnie – bardzo przykro mi się zrobiło. Niektórzy rodzice naszych uczniów są zwyczajne chamowaci . Kiedyś ich dzieci pokażą im miejsce w szeregu.

    2. Tak właśnie jest .większość „idealnych” rodziców umie wysmiewac .ponizac i pogardzac. Szczególnie w obecności swoich pociech. I to nie tylko z nauczycieli mają używanie .potrafią być okrutni .i to do szpiku kości. Mimo że nawet jednej godziny nie przepracowali w zawodzie który krytykują. To straszne ale niestety bardzo prawdziwe.

  1. Nic tu po mnie,po 30 latach, myślę żeby odejść,rozgoryczona,rozczarowana.Może ostatnie 5 lat przed emeryturą doświadczę satysfakcji z innej pracy.

  2. Szkoła to jest jedyne miejsce, gdzie wyszczekani rodzice mogą dać upust swoim frustracjom. W banku, u lekarza, czy w urzędzie pyska nie rozpuszczą, bo ich wyrzucą, więc się produkują w szkole.

    1. Czyli rozumiem nas rodziców można wrzucić do jednego worka i obrażać?? Bo znalazł sie ktoś jakiś cham na waszej drodze. Ja osobiście popieram protest ale prosze zauważyć jakie wiadra pomyj lejecie na rodziców wrzucajac wszystkich do jednego worka.

      1. W tekście jest napisane że są rodzice normalni którzy współpracują – proszę doczytać. Ale niestety większość to osoby nastawione roszczeniowo lub im wszystko jedno bo i tak nie angażują się w sprawy swoich dzieci.

      2. Rodzice są różni, pisałam o tym, jednak każdy nauczyciel przyzna, że im młodsze pokolenie rodziców, tym trudniejsza współpraca i większy poziom roszczeniowości.

        1. Nie rozumiem…tzn że nauczycieli można wrzucać do jednego worka a już rodziców nie? Pracuję 35 lat i rodzice są coraz gorsi…..

    2. Owszem w urzędzie pyska puszczą. Zawód podobny do nauczyciela. Jesteśmy nikim za 1700 zl. Zbieram odwagę by odejść. Wszystko na wczoraj. Pracodawca traktuje jak śmieci, interesanci również.

  3. A może to właśnie jest dobry kierunek? Zmienić pracę.

    Z czasów szkolnych mam raczej przeświadczenie że nauczyciele, oczywiście nie wszyscy, to życiowe niedorajdy które gorycz swojego życia przelewają na swoich uczniów.

    Piszę to także z innego powodu. Nauczyciel to taki zawód że jak dostanie pracę i chwilę posiedzi to przestaje się rozwijać w temacie. Jeśli jest nauczycielem podstawówki to już do emerytury nie zrobi nic ponad podstawówkę. Nie będzie się rozwijał, bo nie musi.
    A czemu osoba po studiach matematycznych, fizycznych czy informatycznych idzie na nauczyciela? Bardzo mnie to ciekawi i zastanawia. Ludzie z takim wykształceniem mogą dosłownie zmieniać świat i zarabiać pieniądze, lecz taka praca jest bardzo wymagająca i wymuszająca ciągłe rozwijanie się i ciągłą walkę o ten rozwój.

    PS: Jest w tym momencie więcej osób wykształconych na nauczycieli więc mamy nadpodaż tego zawodu. To samo mówi że nauczyciele mogą odchodzić z pracy i się zwalniać. Nie podoba się płaca? Droga wolna, dwóch na to miejsce się znajdzie…

    1. Już odpowiadam, dlaczego taka osoba nie „idzie na nauczyciela”. Takiej osobie zwyczajnie brak cierpliwości, a przede wszystkim predyspozycji, by spełniać się w tym zawodzie. Takie są realia, nauczycielem nie każdy może być. To powołanie. Idąc tokiem myślenia Pani/Pana Zet nauczyciele przedszkola są najmniej rozwinięci…. Jakże mylne i krzywdzące przekonanie! Nauczyciele akademiccy to geniusze? Zaburzona logika. Bez znajomości specyfiki pracy na różnych etapach edukacyjnych wydawanie takich osądów jest, co najmniej, bardzo krzywdzące.

    2. Hmmm raczej nie widzę wokół siebie tych nauczycieli, którzy się nie rozwijają. Szkolenia, kursy, studia podyplomowe… to nasza codzienność. Nauczyciel „jednoprzedmiotowiec” to naprawdę rzadkość. Uczyłam w szkole wiejskiej, teraz uczę w mieście i sytuacja wygląda tak samo. Musimy się też stale szkolić i doskonalić w kwestii nowych rozwiązań technologicznych i uwierz mi, że tablica- nawet ta biała z pisakami, to już odchodzący do lamusa przeżytek.
      Co do absolwentów kierunków ścisłych, którzy wybierają zawód nauczyciela- wyobraź sobie, że można to lubić, praca z dziećmi, młodzieżą ma wiele zalet, znam wielu pasjonatów swojego zawodu wśród ścisłowców. Tylko trzeba się do tego nadawać. Mój mąż to absolwent matematyki na UŚ, uwierz mi, że na etapie praktyk, był już w 100% przekonany, że w szkole nie będzie pracował nigdy. Jeden ma do tego predyspozycje, inny nie. Pozdrawiam i dziękuję za głos krytyki.

    3. I właśnie o takich jak Zet jest ten artykuł. Ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym co piszą. Studia podyplomowe, kursy, szkolenia, warsztaty itp. To standard w tym zawodzie. Ale jak widać po komentarzu stan wiedzy społeczeństwa jest antybelferski.

      1. moj drogi,a do Tych Waszych Aspergerowcow,autystow i innych zaburzonych z roku na rok przybywajacych masowo to kto sie szkoli,co drugi dzieciak z defektami urodzony, co drugi wymagajacy innego podcierania do matury to takie nic??? Rodzcie geniuszow,bedzie jak w urzedzie podatkowym,tu mamy k…wa coraz lepsze wynalazki i musimy sobie radzic,by innym uszu nie odgryzly,spasuj wiec pajacu

        1. Proszę nie obrażać uczniów dotkniętych autyzmem, czy zesp.Aspergera pejoratywnymi skrótami myślowymi.
          Rozumiem rozgoryczenie – także doświadczam trudu pracy z tą grupą uczniów, ale nie uważam, by takie obraźliwe treści kierowane pod ich adresem były na miejscu.

    4. To też jakiś mit, że dwóch zaraz się znajdzie na miejsce jednego nauczyciela. Tu, gdzie mieszkam, brakuje od września anglistów, matematyków i pedagogów wspierajacych. Ogłoszenie jest a chętnych brak. Jeśli odejdzie kolejny anglista, nic nie sprawi, że dzieci będą miały lekcje, bo zwyczajnie nie będzie miał kto ich nauczać.

    5. Zet a ja znam wielu inżynierów i innych specjalistów przysposobionych do zawodu nauczycielskiego. Co do chętnych do pracy – wystarczy obejrzeć wolne oferty w Warszawie.

    6. To znajdź bardzo proszę żeby przyszli za 1800 zł na miesiąc. Ja słyszę tylko że za tyle to nawet nie ma mowy. A jeśli to taki raj to czemu nie zostałeś nauczycielem?

    7. No cóż znam wielu takich nauczycieli co mają kilka kierunków studiów skończone i ciągle się kształcą. Przykład: 2 kierunki jeden pedagogiczny, drugi na UJ, doktorat, 3 studia podyplomowe, znajomość języków obcych i do tego w zasadzie co roku jakieś kursy. Sama nie jestem nauczycielem, choć lubię uczyć, dlatego, że zarobki małe i ciągle niepewny byt a praca po więcej niż 40 h tygodniowo – ta w szkole i ta w domu nad przygotowaniem lekcji, sprawdzeniem prac i dokształcaniem- tyle reform ile było sprawia, że szkoła jest w ciągłej restrukturyzacji.

      1. Dlatego po 28 latach pracy w szkole w Polsce, od 7 pracuję na emigracji. Też jako nauczyciel. Jestem szanowana i doceniana finansowo. Tak : 4 koerunki studiów, 3 podyplomówki i doktorat. B

    8. Ale sprawa ciągle jest prosta, nie podoba się płaca to zmieniamy pracę i tyle. Nawet np. na szkołę prywatną.
      Będzie brakować nauczycieli to płace wzrosną. No ale Wam, wykształconym i światłym nauczycielom chyba nie muszę tego tłumaczyć…

        1. No te wolne przerwy to już przesada. U mnie w szkole każdy ma minimum 180minut dyżurów w tygodniu. Myślę, że odejście wielu nauczycieli z zawodu nie rozwiąże problemu niskich wynagrodzeń. Ministerstwo już się przymierzało do zwiększenia pensum (czyli darmowa siłarobocza- pracujesz więcej za te same pieniądze). Problem kadrowy zniknie.

      1. Zet no właśnie w szkołach prywatnych zarobki nauczyciela są jeszcze niższe. To fakt- nie podoba się, to zmień pracę. Ja sama wychodzę z takiego założenia, że nikt mi niczego nie da, nie dołoży, nikt za mnie niczego nie wywalczy, taki światopogląd spowodował moją niechęć i decyzję o nie przystąpieniu do związków zawodowych. Obce mi były protesty i strajki. Pojechałam na jeden i potem odchorowałam, bo poziom pogardy do zawodu, który wykonuję tam się uzewnętrznił na twarzach przechodniów. Zresztą jest tekst o tym tu na blogu. Zatem generalnie się zgadzam i uwierz mi, że coraz poważniej to rozpatruję, tylko… jest jedno „ale”, lubię uczyć i wiem, że robię to bardzo dobrze. Może uznasz to za brak skromności, ale uważam, że moje odejście z zawodu będzie ze szkodą dla uczniów. Moja praca spotyka się często z pozytywnym odbiorem wśród dzieci i ich rodziców. Zwyczajnie… wiem, że jestem dobra w tym, co robię. Zatem… chciałabym być za to godnie wynagradzana i mam prawo o tym pisać. Pozdrawiam. 🙂

    9. no nie koniecznie,rodzic wie najlepiej,po co wiec zawraca nam nauczycielom glowe swoim dzieckiem??? niech sam je uczy,czy my sie prosimy o te dzieci??, powodzenia w wynikach

    10. Szczerze? Kilka lat temu takich dwóch może i byłoby na miejsce nauczyciela jednak to się zmienia. Jestem nauczycielem w dużym mieście i od okolo dwóch lat istnieje problem ze znalezieniem nauczycieli. Najwidoczniej nie śledzi Pan losów przedszkolno-szkolnych na taką skalę jednak w tym roku w niektórych miastach brakowało nawet setek nauczycieli. Również pracuje w zawodzie, lubię tą pracę jednak coraz bliżej mi do jej zmiany. Niestety za coś trzeba żyć a praca wbrew pozorom łatwa nie jest. Wystarczy 3 rodziców na grupę gdzie nauczycielowi zależy, widzi zaburzenia rozwoju w najmłodszych latach a rodzic ma to gdzieś i udaje że wszystko jest ok. Można powtarzać codziennie to samo, komentarz- niech się zajmie swoim życiem po co się czepia. Komu w takiej sytuacji zależy? Jak długo może trwać walka o dziecko? Do końca chociaż to bardzo trudne. Niestety ale to wszystko nieco stanęło na głowie.

  4. Jako nauczycielka zgadzam się z tym co Pani napisała. Ale jako nauczycielka z przerwą na wychowanie dzieci i dystansem do szkoły widzę też grono sfrustrowanych, zakompleksionych bab,które boją się zwolnić z pracy czy zaprotestować i zmienić coś w swoim życiu,bo po prostu nic innego zrobić nie potrafią. Niestety one powodują, że ludzie mają takie a nie inne zdanie o tej grupie zawodowej. Z innej strony, nauczyciele nie pójdą na strajk w czasie matur czy innych egzaminów,bo im szkoda uczniów. A pielęgniarkom i lekarzom szkoda pacjentów? Jakoś odchodzą od łóżek. Nie widzicie, że nauczyciele za bardzo przejmują się Waszymi dziećmi? Czasem bardziej niż Wy sami. Jest to trudny zawód, bo trzeba być nie tylko nauczycielem, ale często i matką, przyjaciółką, powiernicą, mediatorem i innymi wieloma postaciami. Tak jak ktoś napisał- chroń mnie od rodziców,z dziećmi sobie poradzę.

    1. Zgadzam się, że są w tym zawodzie osoby zakompleksione (jak chyba w każdym) oraz sfrustrowane. Sama ostatnio frustracji doświadczam, co widać po powyższym tekście. Zgadzam się też, że my się „cackamy” i wiecznie nam żal dzieci. Nie jesteśmy ani solidarni, ani odważni. Boli mnie to i to dostrzegam. Natomiast faktem jest też poziom roszczeniowości dzisiejszych rodziców.

    2. Przy żadnym strajku lekarze i pielegniarki nie odeszli od łóżek. Oddzialy sa zawsze zabezpieczone wiec prosze nie wylewac swoich frustracji siejąc dezinformacje. Chce Pani aby nie powielać stereotypów na temat nauczycieli a pluje Pani jadem i mowi nieprawdę na temat innych grup zawodowych, ktore w sektorze publicznym pracuja za groszowe stawki przy ogromnej odpowiedzialnosci. Wstyd.

    3. Matematyk, informatyk, nawet anglista może sobie pracy poszukać gdzie indziej. Ale taki polonista z małej miejscowości, to gdzie ma pójść? Do gazety czy portalu? Tam nawet dziennikarzy nie zatrudniają, bo nikomu już nie zależy na jakości artykułów, to po co im polonista? Wydawnictwo do korekty? Gdyby zależało im na dobrej jakości tłumaczeń literatury obcojęzycznej, to by zatrudniali prawdziwych tłumaczy, a nie ludzi, którzy „znają” język. A historyk? Inne przedmioty humanistyczne?

  5. Niestety raczej mam złe wspomnienia z nauczycielami i szczerze powiem, że wolałabym dziecku ograniczyć kontakt z takimi osobami bo szkoda mi jego delikatnej psychiki.
    Nie wątpię że są tacy nauczyciele, którzy wykonują zawód z pasją i może nawet pobudzają dzieci do kreatywności. Być może pracują nawet w Państwowych szkołach i zasługują by zarabiać 10 tys zł miesięcznie.
    Dlatego nie będę się wypowiadać na temat strajku i pensji nayczyciela. Fakt faktem zarobki dla PRACUJACYCH powinny być godne.
    Swoje dzieci prowadzę w systemie edukacji domowej.

    1. Linka no przyznam, że pierwsze zdanie Twojego komentarza mnie rozbawiło, ale to śmiech przez łzy. Pomimo tego przynajmniej nie ma w tym hipokryzji, bo uczysz dzieci w domu. Inni sądzą dokładnie to, co ty, ale do szkoły dzieci posyłają.

    2. zawsze istnieje nauczanie domowe. Nikt nie zmusza żebyś dziecko do szkoły posyłala. Zajmij się sama jego nauczaniem.
      A złe wspomnienia najczęściej mają ci , którzy nie potrafili funkcjonowac w grupie społecznej jaką jest szkoła. Ciekawe jakie wspomnienia o Tobie mają nauczyciele….

  6. Ja bym się pod tym tekstem nawet i podpisała, gdyby nie to, że niestety atakuje Pani w nim rodziców. Cytuję: „Matka zaludniająca Europę w dobie niżu demograficznego”… I to Pani zdaniem nie jest tekst pełen wyższości i pogardy? Ja rozumiem, ładnie i elokwentnie wyszło Pani to zdanie. Bardzo obrazowo. Tylko czemu ma to służyć?

    Nauczyciele są ważni w życiu dzieci. Mogą bardzo pomóc, ale i zrobić gigantyczną krzywdę. Przy okazji uważam, że młodzi są też niestety coraz gorzej przygotowani do pracy i to nie ze swojej winy, tylko z winy uczelni, które w Polsce od dawna zajmują się głównie same sobą i mają w nosie studentów.
    Ten system się kolebie, rodzice to widzą i nie wiedzą, na kogo tak naprawdę powinni być wkurzeni. Niestety, nauczyciel jest zazwyczaj na pierwszej linii strzału.
    Pozdrowienia od wielokrotnej matki, pracującej także zawodowo.

    1. Każde zdanie wyrwane z kontekstu może zostać wypaczone. To akurat musi być rozpatrywane z całością wypowiedzi, bo nie dotyczy wszystkich matek wielodzietnych, a jedynie tych, które demonstrują swoją postawą, żądaniami i pretensjami ten fakt. Robią z faktu posiadania kilkorga dzieci pewnego rodzaju przepustkę-usprawiedliwienie, dla wszystkiego co im niewygodne.

    2. Nie gardzę matkami kilkorga dzieci, jako kobieta podziwiam i sama mam wokół siebie koleżanki, przyjaciółki, które mają 3 lub więcej pociech. Ja piszę o konkretnych przypadkach roszczeniowych matek wielodzietnych, które nas nauczycieli traktują z góry, pouczają, wchodzą w nasze kompetencje, żądają od nas 100% elastyczności, niejednokrotnie lekceważą nasze uwagi, bo one… są bardziej doświadczone i wiedzą najlepiej. Zupełnie nie do przyjęcia są dla mnie uwagi do moich bezdzietnych koleżanek po fachu- pani nie ma dziecka, więc nie wiem, o czym mamy rozmawiać? Taka postawa jest dość częsta, dlatego podałam taki przykład. Owszem odczuwam złość, irytację… bo nikt nie ma prawa okazywać wyższości z powodu…. stanowiska pracy, stanu zamożności, wykonywanego zawodu czy posiadania dzieci.

  7. W każdej grupie zawodowej są ludzie kochający swoją pracę ( tzw. pracownicy z powołania) i tacy, którzy nie mieli pomysłu na siebie i przypadkiem trafili w dane miejsce, dlatego ‚odwalają pańszczyznę”. W czasie 35 lat pracy w zawodzie nauczyciela spotykałam różnych współpracowników i różnych rodziców. Tak trudnych relacji,jak w ostatnich kilku latach, nie pamiętam. Źle traktują nas władze, lekceważą nas rodzice i często poniżają uczniowie. Do Zet i innych podobnie komentujących i myślących. Może i jestem niedouczona ( mam tylko cztery fakultety, kursów nie chce mi się liczyć), ale za to doświadczona. Dlaczego mimo mojego wykształcenia pracuję w szkole ( podstawowa, gimnazjum, podstawowa, Dom Dziecka, dzieci niepełnosprawne) ? To proste. Kocham dzieciaki, młodzież. Zarabiam tyle, że mogę sobie pozwolić na wakacje na RODOS( Rodzinnym Ogródku Działkowym Ogrodzonym Siatką),nie smucę się z tego powodu. Ale już mam dość poniżania i obrażania. Odchodzę z zawodu. Moje kochane dzieciaki, tylko za Wami będę tęsknić, za rozmowami, w których udowadniałam Wam, że rodzice was naprawdę kochają i choć to niewiarygodne rozumieją ( albo przynajmniej próbują zrozumieć). Między innymi dzięki takim ludziom jak Zet mój ulubiony uczeń pogubił się ostatnio i powiedział młodej nauczycielce, że podobno tylko nieudacznicy pracują w szkole. On poniósł konsekwencje, Ci od których to wcześniej usłyszał nie ucierpieli.

  8. Powiedzcie mi jedno – skro jest tak źle, strasznie, praca niewdzięczna, słabo płatna, wymagająca. Dlaczego nie zmienicie tej pracy tylko narzekacie. Każdy z was wiedział jakie są warunki i zarobki – nikt nie może czuć się zaskoczony czy zawiedziony.
    Uważam że nauczyciele powinni zarabiać więcej, ale robicie cyrki po prostu. Ja jak uważałem że praca mi nie odpowiada to ją zmieniłem

    1. Grzegorzu – przeczytaj ze zrozumieniem komentarze i wtedy dowiesz sie dlaczego, bo – wyglada na to, ze cala ta zlosliwosc wynika z niewiedzy. Gdyby rodzice pokusili sie doedukowac …..Marzenie . Oni robia pieniadze.

    2. Czytaj ze zrozumieniem. Dobrzy nauczyciele już zmieniają pracę, to się już dzieje… A swoją drogą uważasz, że pracownik w jakiejkolwiek branży nie ma prawa walczyć o swoje warunki pracy? Od razu ma zmieniać życie zawodowe, bo komuś nie podoba się, że walczy o swoje? Bez sensu myślenie.

    3. Czy policjanci zmienili pracę, bo im płaca nie odpowiadała? Albo lekarze? Górnicy może?
      Ale ktokolwiek nie strakował, zawsze byli tacy, którzy krytykowali oraz tacy, którzy uważali, że warto docenić pracę tej grupy zawodowej.
      Takim jesteśmy społeczeństwem.
      Co do warunków- często dopiero w praktyce dowiadujemy się, że 18godzin etatu plus praca w domu (sprawdziany, dokumentacja) to wierzchołek góry lodowej – dyrektor może zobowiązać nas do dodatkowych niepłatnych zadań w ramach 40godzinowego wymiaru pracy w tygodniu… Nie uczą tego na studiach, nie piszą tego na umowie…

  9. Problemem, niestety są sami nauczyciele.Opisują ile to już uczą, ile to już zrobili, jak zastępują kilka zawodów w swoich działaniach, jak zastępują rodziców emocjonalnie i finansowo,tyko……JAK można do WAS dotrzeć – bo NIKOGO to nie interesuje, gdyby było inaczej to by was chwalili A tak psy po was wieszają…..I trzeba sobie uświadomić ,że doprowadziliście do tego głaskając dzieci i rodziców.Tam gdzie wy mówiliście , że czegoś nie zrobicie bo to że szkodą dla uczniów to inni widzieli waszą słabość. I dziś pomoście tego konsekwencje.Nauczyciel to nie Matka Teresa jeśli to załapiecie to zaczniecie działać ,jeśli nie to zostaną wam fajne teksty i komentarze …,oraz ZNP….czyli dokładnie to co macie od 30 lat.Cuda na papierze ,śmiech na rachunku :).

    1. Zgadzam się, że w dużej mierze sami jesteśmy sobie winni, że płace w oświacie od lat są, jakie są. Nie uważam natomiast, by problem dzisiejszych dzieci tkwił głównie w nas nauczycielach. Tu niestety rodzice wykonują krecią robotę, często nieświadomie.

  10. Po pięciu latach studiów, dziesiątkach godzin praktyk i studium nauczycielskim weekendowo 1800zl to śmiech na sali. Kelnerki na niepełen etat zarabiają więcej. My nauczyciele mamy awantury za bezczelne wpisanie uwagi czy złej oceny. Świetny artykuł, szkoda że rozrodcza matka z czworgiem dzieci przed czterdziestka nie czyta tak długich artykułów bo przecież wie lepiej…

    1. Pielęgniarki z 20 letnim stażem maja 2000 i jaka odpowiedzialność odpowiadasz za życie człowieka a rodziny tylko od ciebie wymagają , a Asia sama powinna wiedzieć bo pielgniarstwo kończyła no chyba że później się przekwalifikowała jak praca nauczyciela nie pasuje to zapraszam do powrotu do zawodu pielęgniarki porówna sama gdzie gorzej

  11. Ja nie narzekam. Jest jak jest, ale patrzę optymistycznie w przyszłość. Na szczęście zawsze miałam takie nastawienie, że zupełnie mnie nie obchodzi i nigdy nie obchodziło co ludzie o moim zawodzie mówią. Nawet jak mi ktoś coś mówi prosto w twarz zamykam się i usuwam od razu te słowa z pamięci. Po co się denerwować? Natomiast jestem też rodzicem i zastanawiam się poważnie nad edukacją domową dla mojego jeszcze malucha. System szkolny nie wspiera w ogóle uczniów, którzy są uzdolnieni lub po prostu z różnych powodów przewyższają umiejętnościami swoich rówieśników. Wiem jak trudno jest o indywidualny tok nauczania i uczniowie którzy są dwujęzyczni są zmuszeni chodzić na lekcje razem z resztą, która uczy się angielskiego od zera.Poza tym ja jestem z tych nauczycieli, którzy przede wszystkim chciałby rozwijać komunikację uczniów, ale system mnie bloguje strasznie, bo wisi nade mną zmora egzaminu, na którym jest za dużo polskiego i ogólnie uczniowie nie muszą umieć nic mówić. Jeśli będą umieć mówić, a nie będą umieli robić tłumaczeń polsko-angielskich to lipa po całości. Wkurza mnie to i tyle.

  12. Jestem nauczycielką z 35 letnim stażem. Zgadzam się z Wik. Gadu, gadu, trala la, a potrzebne jest stanowcze i konsekwentne wychowanie społeczeństwa i rządu. Z klapsem włącznie. I wiecie co? Nie zrobimy tego. Będziemy płakać i żebrać. No niestety.

  13. Jestem nauczycielem na emeryturze.Z przykrością muszę przyznać,że się z tego cieszę.Moja synowa uczy.Niejednokrotnie płynie jej łezka gdy opowiada o roszczeniowych rodzicach i ich dzieciach(świętych krowach).Rodzice wymuszają na nauczycielach wiele sytuacji.Nie mogę w żaden sposób zrozumieć dlaczego na zakończenie roku szkolnego wszystkie dzieci w klasie(I-III)dostają nagrody.I tu Wik j.w.ma wiele racji.NAUCZYCIELE szanujcie się,nie pozwólcie rodzicom wchodzić na głowę.Zachowanie dzieci w szkole jest odzwierciedleniem tego co rodzice mówią w domu.Dawniej byliśmy szanowani,doceniani.Teraz domowi nieudacznicy nas obrażają.Tak,są NIEUDACZNIKAMI.Nie potrafią wychować własnych dzieci,a dodatkowo wychowanie i nauczanie cedują na nauczycieli.Prac domowych najlepiej nie zadawać,bo przecież popołudniowy popis musi być(wszelkie zajęcia dodatkowe).Kończę,bo się już wkurzyłam.

    1. Właśnie to zjawisko najbardziej przeraża… postawa roszczeniowa staje się normą wśród rodziców dzisiejszych dzieci w szkołach podstawowych i przedszkolach. Ja też jestem rodzicem przedszkolaka. Siedzę na wywiadówkach i naprawdę niejednokrotnie mi wstyd, jak słucham, z jakimi problemami i pretensjami borykają się te nauczycielki. Drobiazgowość… poziom ekspert! Każdy szczegół omówiony dogłębnie. Przerażające!!!!!

  14. niech taki niby ponizany nauczyciel postawi krzyzyk na Twoim dziecku rodzicu awanturniku,niech ma Cie,pseudo dyrektorze od szczotek w magazynie,Twoje dziecko szkole skonczy,z dwojami,a i z przyszloscia przemytnika tytoniu,gdyz nic innego nie bedzie porafil,podziekuj sobie miernoto dzieciorobco,kiedy od rodziny na kaucje bedziesz zbierac,bo to wiecej niz tanie wakacje w Egipcie,a Twoje dziecko nawet przemycac nie potrafi,powidzwnia:)!!!!

    1. 35 lat przy tablicy… odchodzę… nie będę się odlądał za siebie… zostawiam wspomnienia te miłe, dobre…

  15. Drodzy nauczyciele, w pełni się z wami zgadzam, ale czy nie byłoby lepiej, gdybyście przystąpili do walki z obecnym chorym, niestabilnym systemem tego państwa, zamiast co chwilę wyciągać rękę po pieniądze.do rządu. To samo tyczy się policjantów, lekarzy, pielęgniarek, pracowników sądów i innych. Trzeba walczyć o stabilne rządy i nie dawać się rozgrywać politykom.

  16. A czy Wy nauczyciele szanujecie rodziców? Czy domagacie się tylko szacunku dla siebie? Jestem matka zaludniajaca Europe 5 dzieci i spotkałam wielu nauczycieli u zauważylam że Ci którzy szanują rodziców i traktują ich podmiotowo są też szanowani a Ci którzy rodziców traktują przedmiotowo ( i tych jest niestety wielu! ) nie są szanowani. Jest wielu wspaniałych nauczycieli, ale proszę jednak spojrzeć prawdzie w oczy źe niektórzy jednak nie powinni tego zawodu wykonywać bo się do tego nie nadają a jednak uczą. a tekst o markach wielodzietnych przepraszam ale dla mnie osobiście krzywdzacy i przykry.

    1. Dor ja nie wiem, czy Ty akurat jesteś rodzicem, o jakich piszę w tym tekście. Nie każda matka wielodzietna jest tzw. roszczeniowym rodzicem, który poniża nauczycieli. Jeśli daleka jest Ci taka postawa, to nie powinnaś czuć się dotknięta. Jeśli natomiast gdzieś siebie w tych moich przykładach dostrzegasz… to tylko refleksji życzę. Pozdrawiam

  17. Nie jestem nauczycielem. Ale byłam uczniem od przedszkola do końca studiów magisterskich. Niedawno sama został rodzicem. I nie umiem pojąć jak można nie mieć totalnie szacunku do nauczyciela. I ze strony rodziców i dzieci , które tych rodziców naśladują. Pamiętam studia jak narzekalam, że na niektórych przedmiotach ciężko. Rodzice zawsze potwarzali , ze każdy to przeżył i czegoś mnie w życiu nauczy. A potem bede sie z tego śmiać. Nie umiem pojąć jak zachowują sie teraz współcześni rodzice i ich idealne dzieci. Moja córka chodzi do żłobka (wiem to nie to samo). Ma tam super Panie, którym jestem wdzieczna za opiekę i naukę. I co ? W dzień nauczyciela chyba byłam jedyna ktora jaki upominek z.tej wdzięczności dala.
    Przez tel lata nauki do wszystkich z wyjątkiem jednego nauczyciela mam szacunek. Ale.to była niestety moja wychowawczyni z podstawowki, ktora na nas cały czas krzyczała, szarpala , wyzywala – no bo jak tp powiedziała jak inaczej miała sobie poradzić z 10 latkami… Wydaje mi się , ze ta Pani właśnie przez wypalenie zawodowe, mała pensje na nas sie wyzywala. Nauczyciel jak każdy zawód powinien godnie zarabiac i neo musieć sie prosić.
    Mam przyjaciółkę nauczycielke. Widzę ile sie musi szkolić, pracować, dawać korepetycji , zeby.bylo ja stać na w.miarę.godne życie i swoje hobby, a nie tylko prace w szkole i czekanie na kolejny dzień.

  18. Nie jestem nauczycielem ale powiem wam jedno : w jedności siła.
    Musicie wzmocnić swoje związki zawodowe. Nie wystarczy przynależeć i płacić składki i narzekać że Ci w zarządzie nic dla nas nie robią.
    Warunki pracy jak i płacy zawsze podlegają negocjacji tak jak w innych sektorach zawodowych, na piękne oczy i skamlając to nic nie wskóracie., trzeba się ostro postawić.
    Ja jestem ojcem 3 córek, już są dorosłe. Zawsze mieliśmy dobre relacje z nauczycielami.
    Najmłodsza córka wybrała waszą profesje .
    Pozdrawiam z Montrealu

  19. Za dwa lata odchodzę na emeryturę. Moja mama była nauczycielką. Ja zrobiłam co mogłam i mój syn na szczęście nie pracuje w szkole. 10 lat współpracowałam że studentami. Namawiałam aby nie szli do szkoły. Część posłuchała. Po 40. latach w zawodzie zarabiam tyle co kasjerka w Lidlu.
    Mój apel do młodych. Omijajcie szkołę szerokim łukiem.
    Artykuł świetny.

  20. O to ciekawe pytanie. Pytałam koleżankę, która uczy matematyki dlaczego nie pójdzie do korpo. Tam zarobiłaby trzy razy tyle co w szkole, po ośmiu godzinach miała spokój nez siedzenia nad sprawdzianami i tlumaczenia się rodzicom czemu dała 1 a nie 2 punkty za to zadanie na sprawdzianie, mogła sobie wziąć urlop kiedy jej pasuje a nie kiedy po prostu jest i nie słuchała, że się do nieczego innego nie nadaje… Powiedziała, że praca w korpo nie jest dla niej, że ona lubi te dzieci, że cieszy ją jak się czegoś nauczą a na początku w ogóle nie mogli załapać o co chodzi… No chyba jakaś stuknięta ;D

  21. witam, proszę nie wmawiać nam wszystkim, że zarabia Pani 1800 zł po 15 latach :))))
    Jeśli od początku pracowała Pani w szkole, powinna Pani mieć dyplomowanego, wtedy podstawa 3317+15%+ pewnie wychowawstwo 200-300 + zastępstwo + nadgodziny + trzynastka, nagroda Dzień Edukacji, nagroda roczna i myślę, że na rozliczeniu rocznym spokojnie jest więcej jak 50.000, czyli jakieś 3000 na rękę (a nie 1800 :))
    jak ktoś obrotny to i z 70.000 wyciągnie ze szkoły 🙂 często gęsto w oświadczeniach majątkowych są takie kwoty nauczycieli (którzy przy okazji np. są w radach gmin, powiatów 🙂
    oczywiście moim zdaniem nauczyciel powinien na rozliczeniu mieć powyżej 100.000 rocznie, tylko ten płacz o 1800 zł, delikatnie fałszywy jest 🙂

    1. Co Ty za bzdury piszesz?!?!
      Jaką nagroda za dzień nauczyciela??? Pracuję kilka lat jako n-el i nigdy o tym nie słyszałam! Nagroda na koniec roku?? Chyba w Twojej firmie i sama pobierasz, bo nie w szkole!! Mam skończone 5 kierunków studiów i zarabiam 1800 – 1900 zł. Zapraszam samej się przekwalifikować i spijać ten miodek z pensji n-ela. Najlepiej pisać coś o czym nie ma się bladego pojęcia!!!

      1. ja nie musze się przekwalifikować bo pracuję w szkole hehehe
        no ja przykładowo dostałem nagrodę :)))
        dodatkowo powiem, że wpisuję te debilne „stare SIO” i dokładnie widzę po PESELACH jak sprawa wygląda z zarobkami innych osób w szkole 🙂
        powtarzam jeszcze raz 1800 może mieć stażysta, co ma gdzieś pracę, nie bierze za innych „chorych” nauczycieli
        Przykro mi, że tyle zarabiasz, albo kłamiesz – 5 kierunków studiów hehehehe

        1. Dostałam nieoczekiwanie nagrodę dyrektora w zeszłym roku. 600zl brutto😊 moja „spowiedź” z zadań dodatkowych, wykonanych przy okazji, wymyślonych samodzielnie czy tez wynikających z planu wychowawczo-dydaktycznego szkoły wykonanych w zeszłym roku zajęła sześć stron. Pracuje 20 lat, mam podyplomowe, uczę 4 przedmiotów, w tym jeden program samodzielnie napisany, jestem wychowawcą……… i już nie chce mi się nawet narzekać… Ale zgadzam się z autorką. Nauczycielką chciałam byc zawsze, ale brak szacunku juz nawet nie do mnie,a do pracy, którą wykonuję z zaangażowaniem i jeszcze wciąż z radością, zaczyna mnie przerażać. Jeszcze nie zniechęcać, ale przerażać.

  22. Po przeczytaniu większości komentarzy nasunął mi się pewien wniosek. Życie w obecnych czasach jest bardzo trudne szczególnie dla młodych ludzi. Jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani a efektem jest fakt nie uszanowania drugiego człowieka. Uważam, że z każdej trudnej sytuacji można wybrnąć. Każdy powinien zadać sobie pytanie. Co robię żle ? Mając na uwadze drugiego człowieka. Musimy spokojnie wysłuchać się na wzajem. Przeciętna osoba nie jest wstanie zrozumieć trudnej pracy nauczyciela. Ogólnie – każdy uczeń wymaga innego podejścia. To wymaga dużej wiedzy i umiejętności. Życzę serdecznie nauczycielom i rodzicom pomyślności wychowawczych. Ponadto niech Nowy Rok przyniesie dużo zdrowia i poprawy sytuacji materialnej każdej rodzinie.

    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz.Zgadzam się w 100%.Zmęczenie i frustracja rodzą stres,złość,gdzieś sie gubi empatia.Pozdrawiam serdecznie.

  23. Ze wszystkim niemal się zgadzam. ale jeśli autorka sugeruje, że depresja i cięcie się biorą się z nadopiekuńczości rodziców, to jednak powinna się doszkolić jak pedagog.W psychiatrykach 1/3 dzieci tnących się i z depresjami to dzieci rodziców, którzy je odrzucili, z wiosek dziecięcych, domów dziecka itp. Gdzie tu parasol ochronny? Podejrzewa się (Amerykanie to badają od lat), że wzrost depresji i samookaleczeń nastąpił wraz ze wzrostem dostępu do smartfonów i izolacji dziecka od rówieśników. Kontakt elektroniczny nie jest wystarczający. Część dzieci z depresja to Aspi, czyli dzieci często odrzucone przez kolegów. to potwierdza, jak ważny jest bezpośredni kontakt międzyludzki face to face.
    Co do szkoły to wina jest całego systemu. Od 50 lat nie było prawdziwych reform. Sposób, w jaki się dziś naucza nie przystaje do czasów i potrzeb. Rośnie liczba informacji do przyswojenia, dziś wiemy, że mózg jest ograniczony w pojemności a człowiek uczy się i zapamiętuje dobrze tak naprawdę w emocjach, a nie siedząc sztywno w ławce, kiedy to percepcja siada po 20 min., bo wszyscy jesteśmy tak skonstruowania.Potrzebna rewolucja na skalę fińską. Diametralna zmiana.

    1. Obecna sytuacja psychiczna dzieci to złożony problem. Masa czynników ma na to wpływ począwszy od mediów społecznościowych, a kończąc na takich zjawiskach jak brak relacji emocjonalnej z rodzicami oraz tzw. nadmierną kontrolą rodzicielską- to nie jest mój wymysł, tylko jeden z czynników, na który zwraca uwagę dziś masa specjalistów. Idąc dalej, obie rzeczy często idą w parze. Tzw. rodzic- helikopter może nie mieć zupełnie więzi emocjonalnej z dzieckiem, to, że ściśle kontroluje dziennik elektroniczny i walczy o same 5 swojej pociechy lub ma jego lokalizację stale na GPS, nie oznacza jeszcze, że zna swoje dziecko i jego problemy.
      Co do systemowych zmian w naszym szkolnictwie, zgadzam się w 100%.

  24. Ze wszystkim niemal się zgadzam. ale jeśli autorka sugeruje, że depresja i cięcie się biorą się z nadopiekuńczości rodziców, to jednak powinna się doszkolić jako pedagog.W psychiatrykach 1/3 dzieci tnących się i z depresjami, to dzieci rodziców, którzy je odrzucili, z wiosek dziecięcych, domów dziecka itp. Gdzie tu parasol ochronny? Podejrzewa się (Amerykanie to badają od lat), że wzrost depresji i samookaleczeń nastąpił wraz ze wzrostem dostępu do smartfonów i izolacji dziecka od rówieśników. Kontakt elektroniczny nie jest wystarczający. Część dzieci z depresją to Aspi, czyli dzieci często odrzucone przez kolegów. to potwierdza, jak ważny jest bezpośredni kontakt międzyludzki face to face.
    Co do szkoły to wina jest całego systemu. Od 50 lat nie było prawdziwych reform. Sposób, w jaki się dziś naucza nie przystaje do czasów i potrzeb. Rośnie liczba informacji do przyswojenia, dziś wiemy, że mózg jest ograniczony w pojemności, a człowiek uczy się i zapamiętuje dobrze tak naprawdę w emocjach, a nie siedząc sztywno w ławce, kiedy to percepcja siada po 20 min., bo wszyscy jesteśmy tak skonstruowani.Potrzebna rewolucja na skalę fińską. Diametralna zmiana.

  25. Napiszę tylko tyle – odeszłam z pracy w tym roku i nie żałuję. Brak mi tylko dzieci i tych cudownych rodziców, którzy do dziś piszą mi, że cieszą się, że ich dziecko na początku swojej drogi trafiło na mnie. Ale docenili mnie za to, co dziś się nie sprawdza. Cenili moja wrażliwość na indywidualne potrzeby dzieci, ciepło i wkład pracy (czyli 24 godziny na dobę i w weekendy) i byli za to wdzięczni. Jednak nie to jest teraz najczęściej doceniane. Nauczyciel to powinien być robót ogarnia jacy wszystko, dokumenty, komputery, szkolenia, pełno dodatkowych akcji, przedstawień, konkursów itp. Dzieci w tym wszystkim coraz mniej się liczą 🙁 Ja tłumaczę swojemu synowi, gdy narzrka na brak cierpliwości w zachowaniu jego nauczycieli, że każdy człowiek, nawet najbardziej kochający swoją pracę, jeśli jest przemęczony, przeciążony obowiązkami a do tego zestresowany i jeszcze obrażany to nie ma siły by nigdy nie okazał odrobiny braku cierpliwości. I jestem rozdarta… Jako matka… Bo w takich warunkach pracy coraz trudniej o pełnych pasji i radości nauczycieli… Pozdrawiam…

  26. Przeczytalam…wlasnie mialam isc na kolejne studia, obecnie ciezko znalezc mi prace a dostalam propozycje nauczania…niestety bez kwalifikacji niema szans…teraz sie zastanawiam…

  27. Podwyzki nauczycieli powinny byc w interesie wszystkich. Oni przygotowuja nasze spoleczenstwo do tego by nasze dzieci staly sie rozgarnietymi doroslymi. Jak w szkole sa marne place i nie ma szacunku dla zawodu do pracy zjawiaja sie dwa rodzaje ludzi, ci ktorzy mimo wszystko chca uczyc, bo czuja , ze to jest to co chca robic i ci ktorzy sa niekoniecznie tam z powolania (tzn nieudacznicy – tez ciekawe skad sie nieudacznicy wzieli? ). Beda podwyzki i szacunek to i tym z powolania sie bedzie latwiej pracowalo i beda w stanie dac wiecej z siebie dla dzieci a i konkurencja bedzie zdrowa, bo ci najlepsi beda w zawodzie ( nie zawsze trzeba miec powolanie by robic dobra robote w szkole) a miernota odpadnie. Ale „madry” Polak mysli sobie, a co tam nauczyciel to darmozjad i len wiec trzeba go do ziemi docisnac… a potem wyslac do niego wlasne dzieci, niech sie mecza z idiota. Serio??? Czy ludzie nie widza w tym ironii by wysylac dziecie do TYCH nauczycieli-idiotow? Czy nie powinno nam zalezec, by nasz dzieci mialo dobre przygotowanie w szkole????
    W zadnym wypadku nie uwazam nauczycieli za idiotow czy miernoty (chociaz tacy sie pewnie znajda jak wsrod rodzicow) ale nawet te „miernoty” to tez ludzie i zamiast ich do ziemi cisnac trzeba ich wzmacniac, pomoc rosnac. Jak byla nauczycielka naprawde wierze, ze pomaganie rosnac innym dziala na korzysc wszystkich a gnebienie ludzi to hamowanie wszelkiego rozwoju, nawet wsrod tych nauczyciel z powolaniem.

  28. Uważam, że wylała Pani wiadro pomyj na rodziców. Ja również jestem matką czwórki dzieci i uważam, że warto spojrzeć na sprawę również z drugiej strony. Życie nie jest czarne lub białe. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której rodzic jest zasypywany uwagami typu:”Zosia trzy razy zapytała o to samo”. Serio? Takich przykładów mogłabym mnożyć. Czy to troska o nasze dzieci, a może zwykle czepialstwo?
    Mam dobre wspomnienia związane ze szkołą. Patrząc jednak na to, co się dzieje w szkole mojej córki, przecieram oczy ze zdumienia i nie dowierzam. Najważniejsza zasada „im mniej rodzica w szkole, tym lepiej”, jednocześnie poniżanie, szantaże emocjonalne i obniżanie poczucia własnej wartości. Szanowni Państwo, tak, jak mamy złych rodziców, tak też zepsuli się nauczyciele. Nie wszyscy. Znam wielu wspaniałych.
    Wychowana w szacunku do belfrów, przekazuję go dzieciom. Nie ma miejsca na pogardę. Kiedy jednak płaczące dziecko wbiega do domu, bo pani poniżyła, wyśmiała przy klasie, wyprosiła z sali za… bluzę schowaną z przodu w spodniach, z tyłu puszczoną luzem… ręce opadają. Nie mam argumentów, żeby bronić.
    Nie wspomnę o tym, że obowiązki szkolne często kończą się koło północy, że dysponujecie naszym prywatnym czasem, wystosowując listy życzeń (2 lata temu doszło do 5 maili dziennie) że jeżdżenie po mieście w poszukiwaniu papieru czerpanego to zadanie dla rodziców… Temat rzeka. Nie wspomnę, bo to wina minister i podstawy programowej.
    Chcę tylko zwrócić uwagę, że takie absurdalne, chore zachowania pojawiają się po każdej ze stron. Wychowawczyni w 4 klasie obwarowana murem, współpracy brak. Wymagania ogromne. Dla „normalnych” rodziców szok.
    Ludzie, szanujmy się.
    Pozdrawiam. Matka 4 dzieci, płacąca za wycieczki swoich pociech zawsze w pierwszych terminach.

    1. Proszę jeszcze raz przeczytać tekst, ja się odnoszę z żalem do osób, które nas nauczycieli hejtują w sieci, do rodziców, którzy są roszczeniowi, a nie chcą z nami współpracować itd. Z Pani komentarza wynika, że do żadnej z tych grup Pani nie należy.
      Wierzę, że są nauczyciele, którzy kompletnie nie powinni w tym zawodzie pracować. W każdej grupie zawodowej się tacy znajdą. Nie rozumiem też, dlaczego się Pani oburza jako matka 4 dzieci. Czy ja gdzieś napisałam, ze potępiam każdą wielodzietną matkę? Że samo posiadanie kilkorga dzieci jest złe?
      Mnie zupełnie nie obraziły i nie oburzyły przytoczone przez Panią przykłady nagannego zachowania i postaw nauczycieli, bo wiem, że mnie takie zachowania nie dotyczą. Szanuję rodziców i dzieci. Współpracuję z rodzicami moich podopiecznych, jestem dla nich dostępna i jeszcze nigdy nie poniżyłam ucznia, zwyczajnie obce mi są tego typu zachowania.
      Pozdrawiam

  29. A mnie nie chce czytać się tych Waszych poniżających siebie tekstów. Rozczulajacych i rozpaczajacych oraz tlumaczacych wszystkim powodów swej frustracji…(pierwsi potrzebujący pomocy psychoterapeuty)
    Też pracuję, też muszę podnosić swoje wykształcenie/umiejętności przez cały czas. Też mam dzieci, też muszę się uśmiechać i udawać, że wszystko jest ok, mimo, że nie jest. Mimo, że moje zarobki dzieląc przez godziny jakie poświęcam pracy są niższe niż Wasze, mimo, że nad sobą mam ludzi którzy mają jeszcze większe wymagania i abstrakcyjne pomysły niż grupa rozkrzyczanych 4-5 latkow… którym nie powiem „Nie bo nie” . Których nie zabiorę na spacer, bo są już tak zakatarzeni, że spacerek w największą pluche da mi gwarancję, że frekwencja spadnie ponizej 50 % i będzie można połączyć grupy… i luzzzzz… Cisza…
    Nie wrzucaj mnie do jednego wora, który nie docenia Twojej pracy, to ja też nie będę tego robić!
    Serio. Każdy jest kowalem swojego losu. Skoro czujesz się niedoceniany może odnajdziesz się w innej branży. Za inne kosmiczne pieniądze. Ale wierz mi. Bez pracy nie ma kolaczy.
    NIGDZIE!
    Powodzenia! Wiedz tylko, że większość z nas chce godnie żyć, ale każdy musi długiego szanować. I jego pracę. Ty jako budżetówka szczególnie! Ja zapierdzielam, ale Ty masz wypłacona 13ta pensję tzw. „Zyski” z czego się pytam! To nie Ty produkujesz tylko ja! ale ja nie dostanę, bo znowu podatek podniesiony i pracodawca musi pokryć koszty, bo Wam się należy i basta. To jest fair?
    I znowu wracam do punktu wyjścia!
    Do siebie, do Ciebie.
    Zmień pracę, pośladki scisnij, a nie oczekuj, że się należy!!!

  30. Mam wykształcenie pedagogiczne. 6 lat pracy z przedszkolach (głównie niepubliczne, ale i publiczne przez rok) Już nie pracuję w zawodzie i nie zamierzam wrócić. Jeśli chodzi o niepubliczne to moje doświadczenia są takie, że 40 godzin z dziećmi plus dodatkowo wszystkie obserwacje, plany, dziennik oraz spotkania z rodzicami i wyjścia…. więc kto się orientuję ten wie ile dodatkowo czasu…. i wymagania rodziców naprawdę kosmiczne najczęściej – płaca powiedzmy ok (to moje doświadczenia). Jeśli chodzi o państwowe… cóż może źle trafiłam – wieczny brak podstawowych materiałów, rodziców o zwykły słoik nie można się doprosić „Przecież, to placówka państwowa więc to dyrekcja powinna zadbać”…. no i ciagłe podcinanie przez „koleżankę” – chce Ci się to robić? Po co to? Ja robię to inaczej znaczy ty robisz żle i nie rób wiecej…. a do dyrekcji, że nic nie robię z dziećmi i ona wszystko musi (wiadomo – nowa i młoda – nie chce się jej). Dziękuję. Wolę już pracować w „biedronce” i nie odbierać telefonu od rodziców po 21 bo Braianek ma siniaka na lewym palcu i co pani mu zrobiła.. A szczerze to tylko dzieci mi brak. Studia kolejne robię, ale z zarządzania i na pewno nie wrócę do edukacji… Chory system, chorzy rodzice i w dużej mierze chorzy nauczyciele…. Smutne. Więcej szacunku w tym kraju otrzymuje zwykła sprzedawczyni niż nauczyciel po 5 fakultetach. A będzie tylko gorzej – Ci najbardziej inteligentni nauczyciele odejdą i wtedy będzie powód do narzekania…. ale myślę, że wtedy i podwyższki nie skłonią ich do powrotu do szkoły czy przedszkola…

  31. Popieram artykuł w pełni!
    Nie jestem nauczycielem ,ale pracuję z nimi i jest to przykre co sądzi o nich społeczeństwo …… To ciężka praca z człowiekiem , który już posiada wzorce SWOJEJ RODZINY nie zawsze DOBRE.

  32. Protestujcie, ale w cywilizowany sposób, a nie tak barbarzyńsko, jak Policja. U nas, w biednej gminie, średni nakład płacowy na nauczyciela to 5800 zł brutto. Trzynastki, dodatki, 12 tygodni płatnego urlopu. Kto musi – może więc sobie dorobić. A mimo wszystko zamknęli z dnia na dzień przedszkole na prawie tydzień !!!!!!! ANARCHY IN RP.

  33. Byłam anglistka w Warszawskiej szkole, odeszłam rok temu A teraz w Warszawie braki kadrowe. Nie ukrywam, że mam z tego powodu satysfakcję. Ale w końcu, na pewno byłam kiepska, niedouczona i mierna, więc w sumie zrobiłam społeczeństwu przysługę. Odeszło i odchodzi wielu innych nauczycieli. Na 3 anglistki z mojej szkoły, które odeszly, przyszła jedna. Łączy się grupy, są stałe zastępstwa lub po prostu braki.. Ci sami nauczyciele, których nauczyciele mieszali z błotem teraz uczą prywatnie na korepetycjach. Może jednak warto było na tych nauczycieli nie najeżdzać, żeby mieć ich za darmo? A teraz sytuacja wygląda tak, że w szkołach zostają nienajlepsji albo ostatni pasjonaci, a dzieciom się zalatwia korki u tych nauczycieli, którzy do szkół nie poszli. 🙂 Prawda jest taka, że nie licząc reformy , to nawet nie pensja ale nagonka społeczna była u mnie powodem odejścia ze szkoły.

      1. W Warszawie nawet polonisci sa poszukiwani. Kiedy to jeszcze śledziłam to polonisci byli w pierwszej czwórce najbardziej poszukiwanych nauczycieli w stolicy. W tym momencie, w srodku roku szkolnego polonistów szuka 17 szkół, anglistów – 42, matematyków – 47. Chyba sporo jak na grudzień. 😉 Pewnie z koncem semestru wakaty się powiększą. Dane z mazowieckiegoo banku ofert pracy. Wakaty mogą być nawet większe.

  34. No te wolne przerwy to już przesada. U mnie w szkole każdy ma minimum 180minut dyżurów w tygodniu. Myślę, że odejście wielu nauczycieli z zawodu nie rozwiąże problemu niskich wynagrodzeń. Ministerstwo już się przymierzało do zwiększenia pensum (czyli darmowa siłarobocza- pracujesz więcej za te same pieniądze). Problem kadrowy zniknie.

  35. Daleko mi do wyzywania nauczycieli, ale szkoła już od dawna nie spełnia swojej funkcji. Mało jest nauczycieli z powołania. Może zniszczyły ten zawód niskie pensje, a może gwarancja zatrudnienia po studiach w kraju z wysokim bezrobociem? Moje dziecko uczę w domu, bo ze szkoły nie wynosi żadnych informacji. Bardzo możliwe, że przez bezstresowo wychowanych rówieśników, którzy nie dają lekcji prowadzić. Może to wina tego, że nie potrafi się skupić, że szkoła nie respektuje zaleceń pedagoga (bo brak czasu, brak kadry itp).

    Faktem jest, że fajnie uczy się dzieci, które w lot łapią i uczyć się lubią. Moim zdaniem Ci sfrustrowani rodzice, to Ci, którzy takich dzieci nie mają. To oni po tylu godzinach co nauczyciel wracają do domu i zastanawiają się, czemu ich dziecko nie rozumie nic a nic z tematu, który przerabia na lekcjach od dwóch dni. Zmęczeni pracą, taką jak Wasza, siadają i jeszcze raz wykonują te same obowiązki co Wy. Nie liczę na to, że postawicie się w tej samej sytuacji (a nawet na to, że nie stwierdzicie, że to wina wychowania), ale brakuje mi w tym tekście odrobiny empatii, której oczekujecie. I myślę, że taki brak empatii napędza roszczeniowość rodziców.

  36. W tamtym roku skończyłem liceum. W zwiazku z tym mam świeży wglad w sprawe z perspektywy ucznia wiec się wypowiem. Otóż moim zdaniem nauczyciele sami doprowadzili do takiej sytuacji. Po pierwsze sami chca byc na panstwowce. W szkolach prywatnych nauczyciele nie narzekaja. Wielu z nich jest marnymi specjalistami- o ile w podstawowce czy gimnazjum latwo bylo nauczyc elementarnej wiedzy, tak mam wrażenie ze w liceum brakowalo im kwalfikacji jezeli chodzi o umiejetnosc przekazywania wiedzy. Skutkiem tego uczyli słabo, ale wymagali niewspolmiernie dużo. Dobrze pamietam jak pani na matematyce w najlepszej szkole w moim miescie ( wojewodzkim) mowila : „to sobie sami w domu przerobicie” po czym na sprawdzianie dawala o wiele trudniejsze rzeczy niz byly do wycwiczenia z podręcznika. Skutek oczywisty- slabe oceny i kilka osob ktore zmienily szkołę, bo przeciez licza sie wyniki. Mniej zdolni uczniowie gorzej napisza matury i szkola bedzie miała gorsze rezultaty. Tak samo bylo z chemia i biologia. W zasadzie wszyscy moi znajomi od 2 klasy liceum (ja dopiero od 3) chodzili na korepetycje, aby dostac sie na medycyne. Ci ktorzy uczyli sie sami dostali sie najwyzej na farmacje.
    Teraz porusze kwestie zarobków. Dlaczego malo zarabiacie? Odpowiedz jest prosta, bo jest was 1) za duzo, a 2) wiekszosc tego co macie do zaoferowania w szkole jest niewystarczajaca- aby dobrzevzdac mature trzeba chodzic na korepetycje, bo w szkole robicie ZA MAŁO i sie nie przykladacie. Sprawdziany trzymane do końca, spoznianie sie na lekcje- ja to wszystko znam. Bo przeciez brakuje wam czasu, ale na korepetycje go macie. To odpisccie panstwowke i idzcie na swoje. Tak bedzie uczciwie. Zostala jeszcze kwestia szacunku do zawodu. To ze sie nie przykladacie do pracy juz napisalem. Zostaje jeszczevkwestia odpowiedzialnosci. Nauczycielka w podstawowce musi głównie wychowywac i przekazywac elementarna wiedze. W liceum nie musi nic. Nie da sie was zweryfikowac, zawsze mozecie powiedziec ze grupa jest niezdolna etc. Teraz porownajcie swoja odpowiedzialnosc, i to jak jest weryfikowana wasza wydajnosc do innych zawodow. Lekarza ( podstawowe zarobki po studiach to 2k, wiecej zarabiaja po specjalizacji bo jest popyt na ich uslugi i pracuja w wakacje), strazaka, prawnika( wiekszosc z nich pracuje za 2,5k konczac ciezsze studia od lingwistyki czy biologii albo chemii) policjanta, ratownika medycznego. Zauwazcie ze oni zarabiaja niewiele wiecej niz wy( okolo 0,5k) wykonujac o wiele bardziej niebezpieczne i odpowiedzialne zadania. I zeby nie bylo nie twierdzę ze wychowywanie nowych pokolen jest lekkkie i przyjemne- wy poprostu sobie umiecie te pracevulatwiac i koniec koncow macie o wiele latwiej. A wasze zarobki? Od 2 do 5k plus nieopodatkowane korepetycje. Znam nuczycieli jezdzacych na narty w zime, za granice w lato i zmieniajcych samochod co 3 lata. I jeszcze na zakończenie, troche prawdy w tym ze jesteście podzawodem jest. Dlaczego? Bardzo proszę- ktos nie dkstal sie na medycune? Idzie na biologie albo chemie, ktos nie zostal prawnikiem? Idzie na historie albo polski. Zabraklo na architekture? Matematyka albo fizyka. I nie twierdze ze robia tak wszyscy, jednak 2 nauczycieli ktorych znam sami mowia ze tak postapili. A gdzie odlowiedzialnosc za swoje zycie? Trzeba bylo myslec przed studiami o realiach po nich. Ja wybralem medycyne i liczac sie z tym ze bd na poczatku slabo zarabial w Polsce od 2 lat ucze sie niemieckiego. Moi rodzice placa za to, a ja zarywam noce nad anata, histologia i niemieckim, zeby potem dobrze zarabiac i nie smarkac po katach jakie to zycie jest okrutne. Mieszkam w akademiku to wiem jak wyglada zycie studenta medycyny, a jak chemii i fizyki. Tyle w temacie. Idzcie na emerytury albo dawajcie lekcje prywatnie. A jak nie to placzcie dalej. Rynek i tak was zweryfikuje

    1. Wstyd mi za owoce naszej pracy takie jak „NaSzczescieStudent”. Jak czytam to co pisze to wstyd mi, że moje koleżanki i koledzy pochylali się kiedyś nad jego głową i poświęcali mu czas, aby on teraz pluł na ich pracę. Mało, że gość zbyt lotny nie był i nie jest skoro aby dać sobie radę w szkole prosił innych nauczycieli o korepetycje, to jeszcze gada co mu ślina na język przyniesie.

      Pasożyt, który właśnie z jednej strony korzysta z pracy nauczycieli-profesorów na studiach i gromadzi wiedze, a z drugiej czeka momentu, gdy zdobędzie dyplom, aby się na nich wypiąć i ich zrównać z błotem. Pasożyt, który teraz czerpie z polskiej oświaty, z polskich podatników, a już wie, że pracował będzie za granicą lub zdzierał ostatnie grosze z chorych ludzi w prywatnych klinikach.

      Wstyd mi, bo niechybnie w nim rośnie kolejny bubel naszej szkolnej edukacji. Może będzie miał dyplomy wykształcenia, ale na pewno nie wychowania. Może i dobrze, że jego dzieci będą chodzić do niemieckich szkół, bo przynajmniej nigdy go nie spotkam. A że czasem trzeba będzie poczytać jak pluje na swoje gniazdo to już trudno – taka jest cena wolności w Internecie. Każdy bez względu na poziom inteligencji może pisać i publikować. Dawniej czytelnicy by to zweryfikowali wyrzucając do śmietnika, dziś po prostu zaśmieca fora.

      1. Czekałem na odpowiedź. Uspokajam od razu- po specjalizacji wracam do Polski. Będę przyjmował prywatnie i sobie normalnie żył. Na dowod mojej uczciwosci mozecie mi wierzyc- nigdy nie wystawie L4 ludziom takim jak wy, zeby sobie mogli strajkowac i okradac panstwo. Piszesz o korzystaniu z wiedzy profesorow- nic im nie zawdzieczam i nie mam ku temu powodów. Oni za swoje uslugi za wynagradzani pensja. Wszystkiego musze nauczyc sie sam i to jeszcze z koniecznie z ich podrecznikow za ktore maja duze pieniadze. Głosowaliscie przeciw komunie? To macie kapitalizm. Teraz licza sie pieniadze i nie ma miejsca na sentymenty. Zarzucanie mi, ze wyjade do niemiec i w ten sposob teraz okradam spoleczenstwo to czysta hipokryzja. A wy co robicie strajkujac? Miejcie jaja i rzućcie szkołe- idzcie do przemyslu albo w handel. Zarwijcie sobie pare nocy zeby zrobic cos na wczoraj bo szef kazał. Jeszcze jedno- widac w twojej wypowiedzi drogi @Jasssiu prymitywizm i brak logiki. W dzisiejszych czasach 99% lekarzy nie wyjeżdża z polski dla pieniedzy a dla praktyki. Co roku studia konczy okolo 6k studentow medycyny, a miejsc na specjalizacje jest okolo 4k. Tu chodzi o praktyke. Nic dziwnego ze jestescie slabymi nauczycielami, jezeli nie rozumiecie, że aby byc w czyms dobrym trzeba wypracowac sobie to samemu i wykazac pokore, a najbrdziej w tym wszystkim liczy sie praktyka. Wy tego nie rozumiecie i wszyscy wami gardzą.

  37. I jeszcze jedno, o moja lotnosc prosze sie nie martwic. Obecnie przy waszej leniwosci i niskiej wydajnosci przekazywania wiedzy oraz formule matur które sprawdzaja umiejetnosc odpowiadania pod klucz, które sami sprawdzacie i sie pod tym podpisujecie niestety nie da sie bez korepetycji. Nikt sie nad moja glowa za darmo nie pochylał, wiec nie powinno cb to interesowac ;* Sami do tego wszystkiego doprowadziliscie, to teraz to spijajcie.

    1. No nie uspokoiłeś mnie. Bo nie wiem czy chciałbym aby ktoś dla kogo liczą się tylko pieniądze mnie leczył. Aby widział we mnie źródło zaspakajania swoich potrzeb i nic więcej. Właśnie pryzmat patrzenia na świat przez kasę, wypacza twój światopogląd. Biedny jesteś jeżeli uważasz, że wszyscy nauczyciele pochylali się nad tobą tylko dlatego, że im za to płacono. Ciekawe dlaczego nie piszesz, że będziesz przyjmował w publicznej przechodni za kasę i tak wyższą od pensji nauczycielskiej. Co za mało aby uczciwie pracować?
      „Wszystkiego musze nauczyć się sam” – hipokryto, to idź do lasu i ucz się sam nie korzystając z wiedzy swoich profesorów. A może napatrzałeś się na jakieś filmy fantazy i czekasz, że ktoś ci łopatą do głowy wrzuci bez twojego wysiłku? Może na farmacji zrobisz „tabletkę z wiedzą”?
      Sam to ty nic nie znaczysz. Bez wiedzy i pracy Twoich nauczycieli mógłbyś najwyżej cegły na budowie nosić, bo już murarz musi więcej sobą reprezentować.
      Bez tych sentymentów, już dawno nauczyciele olali by prace z takimi ludźmi jak ty i wywalczyli to co im się należy. Bez łaski i L4. Ale masz chyba rację. Świat się zmienia i zapewne młode pokolenie nauczycieli będzie bardziej podobne do ciebie. O ile ktoś nowy zechce być nauczycielem. Wiec nie wyrzucaj podręczników, bo prawdopodobnie sam będziesz musiał uczyć swoje dzieci. Wtedy rzeczywiście będziecie sobie wszystko zawdzięczać.

    2. Dobra idę stąd bo jutro mam lekcje i muszę się do nich przygotować. Szkoda mi czasu na polemizowanie z kimś takim. Betonem. Mimo wszystko mam nadzieję, że spotkam jutro chociaż kilkoro uczniów innych niż Ty i dla nich warto się starać. Trudno, pasożyci też na tym skorzystają i kiedyś mnie oplują. Coraz trudniej się zmobilizować do normalności pracując w tak nienormalnym świecie.

  38. Widze, ze ta dyskusja do niczego nie prowadzi. To ze bede przyjmowal prywatnie nie znaczy ze bede robil to dla pieniedzy. Nie zamierzam z nikogo zdzierac, tylko pomagac ludziom. Dlaczego prywatnie? Bo bede mogl sobie sam ustalic godziny pracy. Skoro wg cb praca tylko dla pieniedzy jest zla, to po co strajkujesz i sie denerwujesz? Zgodnie z twoja logika powinienes kazda wolna chwile spedzac w szkole i cieszyc sie przebywaniem w towarzystwie dzieci.No ucze sie sam, bo jak to ladnie ujales zaden profesor jeszcze chyba nie umie wiedzy szpachelka do glowy klasc, a jak juz wspomnialem sa za swoje uslugi dla oswiaty oplacani. Laski nauczycieli nie potrzebowalem i laski w ich dzialaniu nie doswiadczylem. Po pierwsze dlatego ze byli za to oplacani, a po drugie dlatego, bo moi rodzice sa wyksztalceni, wykonuja swoje obowiazki z zadowoleniem i z pasji, i chociaz nie zarabiaja kokosow nie jojcza tak jak wy, bo umieli sie dostsowac do realiow brutalnej transformacji gospodarczej. Dlaczego o nich pisze? Ano dlatego ze nawet gdyby nie nauczyciele, to oni nauczyliby mnie wszystkiego czego potrzebowalbym, aby dostac sie na prosperujace studia.
    To co mnie najbardziej w was jako grupie zawodowej irytuje to jad jakim tryskacie. Jak napisalem na poczatku zarabiacie malo, bo nie ma popytu na wasze uslugi, bo jak juz wspomnialem zamiast wziac odpowiedzialnosc za decyzje w wieku 14 lat, i martwic sie o 15 lat w przod co moze byc, wy woleliscie balowac i oddawac sie hedonizmowi. W konesekwenci tego nieprzemyslanego zachowania jest was teraz za duzo. Ja od 14 roku zycia siedzialem nad ksiazkami, bo nie mialem szczescia trafic na czarodzieja ktory by mi cos do glowy nakladl.

    1. Nie rozpędź się czasem i nie zapisz swoich przyszłych dzieci do szkoły. 🙂 Pamiętaj, że sam ich wszystkiego nauczysz, przygotujesz do egzaminów państwowych i studiów. Oczywiście będziesz mieć na to wszystko czas… panie doktorze. 😉 Szkoła jest beeee, pamiętaj. Musisz być konsekwentny. Nie będziesz chyba podkręcał popytu na „nasze usługi”.

  39. Pracuję 35 lat i tyle jestem oblewana pomyjami. Na początku bolało, bardzo…, a teraz już nic nie czuję. Już przywykłam, że jestem nikim, w żadnym miejscu nie przyznaję się do swojej profesji, chociaż trafiłam do niej z powołania. Upodlano nas od zawsze, tworzono mit o wysokich zarobkach, wielu dniach wolnego i lenistwie, aż wreszcie przykleiła się ta gęba nieroba i nieudacznika. Nawet już nie zamierzam z nią walczyć. Burza wokół zarobków nie wznieca już żadnych emocji. Nic się nie zmieni. Tak, nie podoba mi się, lecz…już nie zmienię zawodu, ponieważ tyle lat karmiono mnie złudzeniami, że zostało mi 5 lat do emerytury. Będzie żebracza, wiem, ku uciesze tych, co każą trzymać pysk na kłódkę, bo nie mam prawa mieć pretensji. I pójdziemy na te emerytury, Będzie nas wielu, bo to środowisko bardzo się zestarzało, więc niemal jednocześnie większość z nas odejdzie. Młodzi nie chcą przychodzić do zawodu. A jak przychodzą, to natychmiast uciekają. Wymagania ogromne, a wynagrodzenia tragiczne. Więc odejdziemy i… wtedy nastąpi zapaść. Wówczas rodzice będą nareszcie zadowoleni. Nie będzie komu uczyć. Jasne , ci którzy mają pieniądze, poradzą sobie. Jasne. Albo będą uczyć sami stażyści za niespełna 2 tysiące. Lecz którzy stażyści będą się na to decydować? Wyłącznie ci, którzy naprawdę do niczego innego się nie nadają. Wtedy rodzice będą zadowoleni. I tego chyba wszystkim w tym swoim rozgoryczeniu życzę.

  40. Przepraszam ale jednak nie potrafisz czytać ze zrozumieniem to co chciał przytoczyć Tobie do Twojego pustego łba Jasiuuu. Jeżeli nie zawdzieczasz swojej nauki nauczycielom którzy nie potrafili cie niczego nauczyć tylko korzystałeś z wiedzy książkowej to nasuwa mi się tylko jedno pytanie? Kto do chu…. Pisał te książki z których czerpiesz swoja zajebista wiedze? Mam nadzieje ze nie będziesz mnie leczył. Pozdrawiam

  41. Chciałam tylko powiedzieć, że wraz z ostatnim dniem tego roku szkolnego, kończę swoją przygodę z oświatą! Zastosowałam się do rady „wypad ze szkoły darmozjadzie” i zamierzam szukać szczęścia poza zawodem. HURRRA!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *