Rodzicu obudź się czasem ze snu o królewnie i królewiczu, którym zła czarownica robi krzywdę… w szkole!

Są osoby twarde i niezłomne, w chwili, gdy ktoś je łamie, potrafią narzucać pancerz obojętności. Kierują wzrok w inną stronę i żyją. Żyją dla siebie. Żyją dla tych, którzy są dla nich dobrzy, żyją dla wiosny… każdej jednej, a ich wzroku nie mąci cień rozpamiętywania i zbędnej analizy.

Są też osoby utkane z niezwykłej wrażliwości. Są tacy w życiu i w pracy. Oni bywają nauczycielami i wtedy dzieją się cuda. Zostawiają w głowach uczniów emocje, bo ich lekcje są wyjątkowe. Tworzą coś z pozoru niemożliwego….delikatnym podmuchem wywołują lawinę wspomnień. Ich delikatność, uważność na ucznia i jego potrzeby przebija profitami wszystkie mądrości świata zapisane w metodycznych książkach.

Dla nich każde dziecko jest podmiotem ich pracy, każde jedno. Znajdą czas i zostaną tyle godzin, ile trzeba. Nigdy nie odmówią rozmowy, nie zostawią ucznia z problemem. W domu o zmierzchu pod zamkniętymi powiekami kotłują im się słowa i dylematy- czy miałem prawo tak powiedzieć, czy nie wymagam zbyt wiele, czy nie wymagam za mało, czy na pewno nikogo nie pominąłem, czy jestem sprawiedliwy, czy uczę dobrze?

Są jak misterna koronka, gdzie każda niteczka jest delikatna i zwiewna, a całość mocna niczym siatka rybacka z setek metalowych oczek.

Ja znam takich nauczycieli. Znam i z zachwytem przyglądam się ich pracy.  

Teraz wyobraźcie sobie, że taka osoba słyszy- „pan od roku niszczy i prześladuje moje dziecko”.

Co ma w oczach? Niezrozumienie. Nie ma w tej osobie takich myśli, nie ma i nigdy nie było zamiaru krzywdzenia, poniżania… to jest obcy świat, jakże daleki od jej natury i wrażliwości.

Co ma w sercu? Ból. Szuka odpowiedzi na pytanie- jak niszczyłem? Jak to możliwe? Co zrobiłem źle?

Odpowiedź przychodzi…

Upomniał ucznia kilkukrotnie.

Nie podniósł głosu.

Nie obraził.

Niczym nie zagroził.

Nie dał ultimatum.

Nie oceniał.

Upomniał ……………………………….. się o godność, szacunek i uczciwość.

………………………………………………………………………………………………………..

Co Ty rodzicu robisz? Co ty robisz człowiekowi, który uczy i wychowuje Twoje dziecko?

Co Ty robisz własnemu dziecku?

4 komentarze

  1. Dlaczego, tak jest, że musimy walczyć o szacunek? Za tyle rzetelnej pracy, słyszymy niejednokrotnie „weźcie się do roboty, bo ja w domu nad dzieciakiem nie będę siedział. On ma szkole, by go nauczyła co trzeba. Czy nasi rodzice kiedyś, tak by się zachowali? . Nie. Bo to byli inni rodzice. Inny świat. Smutne to.

    1. Dokładnie- inny świat. Rodzice granicę „znęcania się” tak przesunęli, że dziś opatrują tą etykietką zwrócenie dziecku uwagi. PRZERAŻA MNIE TO.

  2. Zastanawiam się skąd biorą się tacy rodzice. Jestem młodą osobą. Moja mama pomagała mi, gdy trzeba było, ale nigdy nie podważała zdania nauczyciela. Dziś? Dziś jestem nikim w oczach rodziców moich uczniów. Wydaje im się, że nauczyciel to nieczuły robot, który przychodzi po to, by krzywdzić jego dziecko. Jest okres wystawiania ocen semestralnych. Sto razy zmieniałam decyzje. Zastanawiałam się czy nikogo nie krzywdzę. Czy moja ocena w 100% jest uczciwa. Kocham tę pracę. Chciałabym wreszcie być doceniana, nie musieć udowadniać tego na każdym kroku.

  3. Oj, prawda…
    Uczę ponad 30 lat. Dawniej spotykałam się z szacunkiem rodziców i – co za tym idzie – uczniów. Teraz podważa się moje kompetencje („pani źle uczy, bo syn nadal tego nie umie”) czy dobrą wolę („złośliwie zapowiedziała pani sprawdzian przed feriami”), nazywa się mnie nierobem i pasożytem na zdrowej tkance społeczeństwa…
    A przecież to ciągle ja, ta sama. A może nawet lepsza, bardziej doświadczona i cierpliwa …

    Dlaczego w rozmowie po wywiadówce słyszę od pewnej mamy: ” Córka mi pyskuje, nie słucha. PANI POPEŁNIŁA JAKIŚ BŁĄD WYCHOWAWCZY”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *