Pokolenie dzieci wyhodowanych na all inclusive wkroczyło do szkół!

               Moje pokolenie, to pokolenie dwóch światów. Jeden z nich to nasze dzieciństwo z brązowym misiem wypchanym trocinami i chińskimi sweterkami ze Stadionu Dziesięciolecia. Drugi to ten, w który wkroczyliśmy jako młodzież i młodzi dorośli. Nagle stało się fajnie, kolorowo, wygodnie. Mieliśmy amerykańskie komedie w TV i paszporty, które nas nie ograniczały. Mieliśmy magnetofony, kasety z nagraniami swoich idoli i gumy balonowe we wszystkich kolorach tęczy.

A teraz mamy swoje dzieci, które wychowujemy w Polsce w XXI wieku, wielu z nas ma środki na to, by te dzieci podróżowały, by miały pokoje zapchane najnowszymi zestawami LEGO i sznur 25 lalek Barbie na półce. Ja miałam jedną, do dziś leży sobie z całym zestawem ubranek uszytych przez moją siostrę w skrzyni na dnie szafy. Cały czas ma piękny warkocz i niewzruszony plastikowy uśmiech na twarzy. Sekret skrzyni i lalki trzymanej przez lata tkwi w tym, że ja miałam ją jedną. Zapewne gdybym miała ich dziesiątki, już dawno pływałyby u wybrzeży Pacyfiku wraz z toną innego plastiku.

Mając dziecko 6 letnie już wiem, że wychowanie w duchu minimalizmu jest w zasadzie… niewykonalne albo bardzo trudne. No bo zakażesz wręczać dziecku prezenty na urodziny, gwiazdkę i miliard innych okazji? Skażesz pociechę na bycie „innym”, który jako jedyny ma pokój wypełniony samymi książkami i parą pluszowych, uroczych myszek, które trzymają się za rączki? Będziesz uparcie zabierać pociechę tylko pod namiot albo do babci na wieś, by nie wychować próżnego gówniarza, który buja się po świecie?

No nie. Tego nie zrobisz. Twoja mała córeczka prędzej czy później będzie biegać po domu w stroju Elzy z Krainy Lodu, a synek będzie świetnie poinformowany w kwestii aplikacji i gier, nawet jeśli sam nie posiada jeszcze telefonu ani tabletu. I co z tego, że dla Ciebie to jest jeden wielki chłam i bezwartościowe gówno. Co z tego?

Coś Ci powiem. Możesz zrobić tylko dwie rzeczy.

  1. Dawać stale alternatywę dla tego komercyjnego chłamu. Niech dziecko poza bajkami Disneya zna jeszcze inne piękne opowieści, które ty mu czytasz. Niech gra też w gry w świecie analogowym, jako równowaga do wirtualnego.
  2. Rozmawiać i tłumaczyć świat takim, jakim on jest.

Punkt drugi to refleksja, z którą wróciłam z zimowego urlopu.

Zasłyszany dialog polskiej rodziny.

– mamusiu, mamusiu daj mi pieniążki, kupię sobie lody,

– tu wszystko jest za darmo kochanie, możesz brać, co chcesz,

– naprawdę?

– oczywiście, masz na rączce taką magiczną opaskę i teraz już za nic nie musisz płacić,

– mamo i to przez tą opaskę też nam sprzątają pokój, dają czyste ręczniczki, a do kolacji jest czekoladowa fontanna z żelkami?

– tak

– ale super, to ja już na zawsze chcę tu zostać i nigdy nie zdejmę tej opaski, a ty i tata nie musicie już chodzić do pracy,

– właśnie córeczko, cudownie, zostajemy tutaj.

Mała dziewczynka wyniosła prosty przekaz- jesteśmy w miejscu, gdzie wszystko jest za darmo, nie ma żadnych obowiązków i każdy spełni jej zachcianki.

Wieczorem widziałam scenę z jej udziałem. Darła się w niebogłosy, że ona chce tu i teraz, natychmiast dostać balonik w kształcie kwiatka. Gdy usłyszała odmowę mamy, zaczęła ją kopać i wpadła w szał. Mama wytargała ją siłą na zewnątrz ze słowami na ustach- to my z ojcem harujemy, żebyś ty miała fajne wakacje, a ty nam taki wstyd robisz?

Ha! A kto naopowiadał dziecku głupot o magicznej krainie? Kto nie wspomniał ani słowem, że wszystko, co jest dostępne w opcji all inclusive zostało wcześniej zapłacone, a te pieniądze trzeba było zarobić?

Te same i podobne bajki słyszało wielu moich obecnych uczniów- wszyscy będą dla ciebie mili Krzysiu, jesteś takim mądrym, ślicznym chłopcem. No i dziś Krzysiu szlocha mi w rękaw, że koledzy go nie lubią i przezywają, że jest gruby, a 11 letnia Dorotka, gdy nie dostaje 5, to rzuca mi w twarz- ale pani jest wredna, przecież ja się starałam, pani robi mi na złość tą oceną, powiem wszystko mamie.  

Krzysiu i Dorotka zapewne żyją w bańce iluzji, że świat jest jednym wielkim all inclusive, a nauczyciel i rodzic są elementami tej układanki. Mamy zapewniać im dobre samopoczucie, spełnić zachcianki i nie wyrażać krytyki. Zanieść 10 letniemu synowi plecak pod drzwi szkoły, żeby się nie przemęczył, usiąść z nim do zadań domowych i koniecznie przygotować na kolację dokładnie to, o czym zamarzy. Dziecko nigdzie nie musi jechać, all inclusive ma pod nosem, we własnym domu. Tego samego wymaga od szkoły, bo przecież świat, to taka magiczna kraina.

               Jestem matką jedynaka, który właśnie wrócił z takich wakacji. Który moczył te żelki w gorącej czekoladzie i widział, że ktoś zmienia codziennie pościel i ręczniki.  Tylko on doskonale wie, że magiczna kraina nie istnieje i że w życiu nie ma nic za darmo. Wie też, że papierek, który mu upadł ma podnieść on, a nie pani sprzątaczka, naczynia odnieść do specjalnego punktu, a w restauracji nałożyć na talerz tyle jedzenia, ile da radę zjeść. Właśnie dlatego, że magiczna kraina nie istnieje.

Po tygodniu w takim hotelu można dojść do wniosku, że dzisiejsze dzieci to potwory, które znęcają się nad całym otoczeniem i własnymi rodzicami. Rodzice męczą się i udają, że odpoczywają, tak naprawdę skacząc wokół dzieci i dbając o ich dobre samopoczucie.

Te dzieci idą też do szkoły i mają wobec nas nauczycieli takie same wymagania, a rodzice… bezradnie stają zawsze po stronie dziecka, no bo jak tu się sprzeciwić komuś, kto ma nas w garści?

91 komentarzy

  1. Mam dziesiątki takich dzieci w świetlicy, w której pracuję. Każde z tych dzieci jest pępkiem świata, wokół którego wszyscy mają skakać. Dziecko chce jeść- pani ma mu dać, spod ziemi wyciągnąć, albo odstąpić swoje śniadanie. Dziecko chce pić- mam stanąć na głowie i mu zorganizować, a gdy mówię, że nie mam skąd- Jak to? Przecież Pani ma swoją wodę. Jem obiad w stołówce- stoją i patrzą mi łakomie w talerz, choć swój przed chwilą wyrzuciły do wiadra na resztki. Po prostu ręce opadają.

    1. Nie wątpię, że praca na świetlicy to ciężka praca… jednak gdy posłucham mojej córki, to włos mi się na głowie jerzy! Panie krzyczą na dzieci, siedzą w dwie ciągle patrząc w telefon… albo wymyślają dzieciom robienie gazetek… Nawet jeśli chciałyby odrobić w tym czasie lekcje…
      Pani z nauczania wczesnoszkolnego krzyczy rowniez na dzieci… synowi powiedziala, ze jesli nie będzie się uśmiechać na występie, to go wyrzuci przez okno!
      Sama jestem nauczycielką… obserwuję pokolenie all inclusive, ale jestem także zbulwersowana zachowaniem niektórych nauczycieli… nie dziwmy się potem, że tak źle o nas mówią i piszą…

      1. Miśka, ‚wymyślają dzieciom robienie gazetek’- co to znaczy? Też pracuję w świetlicy. Zapełniamy 2 wielkie tablice robiąc gazetki, zmieniamy je co 1-2 tygodnie. Chyba nie swoje prace tam wywieszę? Dzieci wykonują pracę na gazetkę… Tak jak robią tysiąc innych rzeczy, które ja wymyślam.

        Co do reszty, niestety, nauczyciel nauczycielowi nie równy. Jak w każdym innym zawodzie.
        Jako nauczycielka pewnie Pani wie, że można z paniami ze świetlicy porozmawiać o tym ich siedzeniu w telefonie. Pewnie więcej by nie siedziały.

        1. Córka musiała czekać dwie godziny na świetlicy i chciała odrobić sobie w tym czasie zad.dom. Panie ze świetlicy śmiejąc się z czegoś zapatrzone w telefon szukały kogoś do wycinania czegoś na gazetkę. Córka mówi, że słyszała, jak jedna mówi do drugiej: „Ty, dajmy to tym dwóm… one nam to zrobią..” mimo że córka prosiła o możliwość dokończenia zadania, usłyszała, że ma wycinać i już… koniec końcem dzieci wycinaly A panie luz bluz… wstyd mi tym bardziej, że znam te dziewczyny, bo kiedyś z nimi pracowałam… niestety coraz rzadziej można spotkać miłych kompetentnych i zaangażowanych nauczycieli
          … staram się nawet wytłumaczyć sobie tą frustrację naszymi pensjami… Ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tak traktować dzieci…

          1. Pani jest nauczycielką?! nie wierzę, że polski nauczyciel napisał „włos się jeży” z błędem ortograficznym. A ” luz – blues” – o przepraszam: „luz bluz”, doprowadził mnie do rozpaczy…

          2. bez przesady, córce nic się nie stało a lekcje może odrobić sobie w domu, to jest właśnie łagodne traktowanie dziecka, taka prawda, z całym szacunkiem ale nauczyciel ma prawo tak zrobić, gdybym był nauczycielem sam kazałbym zrobić taką pracę dzieciom niż sam to wykonywać. pani jest teraz pokrzywdzona i już zapala się czerwona lampka że z dzieckiem coś źle się dzieje, to jest ta dzisiejsza nadwrażliwość. uważam że dzieci dzisiaj potrzebują czasami cięższych wyzwań aby się na nie uodparniać i w przyszłości gdy stanie się przed poważniejszym problemem będą w stanie stanąć z nim twarzą w twarz. pozdrawiam

          3. „śmiejąc się”, „zapatrzone w telefon”… powinny płakać, stac na bacznośc… no i jak mogly kazac pracować nad gazetka? Twojej córce????? lecz sie

        1. To może przymusowo będziesz się uczyć np. angielskiego? Bo też warto? Mimo że wcale nie masz na to ani czasu ani ochoty?

          1. No tak, nie ma ochoty. No a ja nie mam ochoty składać PIT-u do Skarbówki i co? Są w życiu rzeczy, które trzeba robić nie mając na nie ochoty, nawet będąc dzieckiem. Co do słuchania dzieci i ich relacji, to zawsze warto mieć coś, co ostatnio wydaje się niezwykle rzadkie, choć kiedyś prawie wszyscy to mieli. To coś to zdrowy rozsądek. Córka słyszała jak mówią – a może źle słyszała, zmyśliła, może panie mówiły o swoich mężach, może o dyrektorce…… tak w ogóle to nieładnie jest podsłuchiwać. Twoja córka też kiedyś będzie pracować i ciekaw jestem bardzo, co być powiedziała na takie oskarżenia w stosunku do niej.

      2. Właśnie czytając ten artykuł miałam wrażenie, że czytam o pokoleniu, które już wyszło ze szkoły i wkroczyło na ścieżkę zawodową. Teksty opisanej Dorotki są żywcem wzięte z rady pedagogicznej. Również jestem nauczycielem i dzieci są z roku na rok trudniejsze i stanowią wyzwanie. Ale współpraca z młodymi nauczycielami, którzy również mają roszczeniowy stosunek do życia wykańcza jeszcze bardziej.

      3. A może te panie w świetlicy, patrzące w komórki też są już z pokolenia all inclusive. Takimi pracownikami będą te obecne dzieci…

        1. Jestem nauczycielem, który przeszedł w szkole wszystkie szczeble od pracy w świetlicy, w oddziale przedszkolnym, klasy I-III, IV-VII. Uwielbiam swoja pracę , nigdy bym nie zamieniałbym jej na inną. Pokolenie all inclusive, to nie tylko dzieci, rodzice, ale również niektórzy nauczyciel. Wszystko im się należy, tak jak i dzieciom i rodzicom. Czasu i postępu nie zatrzymamy. Dzieci potrafią doskonale posługiwać się komórkami , laptopami i jeszcze innymi cudeńkami tech. natomiast nie potrafią wytrzeć sobie pupy.Nieraz wycierałam tyłek 7 latkowi. Rodzic później opowiada, że dziecko nie załatwia sie w szkole , bo nie ma papieru, że jest szary za mało miękki. Dziadkowie, którzy noszą tornistry swoim wnukom nawet z klasy 5-6 . 7 latek , już nie mówię o starszych dzieciach rzuca papierek i na prośbę , żeby go podniósł słyszę odpowiedź – od tego jest sprzątaczka. Takie są realia w polskiej szkole. Młodzi nauczyciel są już z tego pokolenia all inclusive. Popieram , żeby wróciły testy umiejętności do zawodu nauczyciela. W naszym kraju najwięcej jest lekarzy , bo każdy leczy się sam , wszyscy najlepiej wiedza i pouczają innych.

      4. To jest troszkę tak. Nie każdy powinien być nauczycielem, nie każdy adwokatem czy lekarzem. Czy pielęgniarką. Nie ma testów. A możebpowinny być?

      5. A nie bierze pani pod uwagę,że córeczka jest cwana i porostu łże jak stary doświadczony kłamcą. A dzieci potrafią!

      6. Czytając Pani komentarz odnoszę wrażenie, że jest Pani przede wszystkim jednym z tych roszczeniowych , ślepo wierzących swoim dzieciom rodzicem. ” no bo jak tu się sprzeciwić komuś, kto ma nas w garści”?

      7. Bo dziecko musi samo logicznie myśleć a nie być jego cieniem Pani w świetlicy pilnuje dzieci a nie wychowuje żebyś ruszyła ten tylek i wytłumaczyła że dziecko ma szanować dorosłego tego go naucz a nie tylko wymagasz. Nie spotkałam pani ze świetlicy z telefonem. Dramat z tymi rodzicami a dziecko pewnie od 6-16 w szkole. Zróbmy też coś dla nauczycieli bo dzieci w tych czasach są okrutne weź się kobieto obudź

      8. Świetlica szkolna to nie jest przechowalnia, w której dzieci robią, co chcą. Kiedy jest czas na odrabianie lekcji, to odrabiają lekcje. Kiedy są inne zajęcia świetlicowe, plastyczne, ruchowe, to dzieci nie odrabiają lekcji, tylko biorą w zajęciach udział. U nas w ramach lekcji świetlicowych też jest wspólne przygotowywanie okolicznościowych gazetek ściennych przez dzieci (bo kto niby ma to robić?) . Jeśli na lekcji matematyki dziecko CHCIAŁOBY odrobić pracę domową z polskiego, to też należy mu na to pozwolić?

      9. Zdarza się rowniez że dzieci wymyślają, by zwrócić uwagę na siebie. Córka koleżanki powiedziała, że Pani wzięła ją do łazienki i wsadzić głowę pod kran… Natomiast pani nauczycielce powiedziała że rodzice ją biją… Więc nie chce mi się wierzyć że która kolwiek nauczycielka powiedziała by do dziecka że wyrzuci go przez okno… W dobie gdzie właśnie dzieci paplaja co popadnie.. To byłoby nie do pomyślenia..

    2. U nas jakie zasady w domu takie na wakacjach – proste. Co z tego że pokoje wakacyjne w sprząta Pani – naniosłeś piachu, pozamiataj. Łazienkę po kąpieli ogarnij, kuchenkę itd. To żadne wielkie porządki ale fajnie po sobie zostawić dobrą opinię a Pani sprzątającej trochę ułatwić pracę. No ale to się z domu wynosi – szacunek do każdego. Pracuję w przedszkolu jako nauczycielka i też niestety pokolenie all widać jak na dłoni, jakie to smutne…

      1. Jestem nauczycielem , kocham dzieci i swoja prace, przeszłam w szkole wszystkie szczeble od świetlicy do klasy VII. Praca z dziećmi jest wspaniała. Szkoda, że Rodzice nie widzą tego. Zamiast wspierać nas w wychowaniu psuja nam prace. Wiem , że zdarzają się rożni nauczyciele. Większość jest jednak oddana dzieciom. Czy wyobrażają sobie państwo taka sytuacje mały 7 letni uczeń rzuca papierek i gdy nauczyciel mówi żeby go podniósł słyszy , a od czego jest sprzątaczka, w jadalni panie noszą za dzieci jedzenie , nie mówię już o odniesieniu talerza. W toalecie nie potrafi wytrzeć sobie tyłka, kto winien szkoła , bo dziecko powie w domu, że nie było papieru. Nieraz już wycierałam pupę 7 latkowi. Dziadkowie noszą tornistry na II piętro uczniom z 5 klasy. Zgroza all inclusive. Młodzi nauczyciel też są all inclusive. Popieram testy przy egzaminach na studia nauczycielskie. Każdemu się wydaje , że może być nauczyciel. W Polsce najwięcej jest lekarzy i nauczycieli. Każdy , każdego poucza, leczy się sam.

    3. Jak pisał poeta: „troszku” nie. Nie zgadzam się troszeczkę, ponieważ mamy dwoje dzieci (10 i 3) i byliśmy 3 razy na wakacjach gdzieś tam i też było all exclusive. Ten incydent nic nie spowodował, nasze dzieci dalej mają swoje obowiązki i znają swoje miejsce i czas. Chcę powiedzieć tylko tyle, że to jak zwykle zależy od nas samych, od rodziców. Co pokażemy dzieciom, co im dajemy? Na czym budujemy ich świat? Jaki to fundament? Rodzice, obudzić się. Nie wszyscy, ale Ci, którzy teraz czytając ten tekst ostro się buntują.

  2. nauczyciele (także akademiccy)zanim pójdą ze szkoły (swojej) do szkoly (pracy ) powinni obowiązkowo popracować min 5 lat np w firmie,korporacji, fabryce…….czymkolwiek innym niż sztuczny swiat szkoły…To jedyna grupa zawodowa ktora nie styka się rzeczywistoscia.

    1. Proszę o doprecyzowanie komentarza. Na czym to „niestykanie się z rzeczywistością” według Pani polega? Takie rzucanie nieprecyzyjnych uwag dotyczących pracy ogromnej grupy zawodowej jest niepoważne.
      Pozdrawiam.

    2. Dokładnie takie samo przemyślenie miałam jak zaczęłam pracować w szkole po kilku latach pracowania w biurze! Nie wszyscy, ale część nauczycieli naprawdę nie wie jak wygląda życie poza szkołą, no bo skąd.. wpadłam wtedy na taki program telewizyjny, żeby nauczyciel na tydzień szedł do pracy do innego miejsca, zamieniając się z kimś na pracę.. Myślę, że byłoby to rozwijające dla wszystkich 😉

      1. Pracowałam w państwowej szkole 15 lat, przeżyłam rożne reformy, w klasie wychowawczej miałam 36 dzieci w tym 3 z kuratorem. Jak zaczęłam pracować w korporacji nic mnie nie zdziwiło, mobbing, donosicielstwo, wymagający klienci, bo to wszystko już przeżyłam. Uważam, że właśnie nauczyciel poradzi sobie wszędzie bo szkoła to tez szkoła życia. Nie wszyscy jednak maja odwagę żeby coś zmienić bo mają poczucie ( które tez miałam) że przecież nie potrafią robić nic innego.

  3. Jestem z zawodu nauczycielką, prowadzę
    dodatkowe zajęcia sportowe, na całe szczęście nie pracuje w szkole, a za żadne skarby ani w przedszkolu, ani w świetlicy nie będę pracować, wolę iść na budowę! To jest przerażające, ale taka jest prawda, co chwilę rodzice zabierają te dzieciaki na wakacje: Filipiny, Bali, Majorka, Zanzibar… 3-4 razy do roku, tyle samo albo więcej razy w roku są na obozach, masakra! Rekordzistką była 11 letnia dziewczynka która była już na 19 obozie, a zwiedziła chyba więcej krajów niż ja miast w Polsce!!! Nóż się w kieszeni otwiera, sami rodzice pracują na to jak one się zachowują i jak ich traktują, niech robią tak dalej! Gratulacje!!

    1. To, że dzieci podróżują, nie jest niczym złym. Podróże rozwijają, otwierają oczy na świat, kształtują postawę tolerancji wobec odmienności. Problemem jest brak szczerych rozmów z dziećmi, tłumaczenie im świata takim, jakim on naprawdę jest. Dziecko to nie rybka hodowlana, która ma zdobić kolorowe akwarium. Ono nie powinno być oszukiwane i mamione iluzją idealnego świata i samych dobrych ludzi wokół.

    2. Czym innym jest podróżowanie, a czym innym kwestia zachowania dziecka. Jak Pani jako nauczycielka może w ten sposób mówić o dzieciach, które zwiedziły pół świata? Maja może szersze horyzonty. Nie pomyślała Pani o tym. Co innego kultura osobista po powrocie z tych podróży, ale to – na pewno pracując w szkole zauważyła Pani – jest niezależne od ilości zwieszonych krajów! Czy nie zna Pani dzieci, które nie były nigdzie, ich świat to komórka i ewentualnie podwórko, a zachowanie w szkole pozostawia dużo do życzenia?

    3. A co jest w tym zlego ? Rodzice jada a dziecko do prac polowych ? Ja sama duzo pracuje ale I duzo podrozuje. Jest pewna pani nauczycielka ,ktora zazdrosci Jasiowi ,ze byl w zeszlym roku byl np. W Mongolii. Dziecko juz uslyszalo ,ze jest zapewne rozpuszczonym gowniarzem. No wiec nie jest a krytykujaca pani wakacje spedza na RODo I tam obrabia tylek innym.
      Kompletnie nie rozumiem czepiania sie podrozowania.
      Niebezpieczne jest za to ,to co dzieje sie u obecnych nastolatkow I 20 latkow. Ogladaja youtuberow ktorzy jezdza na bardzo luksusowe wycieczki I tego samego oczekuja I ciagna kase od rodzicow.

    4. I bardzo dobrze, że zwiedza. Może zostanie geografką, podróżniczką, reporterką? Może Jej rodzice pokazują Jej zwykłe życie w tych krajach i cuda przyrody? Może wcale nie pływa w luksusach drogich, bezsensownych hoteli? Pani ocena jest…pozostawię bez oceny. Wszyscy w jednym worku nie siedzą. Niech dzieci jeżdżą…niech oglądają. Nie idzie przecież o podróże a o bezmyślne wychowanie.

    5. Także nie widzę nic skandalicznego w tym, że dziecko zwiedza świat. W zupełności zgadzam si z eVita. I zupełnie nie o tym jest tekst – widać go pani nie zrozumiała.

  4. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, dzieci all-inclusive mamy tylko przez kilka lat w szkole. A rodzice będą się bujać z nimi całe życie. Ale to już ich problem jak i co sobie wychowają.

  5. Współczesne dzieci nie potrafią się ze sobą bawić . Pracuję w szkolnej świetlicy gdzie jest bardzo dużo dzieci . Ten tekst bardzo mądrze oddaje to co się teraz dzieje . Rodzice wychowują dzieci w ułudzie źe ciągle ktoś się będzie nimi zajmował . Dzieci wymagają ciągłej animacji a i tak w zainucjowanej zabawie nie potrafią jej dalej pociągnąć . To prawda również ze każda kolejna lalka każde autko i inna zabawka nie cieszy i nie bawi tak jak adze pokolenie gdzie się miało 1 lalkę i 1 misia . Mnie najbardziej meczy całą świetlica dzieci a rodzic wchodzi i mnie pyta czemu się nie bawię z jego Brajankiem. Tak jakby nie widział ilości dzieci które tu przebywają . Staram się dzieci łączyć w grupy i podpowiadać w co się można bawić . Niestety dziś dzieci potrzebują być ciągle animowane i tego wymagają od nas rodzice a to chyba nie do końca tak powinno być .

    1. No a jakże, na wczasach są animacje poranne, popołudniowe i wieczorne, mini disco, dyplomy, brawa i konfetti sypiące się z sufitu. A potem to dziecko wchodzi do świetlicy szkolnej, gdzie jest zupełnie inny świat i nie rozumie, czemu Pani nie organizuje mu każdej minuty czasu. Ja rozumiem, że dziecko może być zagubione, ale czemu rodzice nie rozumieją, że szkoła to nie wczasy???? Tego pojąć nie mogę!

  6. Pytanie co to znaczy all inclusive w szkole? Co na świetlicy? Czy nie jest tak, że to co powinno by było standardem- zrozumienie dla ucznia, uwaga skupiona na uczniu bez ignorancji i uszczypliwych uwag w jego stronę dla Państwa jest standardem all inclusive? Wiem, że Państwu ciężko jest patrzeć na obecną sytuację w szkole na chłodno, bo rzeczywiście sytuacja w szkołach łatwa nie jest, ale proszę nie generalizować. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają i szkoła powinna nadążać za rzeczywiścią. Rodzice jako pierwsi wychowują, ale szkoła powinna wzmacniać te działania.Ok, wiecie że są takie przypadki dzieci z wyjazdów all inclusive, otworzcie Państwo dyskusje z uczniami na ten temat. Nie zaszczuwajce Państwo młodych ludzi- bardzo Państwa o to proszę!

    1. Hmmm, teraz to Pani generalizuje Pani Olu, bo wielu z nas z uczniami na ten temat rozmawia. 🙂
      A co do „nadążania szkoły za rzeczywistością ” nie jest to możliwe bez zmian systemowych i my o to cały czas zabiegamy, ale… rozbijamy się o ścianę. Dopóki ilość opiekunów w świetlicach jest w stosunku do uczniów taka, jaka jest… nie ma mowy o indywidualizacji pracy z dzieckiem. No i jeśli uważa Pani, że powinno być, jak na wczasach, to niech rodzice walczą o bufet z nieograniczoną ilością napojów i przekąsek oraz dodatkowych opiekunów, którzy będą biegać z dziećmi po sali w stroju clowna. 😀
      Pozdrawiam.

  7. Dokładnie – każdy medal ma dwie strony! Uczę dzieci szacunku do innych ludzi, zwierząt i rzeczy które posiadają. Nie wolno nikogo bić ani na nikogo krzyczeć – ale, ale! Mówię im również żeby innym na to nie pozwalali względem siebie. W dzisiejszym świecie musza wyraźnie mówić NIE , stawiać granice .

  8. Niestety wielu rodziców, chce zapewnić dziecku to co najlepsze, kupują Lego, Barbie i spełniając każdą zachciankę. W pewnym momencie przychodzą kłopoty wychowawcze – bunty, histerie, wtedy zrzucają winę na dzisiejszy świat, bo wszyscy są winni tylko nie oni, w końcu chcieli dobrze . Zapominają lub nie wiedzą, że nie tędy droga, bo nic nie zastąpi miłości i uwagi, rozmów i obecności w ich życiu.

  9. Córka musiała czekać dwie godziny na świetlicy i chciała odrobić sobie w tym czasie zad.dom. Panie ze świetlicy śmiejąc się z czegoś zapatrzone w telefon szukały kogoś do wycinania czegoś na gazetkę. Córka mówi, że słyszała, jak jedna mówi do drugiej: „Ty, dajmy to tym dwóm… one nam to zrobią..” mimo że córka prosiła o możliwość dokończenia zadania, usłyszała, że ma wycinać i już… koniec końcem dzieci wycinaly A panie luz bluz… wstyd mi tym bardziej, że znam te dziewczyny, bo kiedyś z nimi pracowałam… niestety coraz rzadziej można spotkać miłych kompetentnych i zaangażowanych nauczycieli
    … staram się nawet wytłumaczyć sobie tą frustrację naszymi pensjami… Ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tak traktować dzieci…

    1. Tak nie powinno być. Jeśli dziecko chce zrobić zadanie w świetlicy, nikt nie ma prawa mu tego zabronić. Robienie gazetki powinno się odbywać na zasadzie dobrowolności, to nie są obowiązkowe zajęcia!

      1. W szkole do której chodzi wnuczek(duża) świetlica miała kilka pomieszczeń – główne,mała sale sportowa, salkę do oglądania bajek i sale ciszy- gdzie można było odrabiać lekcje.Sporo dzieci bawiło się na korytarzu.Cala swietlica mieściła się w podziemiu. Minusem była trudność w odnalezieniu dziecka. Trzeba bylo sprawdzać każda salę albo udać się na boisko szkolne i tam sprawdzać,czy dziecko się nie bawi. Panie ze świetlicy nie zawsze orientowały się gdzie dziecko aktualnie przebywa

  10. A ja odpowiem tak, intryguję mnie w Pani tekście to, że stawia Pani swojego Syna ponad inne dzieci, jako tego, który umie się zachować… czy Pani nigdy nie zdarzyły się problemy wychowawcze? Czy Pani dziecko nigdy nie próbowało niczego wymusić? Zgadzam się z częścią komentujących tu, że polska szkoła nie jest niestety dostosowana do dzisiejszych czasów i niestety nauczyciele nie są odpowiednio przygotowani do borykania się z aktualnymi problemami uczniów.

    1. W życiu nie stawiam go ponad inne dzieci. Hahaha, teraz to aż się zaśmiałam. 🙂 Jednak słowo pisane potrafi być naprawdę rozmaicie odebrane. Chodzi mi o to, że ja rozmawiam z dzieckiem i wymagam pewnych zachowań- podnoszenie śmieci, oddawanie naczyń, odkładanie rzeczy na miejsce, zwroty grzecznościowe itd. Na szczęście wielu rodziców zwraca na to uwagę, niestety wielu też tego nie robi. Jestem na gorąco po obserwacjach. ,Nie uwierzyłaby Pani, jak wyglądały stoły w restauracji po posiłkach, gdzie jadły dzieci ze swoimi rodzicami. Tony jedzenia zostawione, cześć jedzenia obok talerzy, po 5 kubków z różnymi napojami, z których upity jest zaledwie łyk. Kelnerki sprzątały to i w milczeniu kręciły głowami, ja je rozumiem. Dziecko musi mieć jakieś zasady i nie może być tak, że w domu ma szanować pracę matki, a na wakacjach może robić chlew ze stołu i marnować tony jedzenia. Przecież ono to samo zrobi w szkolnej stołówce! Ja mam bardzo żywe i trudne wychowawczo dziecko, dlatego muszę włożyć sporo wysiłku w to, by jakieś zasady mu zaszczepić. gdziekolwiek jest! A efekty są różne, ale staram się i rozmawiam, i tłumaczę. O tym pisałam, a nie o tym, że moje dziecko jest lepsze od innych.
      Pozdrawiam 🙂

  11. A po kilkunastu latach pojawi się wielkie rozczarowanie życiem i depresja. Dlaczego nie ma tej bajki i dlaczego trzeba zapier…ać?? Smutne to i szkoda mi tych dzieci, ponieważ będą wiecznie nieszczęśliwe przerośnięte olbrzymimi potrzebami nie do zrealizowania. Nie będą czerpać radość ze zwykłego dnia codziennego i będą szukać bodźców aby poczuć szczęście. Mam dwójkę dzieci i trzecie w drodze. Wychowuję je bez tv, bez tabletów, telefonów, ale nie zabraniam korzystać w miejscach gdzie są. Nie zamykam ich, ale dużo tłumaczę i pokazuję alternatywę. Póki co skutkuje to pozytywnie. Życzę Wam wszystkim i sobie powodzenia 🙂 !

  12. Dzieci żyją w bańce, ale mają też wzór do naśladowania – rodziców. W codziennej pracy stykam się z ludźmi przyzwyczajonymi do all inclusive. Tegoroczne ferie zimowe są straszne i marzę, by się skończyły. Całe rodziny, roszczeniowi rodzice, którzy nie rozumieją, że 15.00 to nie 11.30 i ich pretensje „ale ja mam dziecko, mam tyle czekać? Nie po to tyle pieniędzy płacę”. Inni też mają dzieci, inni też zapłacili, nikt nie jest wyjątkowy. Dorośli nie rozumieją, że krzykiem i roszczeniami nic nie wskurają, to jak dzieci mają to zrozumieć?

  13. Da sie inaczej. 😀 Tu rzeczywiście dużo zależy od rodziców. 😉 Co do prezentów to na urodziny wśród gości robimy zrzutki na jeden, drożdży, wymarzony prezent i unikamy tym sposobem tysiąca niepotrzebnych dupereli. Zapraszamy też tylko najbliższych dziecku znajomych. Wracając z jakiegoś wyjazdu niekoniecznie mamy dla córki jakieś prezenty, czasem jest to tylko pocztówka czy książeczka. Nie jest do tego przyzwyczajona więc tego nie oczekuje. Co innego od dziadków, tam pozwalamy na rozpieszczanie. 😉 Na Wielkanoc nie ma prezentów (od tego mamy gwiazdkę, dzień dziecka i urodziny), u mnie też nie było tak samo jak upominek był za pierwszego zęba a nie za każdego. Da się. I nie mamy tysiąca lalek barbie a czas krainy lodu nie nadszedł nigdy. 😀

  14. A co z zębową wróżką i Mikołajem? Kolejne kłamstwa którymi karmione są dzieci, a prawdą nie są 🙁 potem takie dziecko się dowiaduję że było oszukiwanie i też jest rozczarowanie. Z tekstem powyższym się zgodzę. A jakie młodzieży wychowywanie…. Masakra

    1. Moja pięcioletnia córka doszła do wniosku ,żę to rodzice kupują prezenty, opowiadałam jej kiedyś, że Mikołaj był biskupem, pomagał biednym dzieciom i mieszka w niebie. A Wróżka Zębuszka żyje tylko w bajkach, poza ty ja nie dostawałam nic za wypadanie pierwszych zębów, nie rozumiem w jakim celu oszukiwać dziecko, skoro zęby i tak muszą wypaść i pojawić się nowe.

  15. Bezsensowny artykuł. Hasła „No nie. Tego nie zrobisz.” A skąd Pani wie co ja zrobię a czego nie? Cały artykuł pełny jest krytyki względem cudzych dzieci. Jedyne pozytywne zachowanie obserwuje Pani u swojego dziecka? Daleka jestem od krytyki innych rodziców i dzieci. Nie wie Pani kto z czym się zmaga, nie zna pani niczyjego serca ani myśli. Moje ulubione powiedzenie to „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.” Jeśli coś Pani nie pasuje, proszę podejść do tych rodziców i zwrócić uwagę.

    1. Moim zdaniem podchodzenie i zwracanie uwagi jest niegrzeczne, nie ingeruję w czyjeś wychowanie dzieci. Natomiast na moim blogu mogę wyrażać własną opinię, co nie znaczy, że musi się Pani ze mną zgadzać. Artykuł jest pełen krytyki konkretnych zachowań rodziców. Zachowanie dziecka to tylko efekty.
      Pozdrawiam

  16. Wzięłam córkę pod namioty. Dodatkowo pojechałyśmy rowerami z całym balastem. Dwie noce na różnych polach namiotowych. Była zachwycona.
    Innym razem pojechałyśmy pociągiem do Bratysławy i kilka dni szłyśmy do Wiednia. Znowu było super. Mega przygoda.
    Więc nie piszcie mi o all inclusive bo to od Was rodzice zależy. Wczasy za granicą w luksusowym hotelu. Ok.
    Ale Bieszczady lub Karkonosze z plecakiem, picie mleka od gospodarza, nocleg w schronisku to dla dzieci jest o wiele lepsze. Rodzice są wygidni. Matka pilnuje dzieciaki a tatuś pije z kolegami bo jest wszystko w cenie. Ludzie ocknijcie się.
    Czy Wasze dzieci potrafią dojechać komunikacja miejska na drugi koniec miasta? Kupić bilet na pociąg?
    To WY wychwujecie!!!!!!!

    1. Dokładnie! Niestety niektórzy rodzice zachowują się tak, jakby świat wokół ich dziecka też miał opcję „all inclusive”… A tak niestety nie jest. I im wcześniej dziecko dowie się, że trzeba przestrzegać ogólnie obowiązujących zasad i wartości, tym lepiej dla niego samego, a ta nauka nie będzie, aż tak bolała. Naprawdę szkoda, że tak wielu rodziców przesyła dzieciom takie mylne sygnały. Zła ocena? Pani się uwzięła. Chcą, żebyś po sobie posprzątał? Wykorzystywanie dziecka, bo przecież są ludzie od tego. Mówienie „dzień dobry”, „dziękuję”? Zbędne ceregiele! I te wszystkie prezenty, nagrody, które należą się dzieciom za same ich istnienie… I tak wychowuje się odrealnione pokolenie, które z jednej strony ma totalnie roszczeniowy stotunek do świata, a z drugiej strony zerowe poczucie własnej wartości, bo nigdy niczego nie zrobiło samo, że móc być z tego dumnym. A w dorosłym wieku przekonują się, że papierki i mieszkanie same się nie posprzątają, obiad sam się nie ugotuje, a rachunki trzeba zapłacić pieniędzmi otrzymanym za własną i to często ciężką pracę. O Matko! A przecież rodzice stworzyli taką piękną ułudę i nie tak to miało wyglądać. Jestem mamą dwójki dzieci i staramy się z mężem podchodzić do wychowania, jak do najważniejszego zadania w życiu (niestety proch i Amerykę już odkryto 😉 zgodnie z przeczytaną kiedyś bardzo mądrą zasadą, że „łatwiej coś dziecku dać, niż nie dać”. To pytanie zadaję sobie bardzo często. Czemu się na to godzę? Dlatego, że tak jest łatwiej lub wygodniej, czy dlatego, że to jest faktycznie dobre dla mojego dziecka? I zazwyczaj okazuje się, że moja zgoda to byłoby takie „pójście na skróty”. Tu i teraz łatwe i wygodne, ale w perspektywie głupie i szkodliwe. Niestety najbardziej dla tego naszego ukochanego potomka… I możemy się oszukiwać, że winni wszyscy wokół. Tylko, jeżeli to nam się nie uda ta lekcja życia, to my rodzice zostaniemy z ręką w nocniku, a nie pani wychowawczyni…

  17. mmm…
    To chyba nie wina tych dzieci…
    To raczej pokolenie „rodziców all inclusive”
    Ktorzy maja kompleks niedostatku z dzieciństwa i teraz nie potrafią ich wychować oraz przekazać co jest wartościowe i na co się pracuje.
    To wszystko co opisuje ta pani to tylko wina tych „ubogich ” rodziców w dzieciństwie, którzy z tego powodu dążą by wynagrodzić sobie te braki i są zbyt zmęczeni by mieć teraz czas dla swoich dzieci by się bawić tymi zabawkami i wychowywać..itp…
    W skrócie

    1. Brawo, Aga! To właśnie jest ten kompleks – chyba hodowany na celebryckich wzorcach „MIEĆ” , „POKAZAĆ SIĘ”. Za wszelką cenę, żeby mnie (nas) WIDZIANO na Majorce (jakby Międzyzdroje lub Ruciane były gorsze…). A dzieci są coraz bardziej roszczeniowe, „wychowywane” w tej dewizie „MIEĆ” – zamiast „BYĆ”. Być człowiekiem wartościowym ale nie koniecznie „majętnym” (jak to kiedyś mówiono) i jeśli posiadającym – to W sobie a nie NA sobie… Trudno będzie to odwrócić. Niestety.

  18. Świetny tekst. Kiedy trafiam na takich rodziców-hodowców gwiazdeczek, zawsze im mówię: ja mam Państwa dziecko na 3 lata, Wy na całe życie. I starość zapewne „all inclusive”, bo pociechy na pewno odwdzięczą się Wam troską i zarobią na Wasze utrzymanie. Powodzenia życzę.

  19. No cześć pokolenia trafiła juz do pracy. Nie dał ci kierownik dnia wolnego to go olej poprostu nie przychodź do pracy tego dnia.

  20. Niestety z jednej skrajności w drugą… Mama opowiadająca dziecku o cudownej krainie to jedno, ale Pani nazywająca dziecięce zainteresowania gównem i chłamem… czy takie podejście różni się szczególnie od kolorowania świata na różowo? Tylko w tym przypadku świat, w którym dziecko żyje jest barwiony na szaro… tak czy siak i Pani i wspomniana Mama zaburzacie obraz świata… to, że autorka jako dziecko miała misia, sweter ze stadionu… cudownie, ale jakby się Pani czuła, gdyby Mama Pani powiedziała, ze ten Miś to gówno, a sweter to chłam ze stadionu, bo ona jak była mała to miała lalkę z porcelanową buzią i chodziła w sukienkach, jakie szyła jej babcia? …

  21. Kochana pani jestem nauczycielem klasy l.Jak nie krzyknę to nikt mnie nie słucha .teraz dzieci robią co chcą mie ma źadnych zasad a rodzice nie mają dla nas szacunku tylko wymagają.w mojej świetlicyjest 150 dzieci i bez krzyku się nauczyciel nie przebije.a jeśli mamy nie krzyczeć niech rodzice zaczną wychowywać swoje dzieci a nie chodować

  22. Świat się zmienia i nasze dzieci idą za tym światem szybciej niż my. To co dla ciebie jest chłamem, dla innych może być wartością. Z drugiej strony mam pytanie do autora ? Czy swoje dziecko przed pójściem do szkoły ostrzegała:
    – że może być w szkole bite przez inne dzieci,
    – że może być wyzywane w szkole przez inne dzieci,
    – że jak uda się z tym do nauczyciela, to narazi się na jeszcze większe represje,
    – że jak będzie za często chodzić z problemami do nauczyciela to nauczyciel przestanie reagować,
    – że będą dziecko w szkole na każdym kroku oceniać i ocena nie zawsze będzie obiektywna

  23. To chyba 99% Polaków jest z pokolenia all inclusive – bo wszyscy myślą, że Państwo daje coś za darmo 😀 500+ , mieszkanka, zasiłeczki 😛

  24. A potem jak się okazuje, że w życiu nie wszystko jest all inclusive to depresja, okaleczenia, próby samobójcze, które są chyba co raz częstszym sposobem na wymuszanie od rodziców określonego postępowania. Powiem szczerze, że nie rozumiem, dlaczego nikt ludziom nie mówi jednej prostej prawdy „nie ma nic za darmo”.
    Co do szkoły, nauczania, uczenia itd.
    Spece akademiccy od wychowania i nauczania od kilku dekad lansują (taki młodzieżowy wstawnik 😉 ) teorię tak zwanej permissive education. Skoro pozwala się od dekad na co raz więcej, i nie wygląda na to żeby w wychowaniu obecne pokolenie rodziców było w stanie dzieciom stawiać skuteczne ograniczenia, to nie dziwmy się że pojawiają się osoby, wpierw dzieci a później nieuchronnie dorośli, którzy nie rozumieją pojęć takich jak obowiązek, ograniczenie czy wreszcie zwykłe NIE. Ja osobiście widzę to nie tyle w szkole co na drogach. Jadąc samochodem większość ludzi, których od bezdomności dzielą dwie raty niezapłaconego kredytu, którzy jeżdżą samochodami klasy premium z okolic roku 2000 nie rozumie dlaczego są ograniczenia prędkości, zakazy parkowania, chodniki dla pieszych, a odstęp między samochodami traktują jako idealne miejsce żeby się wpierdzielić, zahamować i zjechać w boczną drogę. Bo jemu wolno. A czemu wolno? Bo jest najlepszym kierowcą, idealnym, doskonałym. A jak kogoś zabije, to to cóż trudno, ale wysoki sądzie, proszę o łagodny wymiar kary bo to że ja kogoś zabiłem to trudno ale we więzieniu swojego wyjątkowego życia spędzić nie mogę….. To przecież nie są sytuacje wzięte z kosmosu. To jest pokłosie tego wychowania które jako RODZICE fundujemy własnym dzieciom. Ale po co się żołądkować, i tak Janusze I Halynky wychowania będą wiedziały lepiej, zrobią jak zawsze, a winni będą inni.

    1. Doskonały tekst! Nie czytałam wszystkich komentarzy… chcę napisać, że dobre wychowanie dziecka – to nie spychanie tego na szkołę, kluby czy kogoś tam. To mądre BYCIE z dzieckiem. Nie musi byc to cały czas – nawet krótko ale mądrze. Fakt, że rodzice muszą tego chcieć a nie zbywać dziecko byle czym. I ważne, by nie „kupować” go. Za dobre stopnie – nagroda (często finansowa i wysoka) – to najgorsza rzecz, jaką robi się dziecku. A niestety – często stosowana. I również mówienie „moja księżniczko”… Moje dzieci – jak były małe to wiedziały, że nie ma nagrody (fizycznej, prezentu) za zrobienie czegoś dobrze (oczywiście, konieczne jest pochwalenie, żeby wiedziała, że to jest dobre) – ale też nie ma kary (fizycznej np. „szlabanu”) za zrobienie źle (tylko wytłumaczenie, nieraz skarcenie). Jak poszły do szkoły – to wiedziały, że za „5” nie będzie nagrody i za „2” nie będzie kary. Bo uczą się nie dla nas (rodziców), nie dla nauczyciela, szkoły – tylko DLA SIEBIE. I nagrodą – w przyszłości będzie to, że będa cos w życiu znaczyć, a ewentualną karą, że nic nie osiągną. To nie teoria. Sprawdziło się wspaniale. I tak samo teraz „prowadzą” swoje dzieci… A zamiast „all exlusiv” – wakacje spędzane na obozach harcerskich (FSE – Federacja Skautingu Europejskiego – Skauci Europy, „Zawisza”). I od małego uczą się odpowiedzialności, poznawania prawdziwych wartości w życiu – zwiedzając przy tym Europę. Na obozach wszystko robią sami – od rozbicia namiotu po samodzielne zrobienie sobie „łóżka” do spania (drągi drewniane wyplecione sznurem). To im imponuje – taki prawdziwy survival- ale pod okiem dobrych, doświadczonych przewodników. Wszystkim Rodzicom polecam ta organizację. Wychowuje wspaniałych ludzi! Zainteresowanych światem (prawdziwym a nie za szkiełkiem ekranu lub na plażach śródziemnomorskich), ludźmi, umiejących nieść im pomoc i nie stawiających SIĘ w centrum zainteresowań. Bo nasze dzieci nie mogą byc sfrustrowanymi „księżniczkami” lub „super-macho”. Lub „masą” zatrudnioną w korporacjach i mysląca tylko korporacyjnymi szablonami… … dużo można o tym pisać… Ale takie wychowanie daje efekty. Wnuczka – koncertowo zdała międzynarodową maturę (baz żadnych korepetycji, bo wiedziała po co sie uczy – i lubiła to). Jest studentką ekskluzywnej uczelni – z naukowym stypendium – i szansą na dobra karierę w życiu.
      I wszystkim tego życzę. Tylko trzeba pamiętać, że dzieci – to inwestycja a nie „błyskotka” w domu. I trzeba prawdziwie sie nimi interesować – i pozwolić im podejmować decyzje (dojrzałe). Bo dzieci też myślą – pokierowane na początku drogi życiowej nie powinny zboczyć z kursu…

  25. wszystko fajnie, rozumiem, zgadzam się, tylko mam pytanie. Co jest złego w bajkach disneya i w podróżowaniu?
    „Będziesz uparcie zabierać pociechę tylko pod namiot albo do babci na wieś, by nie wychować próżnego gówniarza, który buja się po świecie?”

    ze skrajności w skrajność xD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *