Rysy ryzyka w pracy nauczyciela!

Spokojna stabilna praca, ciepła posadka, niewymagające zajęcie, robota dla nieudaczników… te i wiele podobnych opinii słyszymy o zawodzie nauczyciela.

Myślę, że wielu z nich, czytając to, uśmiecha się w duchu, no bo… jaki tam spokój? Wróciłam właśnie z koncertu i przyznam, że poziom hałasu niewiele odbiegał od atrakcji akustycznych, jakie panują na przerwach szkolnych każdego dnia. Trudno też mówić o spokoju, gdy ma się pod opieką sporą gromadkę  żywiołowych, kreatywnych, nie zawsze współpracujących dzieciaków.

Jednak gdyby tak ograniczyć naszą zawodową działalność do niezbędnego minimum… to coś w tym jest. Uczysz, wychowujesz- w ramach godziny wychowawczej, rozliczasz, wspierasz- w ramach dwóch godzin dodatkowych tygodniowo. Zamykasz za sobą drzwi szkoły i jesteś lekka jak motylek, nie myślisz o wychowankach, nie martwisz się ich losem, domowymi problemami, stanem zdrowia itp.

Powiesz… bajka.

To ja Ci powiem inaczej… bujda.

W ostatnim tygodniu pracy z 5 nocy przez 3 śniłam o pewnej małej dziewczynce, którą dobrze znam. Budziłam się ok. 3.00 z mokrymi policzkami, wstawałam, szłam do kuchni i pijąc powoli wodę, zadawałam sobie pytanie- czy to jest moja sprawa? Czy powinnam tak przeżywać? Czy powinnam się tak angażować?

Jesteśmy z tymi dziećmi w ich doli i niedoli, czy nam się to podoba, czy nie. My nie pracujemy w fabryce śrubek. Nie wiem, o jakim spokoju głoszą slogany o naszej „łatwej pracy bez zmartwień”.

Jest też spora grupa nauczycieli, którzy wychodzą z ram. Zarażają dzieci swoimi pasjami, mają realny wpływ na ich sposób myślenia o świecie. Uczą ich rzeczy znacznie ważniejszych, niż te zawarte w podstawach programowych przedmiotów.

Taki nauczyciel jest autorytetem, którego pamięta się do końca życia. Cieszy się podziwem i uznaniem przełożonych oraz rodziców… do czasu, gdy nie zdarzy się coś złego.

Rozmawiałam dziś z mężem o jego nauczycielu geografii. Snuł opowieść o człowieku, który uczył go podstaw wspinaczki, był katalizatorem wyzwalającym realizację marzeń młodych ludzi. Wychodził z podopiecznymi ze szkolnych murów i wychodził ze strefy komfortu. W końcu tam zaczyna się rozwój, tam rodzi się pasja.

Ja taka odważna nie jestem. Powiem to bez cienia wstydu ( a może jednak z małym cieniem)- jestem zachowawcza i ostrożna. 150 razy dziennie zwracam uwagę uczniom, by zawiązali buty. Przy 151 patrzę tępo na dziecko biegnące schodami w dół wraz z gromadką innych i moja wyobraźnia projektuje nagłówki w gazetach- „uczeń szkoły podstawowej zginął, spadając ze schodów w  szkole, nauczyciel sprawujący dyżur nie dopełnił obowiązku i nie dopilnował, by dziecko poruszało się po klatce schodowej zgodnie z regulaminem”. Zrywam się w szalonym pędzie i drę się jak wariatka- zawiąż te buty dziecko! Niestety w tym czasie inny kilkunastolatek zamyka się w kabinie w toalecie, nie reaguje na moje pytania, milczy… a ja nie wiem, czy ma czarne myśli, czy już zrobił coś głupiego, czy może… robi sobie klasyczne jaja ze mnie.  Znów nie wiem do jasnej cholery, o jakim spokoju w naszej profesji się mówi!

Lekarze są w ciągłym napięciu o życie pacjenta, o zasadność swoich decyzji i ja sobie osobiście nie wyobrażam ogromu tej odpowiedzialności, my mamy tego namiastkę, a ja się nierzadko czuję skołowana jak dziecko we mgle.

Od 2003 roku jestem mieszkanką Tychów, w tym właśnie roku świat obiegła wiadomość o największej tragedii po polskiej stronie Tatr. Śnieżny żywioł wtłoczył do Czarnego Stawu 8 osób, licealistów tyskiego „Kruczka”. To jest historia, której nie da się zapomnieć, to jest dramat wielu rodzin… niewyobrażalna rozpacz i naturalnie… szukanie winnych.

Nauczyciel geografii, który był inicjatorem i organizatorem tej wyprawy przeżył i żyje z oddechem tamtego feralnego dnia do dziś. Po 16 latach sprawa uderza w niego ponownie, tym razem finansowo. Znów staje się gorącym tematem i „bohaterem” licznych komentarzy w sieci.

Ludzie przerzucają się argumentami, kłócą, jedni bronią, inni obwiniają… karuzela się kręci. Myślę, że nie nam postronnym oceniać, kto zawinił. Każdy dorosły, który wyraził zgodę na wyjście dzieci w styczniu, by zdobyły najwyższy szczyt polskich Tatr, musiał mieć świadomość, że to jest ryzyko. Rodzice, dyrekcja szkoły, kierownik wyprawy i opiekunowie- o ironio jeden z braci, którzy zginęli, był jednym z dorosłych, pełnoprawnych opiekunów. Być może dziś byłby pociągnięty do odpowiedzialności, gdyby przeżył.

Nauczyciel geografii…. ten wyjątkowy nauczyciel przez lata ceniony przez rodziców, podziwiany przez uczniów, nagradzany przez liczne organizacje, często budzący cień wstydu w środowisku mniej odważnych pracowników oświaty.

Czy warto być odważnym?

             Pamiętaj nauczycielu… będą bić brawa, dopóki splot zdarzeń i rozmaitych czynników nie doprowadzi do czegoś złego. Gdy tak się stanie… będziesz zbrodniarzem. Będziesz odpowiedzialny za tragedię… nawet po kilkunastu latach Ci o tym przypomną w sposób dla mnie niepojęty.

Ale coś Ci powiem nauczycielu… rozmawiałam przed chwilą z absolwentem tyskiego „kruczka”, który do dziś wspomina Twoją pasję, Twoje metody nauczania, Twoje zaangażowanie i sposób rozmowy z młodymi ludźmi. Rozmawiałam dziś z człowiekiem, który kocha góry… także dzięki Tobie.

 

Real foto z rodzinnego albumu 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *