Ja też będę strajkować i powiem Ci rodzicu, dlaczego powinieneś być z nami!

 

Nie lubię pikiet, strajków, wszelkich rewolucyjnych zrywów i nie lubię się zrzeszać. Nie jestem członkiem związków zawodowych, ani żadnych formalnych ugrupowań i nigdy nie byłam.

Raz w życiu byłam na manifestacji i wróciłam z mieszanymi uczuciami, a dominowała gorycz. Pisałam o tym wówczas na blogu.

Mój głos w sprawie nie robi takiego wrażenia, jak głosy moich koleżanek i kolegów, którzy pracują w zawodzie ponad 20, 30 lat i przeszli już wiele reform. Pracuję w szkole 16 rok. Droga, którą przeszłam nie była burzliwa, ale pełna zmian i ewolucyjnych kroków milowych jak dla mnie.

Na początku był entuzjazm wymieszany ze strachem… uczniowie kilka lat młodsi, ich rodzice sporo starsi, sama nie wiedziałam, kogo rozumiem lepiej. Do tego dosłownie często nic nie rozumiałam, bo ja z miasta wielkiej wieży, a oni z wiejskiej gminy na Śląsku. Mówiły gwarą, pisały gwarą wypracowania, a ja płakałam nad tym wieczorami i nie wiedziałam, cóż począć.

Potem kula śniegowa się toczyła, a mi przybywało pewności siebie i doświadczenia. Rodzice uczniów nie patrzyli już na mnie jak na smarkulę, docierałam się też z uczniami.

Dziś wiem, że jestem dobrym nauczycielem. Nie wypada mówić dobrze o sobie? Jeśli masz taką blokadę w głowie, to zmień to, bo wypada.

Wiem, jak pracować z dziećmi, żeby wyniosły z lekcji realną wiedzę i umiejętności, wiem, jak do nich mówić, żeby mnie słuchały i słyszały. Realizuję założone cele, ale zawsze na lekcji nr 1 jest dla mnie dziecko.

Dziś już wiem, że dobry nauczyciel to nie despotyczny dyktator, ale też nie koleżanka, przyjaciółka. Dziś potrafię odłożyć na bok osobiste problemy i własne emocje i być w 100% dla nich podczas lekcji.

Dziś wiem, że nie muszę być wszechwiedząca i zawsze najmądrzejsza, dziś nie wstydzę się moich słabości.

Dopiero teraz mam dystans do siebie w kontaktach z młodymi ludźmi. Wiem, że to aż dzieci i tylko dzieci.

Dziś to wszystko już mam, wiem, umiem i rozumiem, tylko jednocześnie dziś… już mi się chyba nie chce być nauczycielem.  

Piszę to z żalem, bo w dole brzucha cały czas czuję to przyjemne furgotanie na myśl o wielu cudownych momentach tej pracy, chwilach wzruszeń, zaskoczeniach, niepohamowanej radości… bo to daje praca i ciągłe obcowanie z dziećmi i młodzieżą. Oczy wpatrzonego dziecka, które mówią- jest pani kimś dla mnie ważnym, ufam pani. Towarzyszenie im w przejściu z poczwarki w motylka, w nabieraniu pewności siebie. „Trzymanie za rękę”, kiedy pierwszy raz próbują dojrzale spojrzeć na konflikty z rodzicami albo kiedy mierzą się z życiową tragedią.

Tak właśnie jest szanowna opinio publiczna… my nie tylko uczymy dzieci i to wypadałoby wreszcie zrozumieć.

Za naszą pracę chcielibyśmy być godnie wynagradzani. Wynagradzani tak, by osoba, która nie jest w związku mogła przeżyć miesiąc bez strachu, czy wystarczy jej na utrzymanie.

Macie rację, że każdy z nas może odejść do innej, lepiej płatnej pracy. Odejdzie z zawodu wielu takich nauczycieli, jak ja. Dobrych w tym, co robią.

Odejdą Ci bez pasji i ci z pasją. Mówicie o misji… zawód misyjny to jedno, a godne życie codzienne, to drugie. Misja nie zapewni nam utrzymania.

W poniedziałek spotkam się ze studentką, która będzie u mnie odbywać praktyki… ona będzie taka jak ja, te 16 lat temu. Przejdzie tę całą drogę, jeśli będzie miała dość siły i samozaparcia.

Pokażę jej wszystko, co najlepsze w tej pracy… dobrą energię na lekcji, wzajemne zrozumienie, satysfakcję, kiedy dziecko ze zdumienia otwiera oczy, że mu się udało, że potrafi.

Nie powiem o tym, co nas ciągnie w studnię czarnych myśli o odejściu z zawodu. Nie chcę tego robić i nie chcę o tym tu teraz pisać, bo wiele razy już to zrobiłam.

Wiele razy zwróciłam się na blogu do rodziców, do nauczycieli, do ministra edukacji.

Zamieściłam ten krótki wpis w odpowiedzi na pytania tych, którzy chcą wiedzieć, czy będę strajkować. Zarówno mich znajomych w pracy, jak i czytelników bloga, którzy do mnie piszą.

 

Będę strajkować, bo jeśli ze strachu wycofamy się dziś, to już będziemy bać się zawsze.

 

Będę strajkować nie dlatego, że nie podoba mi się moja praca, ale dlatego, że za tą ciężką, pełną zaangażowania i czasu (tak właśnie, czasu!) pracę powinno być godne wynagrodzenie.

 

Będę strajkować, bo się boję, że ze szkół odejdzie wielu nauczycieli z powołania, ludzi, którzy są stworzeni do tego, co robią, których kochają uczniowie i szanują rodzice. Ludzi, bez których polska szkoła będzie tylko budynkiem, gdzie wykłada się przedmiot, a potem zamyka drzwi sali i tak od dzwonka do dzwonka. Ja takiej szkoły nie chcę… jako nauczyciel i rodzic dziecka, które za chwilę rozpocznie wieloletnią edukację.

 

Mądry rodzic poprze nasz strajk i ja po ostatniej wywiadówce wiem, że takich rodziców wielu wokół siebie mam, za co im serdecznie dziękuję!

 

3 komentarze

  1. Dokładnie to samo czuję, tylko mam kilka lat pracy więcej. Jestem dobra w tym co robię ale myślę o odejściu.

  2. Za pieniędzmi strajkować się chce? A czy za młodym pokoleniem też się chce strajkować? …to gdzie ,,,,, są głosy sprzeciwu nauczycieli jeśli chodzi o seksualizację dzieci ?????!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *