Dla mnie świat się zmienił. Od nauczycielki do „dziwki Broniarza”.

 

      Tak sobie żyłam, uczyłam, pomagałam w wychowaniu, odbywałam dziennie dziesiątki rozmów z młodymi ludźmi, zawsze starałam się pracować dobrze i uczciwie. Jakimś szczęśliwym trafem mało na tej moje belferskiej drodze spotkałam rodzicielskich „hejterów”. Rodzice walczą o swoje dzieci i to jest naturalne, ja często otwierałam im oczy na realia wielkiej machiny, jaką jest szkoła. Instytucja niedoskonała, instytucja, która nigdy nie zastąpi poziomu uwagi i uważności rodziców, instytucja, która opiera się na procedurach i działa systemowo. Rodzic stara się zrozumieć i zaakceptować fakt, że jego ukochane dziecko jest wśród wielu, często musi walczyć o swoje miejsce, często jest narażone na stres…. bo tak jest w grupie społecznej. Szkoła to nie cieplarniane warunki, gdzie żaden chłód i silniejsze porywy wiatru nie zachwieją poczuciem wartości i bezpieczeństwa małej roślinki. Dać rodzicom taką świadomość i skłonić ich, by zaufali tej z pozoru bezdusznej instytucji i sile swojego dziecka…. to jedna z najtrudniejszych rzeczy w naszym zawodzie.

To, co robię zawsze i na każdym kroku, to wzmacnianie tych młodych ludzi, że potrafią, że dadzą radę, że mają swoje talenty i mocne strony, że wysiłek się opłaci, że nie można się poddawać, że są warci… . Nie wiecie jakie to uczucie, jak dziecko zaufa, podejmie próbę, uwierzy w siebie i po kilku porażkach odniesie sukces. Ten mały sukces, który dla niego znaczy więcej, niż złoty medal olimpijski.

Żeby budować w kimś poczucie wartości, samemu trzeba czuć siłę i moc sprawczą, wierzyć w siebie.  Przez lata myślałam, że wykonuję ważny zawód, że poza zarabianiem pieniędzy, daję coś tym dzieciom i ich rodzicom. Myślałam też, że warto oddać trochę siebie, swojego prywatnego czasu, dać rodzicom i dzieciom możliwość kontaktu ze mną, gdy tego potrzebują. Nie było dla mnie wielką krzywdą odbieranie telefonów i sms- ów od wystraszonych mam po południu i wieczorami. Wiedziałam też, że gdy któremuś z „moich szkolnych dzieci” dzieje się krzywda, to ono ma możliwość zwrócić się do mnie po pomoc w każdej chwili, a ja go nie zostawię. Nie raz zdarzyło się, że rozwiązywałam sprawy, które działy się poza szkołą, konflikty, kłótnie, problem obrażania się podopiecznych w sieci… to już nie są sprawy szkolne. Prawda jest taka, że rola szkoły kończy się tu na przekazaniu rodzicom i dzieciom informacji, gdzie i jak mogą szukać pomocy. Telefony do odpowiednich instytucji, przepisy prawa itd. Przekazujesz i na tym koniec.

To Ty rodzicu masz zabrać dziecko do psychologa, psychiatry, zorganizować mediacje, spotkać się z rodzicami ewentualnego agresora lub ofiary twojego dziecka. Ja jestem tylko nauczycielką…. wskażę Ci drogę, możliwe rozwiązania, ale nie będę działać za Ciebie.

Ilość hejtu, jaki przeczytałam na przedstawicieli mojego zawodu, nie jest mi obojętna!

Kto ma pomagać Twojemu dziecku? Kto ma je ratować?

Darmozjad, leń, nieudacznik życiowy, pusty bak, czy idiotka, która dobrze wiedziała, na jaką pracę się pisze, więc niech teraz nie marudzi i nie narzeka, tylko robi swoje.

Od kogoś takiego wymagasz dyspozycyjności? Od kogoś takiego oczekujesz empatii i profesjonalizmu?

Za dużo zadań domowych? Uwzięłam się na Twoje dziecko? Jestem wredna i zawistna? Uwierz mi, że z wielką ochotą z tych zadań domowych całkowicie zrezygnuję. Jeśli za dużo wymagam, mogę przestać. Twoje dziecko będzie mieć 5, a ja święty spokój, a przecież jestem leniwym pustakiem.

Jak słabo napisze egzamin zewnętrzny…. pisz skargę na  Centralną Komisję Egzaminacyjną, że taka bezduszna, zero empatii, jak można takie trudne testy dzieciom robić?

Powiem szczerze, że dominują we mnie dwa uczucia żal i poczucie zagubienia.

Pierwszy raz zdarzyło mi się, że ktoś nazwał mnie „dziwką” w piekarni, gdy kupowałam chleb. A wszystko przez to, że zapomniałam odpiąć znaczek „Strajkuję”. Tyle wystarczy i nie powinno mnie to dziwić. Skoro można być dziwką z powodu wyznania, koloru skóry, poglądów politycznych, to dlaczego nie z racji wykonywanego zawodu?

Nie miałam wtedy siły na to zareagować, chyba nie było też sensu. Być może dziecko tego pana wchodzi codziennie w mury szkoły, gdzie pracuję. Być może to jest ten chłopiec, którego ratowałam kanapką, bo zapomniał albo ta dziewczynka, która wypłakała mi się w rękaw, bo nikt jej nie lubi.

Wolę jednak myśleć, że ten pan nie ma dzieci i nigdy ich nie obrazi.

               Nigdy nie miałam złudzeń, że nasz zawód jest szczególnie ceniony. Reakcja otoczenia na fakt, że pracuję w szkole bywała specyficzna. Nie czułam się z tym źle, bo robiłam to, co lubię, co sprawia mi satysfakcję. Zarobki niskie, odkąd zostałam nauczycielem dyplomowanym szansa na wyższe odeszła w siną dal, ale to było moje miejsce.

Dziś świat wokół mnie jest inny. Moje poczucie, że robię coś ważnego, zachwiało się tak bardzo, że odejście z zwodu jest bliską i realną wizją. Nie chcę uczyć i wspierać dzieci tych, którzy nazywają mnie pustakiem, idiotką i leniem. Boję się, że moi podopieczni takie opinie o mnie słyszą w domu, czytają w Internecie. Nie ma szans na budowanie dobrej relacji wobec takich okoliczności.

               Jutro wejdę w mury tej samej szkoły, stanę przed tymi samymi dzieciakami, ale to już będę inna ja.

Nie obawiajcie się rodzice ( wiem, że niektórzy mnie czytają), nie będę gorzej Waszych dzieci traktować, nie będę gorzej ich uczyć. Na lekcjach wychowawczych pokażę im zagrożenia, możliwe skutki złych decyzji i drogi, którymi mogą pójść, gdy ktoś je krzywdzi, tylko na tym skończy się moja rola. Tylko tyle jestem w stanie zrobić dla nich w szkole. Od reszty jesteście Wy.

Od setek rodziców z całej Polski dostałam lekcję zdrowego rozsądku, pokazali mi przysłowiowy środkowy palec. Pora się zatem opamiętać i robić to, co do mnie należy, a całą resztę zostawić tym setkom!

 

 

6 komentarzy

  1. Rozumiem co piszesz i też się w zasadzie tak czuję. Jak powiedziałby czech: „To se nevrátí”.
    Ale trzeba było takiej sytuacji, aby choć jednego nieświadomego nawrócić, a wież mi jest ich „kilku”.
    Oczywiście pokazały się też prawdziwe uczucia co niektórych, ale …nic to…
    Myślę, że do końca tego roku szkolnego musimy to jakoś przetrwać, a po wakacjach wróci w Nas niedoceniana empatia i sympatia.
    Przepraszam za nieco chaosu w moim komentarzu, ale ja to umysł ścisły i tak pięknie jak Ty nie umiem pisać.
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysiek

  2. Współczuję nauczycielom, w szczególności młodym, którzy mało zarabiają. Z drugiej strony uważam, że najwyższe pensje sa zbyt wysokie. Jedna moja znajoma uczy wf i zarabia 2900 zl miesiecznie na rękę +dodatki. To jak na pracę w budżetówce bardzo dobre pieniądze. Nie rozumiem jednak dlaczego nie odejdziecie teraz od nauczania. Przecież jeżeli jesteście dobrymi specjalistami w danej dziedzinie, to łatwo dostaniecie prace gdzieś indziej. Po tym co zrobiło ministerstwo uważam ze powinniście zmienić prace i nie martwić sie o resztę. No chyba że jesteście mierni i o tym wiecie. To siedzcie dalej w szkołach za psie pieniądze.

    1. Pensję nauczyciela wf („ach! och! jakie on niby klasówki po godzinach sprawdza!?”) przyrównywać należy nie do budżetówki, a do trenera fitness – przy czym trener ma o wiele łatwiej, bo trenujący CHCĄ ćwiczyć. A jeśli znajoma zarabia tyle, to jest szczęściarą – obiektywne dane są w rocznych sprawozdaniach centrów oświaty, większość ma tyle, ale brutto.
      Z drugiej strony – jeśli nauczyciele odejdą, będzie jak w kwietniu – dzieci zostaną puszczone w samopas, uczone przez tych, którzy się do niczego nie nadają. Na szczęście jest jeszcze sporo nauczycieli z powołania, którzy nie mają serca zostawić swoich uczniów na pastwę tych „z przypadku”.
      Gdyby tak łatwo było nauczać, uczylibyśmy dzieci w domu, sami.

      1. Hmmmm nie do konca rozumiem, czemu nie mozna porownywac pensji do innych na posadach panstwowych. Ja pracuję w urzedzie, mam wyksztalcenie prawnicze, siedze od 8-16, prace tez zabieram do domu, bo terminy gonią (jak sie nie wyrobie ze sprawami i odwiedzi mnie kontrola to moge polecieć) i zarabiam 2567zl na reke po 16 latach pracy. Jeszcze wrócę do tego co piszesz, skoro należy nauczycieli wf porownac do trenerów fitness, to niech ida na prywate i swoje kompetencje pozwola zweryfikowac wolnemu rynkowi. Cos mi sie wydaje, ze do mojej kolezanki nikt by nie przyszedl, bo nawet nie wyglada jak specjalistka po awf. Jedyne co to uwazam, ze mlodzi nauczyciele zdecydowanie za malo zarabiaja, bo jak tu zyc za mniej niz to 1600 zl miesiecznie?

  3. Bardzo dobra polemika @Zbychu. Niestety jak widzisz bez odpowiedzi. Właśnie dla tego gardze nauczycielami- są głupi jak buty, nawet nie odpiszą. Sam uważam, ze nie powinni dostać podwyżek, nie ważne czy młodzi czy starzy. Jedyne co bym im dał to soli na oko, ścieżkę zdrowia i z dzialka wodnego- kiedys to bylo he he. Cóż moge powiedziec, trzeba bylo sie uczyc a nie na łatwiznę isc drodzy pedagodzy.

  4. Smutek, łzy i żal leje się z każdej linijki tekstu.
    Poczucie niesprawiedliwości, bezsilność, konsternacja. Subiektywne niesprawiedliwe oskarżenia.
    Serce się kraje. Popieram i łączę się w bólu. Rozumiem.

    Niestety inaczej nie będzie. To jest gigantyczny koszt jaki każdy musi ponieść z osobna. W zależności od własnej wrażliwość poziom cierpienia jest inny. Taka jest polityka i tacy są ludzie. Świadomość społeczna karmi się uproszczeniami, a stereotyp to prosty i łatwy drogowskaz kształtujący nasze myślenie i czyny. Często krzywdzi. Nie twierdzę, że jest zły.

    Kończąc. Rozumiem i popieram. Apeluje o rozwagę i odrobinę sprytu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *