Ostrzegam cię rodzicu- nie zatrzymam noża!

               Jest takie zjawisko jak… przeciążenie negatywne. U mnie ciężarkiem, które przechyliło szalę, jest obarczanie winą dyżurującego nauczyciela za śmierć dziecka, które zostało brutalnie zasztyletowane w szkole przez kolegę, działo się to na przerwie. Inne ciężarki na szali?

Przeglądam się w waszych oczach, w oku kamery wielkich stacji telewizyjnych, w nagłówkach gazet, w oczach ludzi, którzy mówią, piszą i krzyczą, i którzy tak bardzo mnie nienawidzą.

Od czasu strajku cały czas mam śmierdzące, posklejane włosy… waszymi wymiocinami, pomyjami, których całe litry lały się nam na głowę. Czuję ich zapach, gdy uczę wasze dzieci. Niby ta sama sala, te same zapatrzone we mnie oczy, te same emocje i kontakt z uczniami, ale inna ja. Coś tu jest bardziej lepkie, a w moim sercu…. mniej miłości do tego, co robię.

Jednak jestem tu i otaczam młodych ludzi opieką, wspieram, przekazuję wiedzę, rozmawiam o życiu, problemach dziecięcego świata, słucham zwierzeń, a jak trzeba, to mocno przytulam. Chciałabym nie pamiętać przeczytanych słów, wyzwisk w piekarni, spojrzeń pełnych pogardy i komentarzy w mediach. Chciałabym to wyciąć i żyć dalej, robić to, co robię od kilkunastu lat i wiem, że robię to dobrze.

Nie da się zapomnieć, bo nagonka na nauczycieli trwa w najlepsze i końca nie widać.

        W jednej z warszawskich szkół uczeń 7 klasy pozbawia życia gimnazjalistę. Porachunki młodocianych. Może finansowe, może uczuciowe, tego nie wiem. A może napastnik to zdemoralizowany małoletni, których w każdej polskiej szkole publicznej mamy kilku na stanie?

Dokładnie tak, jak czytacie… zjawisko demoralizacji jest obecne wszędzie i cudowna reforma Zalewskiej go nie wyeliminowała. Dyrekcja nie może ucznia relegować, bo według niej i grona stanowi zagrożenie. Jest dzieckiem rejonowym i musi w szkole być. System jest niewydolny.

Po wszczęciu żmudnych procedur mija wiele czasu, nim machina ruszy. Mija wiele dni, podczas których w spoconej dłoni wciśniętej w kieszeń skrywa się żyletka, skalpel lub nóż. W głowie buzują emocje, a w organizmie szaleją hormony. Nie ma szkoły wolnej od zagrożenia przemocą, pójdę dalej…. nie ma szkoły bez przemocy.

Pracuję uczciwie od 17 lat. Dyżur to dla mnie chleb powszedni- biegające z prędkością ponaddźwiękową dzieci, bójki, skoki ze schodów, zalane toalety, zaginione portfele i plecaki, łzy samotności, rozpaczy i lęku. Jestem jak pies myśliwski, który wszystkie zmysły ma podporządkowane temu, co wokół mnie. Wyczuwam, gdy w toaletach jest awantura i wiem, że muszę szybko interweniować, jednocześnie wiem, że cały korytarz jest mój i nie mogę skupić uwagi dłużej na jednym miejscu. Od tych 17 lat z lękiem myślę, co się stanie, gdy nie dam rady… zareagować odpowiednio szybko i skutecznie.

Po tym, co przeczytałam na temat tragedii w warszawskiej szkole, czuję się w obowiązku lojalnie ostrzec cię rodzicu, że… nie obezwładnię żadnego ucznia od 7 klasy wzwyż, który brutalnie zaatakuje twoje dziecko. Nie mam broni, nikt mnie na takie sytuacje nie przygotował i nie wyposażył w narzędzia. Nie mogę rewidować dziecka i kazać mu wyjąć zawartości plecaka lub kieszeni, bo kim ja jestem? Nie zatrzymam lecącej kuli, ani silnej pięści. Nie będę z twoim dzieckiem w kabinie w toalecie, gdy postanowi zrobić sobie krzywdę. Znajdę ja za jakiś czas, mam nadzieję, że zdążę.

Im mniej mamy praw, tym jesteśmy słabsi. Wywalczyliście dzieciom całkowitą autonomię i nietykalność, ciągacie nas do kuratorium i rzecznika praw dziecka za obrazę jego uczuć, bo kazaliśmy mu oddać podejrzaną tabletkę albo odebraliśmy telefon, gdy próbował kogoś nagrać. Zatrzymać biegnące dziecko mogę tylko werbalnie, nie mogę go dotknąć, zastawić mu drogi, nie mogę naruszać nietykalności, ani ograniczać swobody jego ekspresji, bo ty rodzicu przyjdziesz ze skargą.

To broń obosieczna. Pamiętaj, że nie znajdę też noża u kogoś, kto ma porachunki z najważniejszą dla ciebie osobą na świecie. Ja nic nie mogę, bo kim ja jestem?

Wykastrowaliście nas z możliwości działania i interweniowania. My nie będziemy ryzykować. Zrobimy tylko tyle, ile nam wolno i ile zdołamy. A dla napastnika…. też będziemy delikatni i kulturalni.

               Szala uderzyła mocno o blat moich wątpliwości. Już chyba nie chcę, kolejnych tysięcy przerw i tego lęku, że to ja będę winna.

16 komentarzy

  1. Rozumiem i współczuję temu nauczycielowi z dyżuru. Tylko w takim razie nie na.miejscu są wasze głosy, że jestescie odpowiedzialni za zdrowie i życie. Bo skoro nie macie mocy,żeby zapobiec tragedii, a po tej tragedii twierdzicie (skądinąd słusznie), że nie jesteście w stanie nic zrobić,to co to za odpowiedzialność? Zlikwidować te fikcję.

    1. Nie wiesz co by się działo w szkołach gdyby nie to poczucie odpowiedzialności za dzieci. Fizycznie nie jesteśmy w stanie bronić. Wychowawczyni mojego syna miała dłoń w gipsie bo broniła go przed dusicielem (1 klasa podstawówki!). Mało tego że rodzice dusiciela wszystkiemu zaprzeczają. Grono pedagogiczne tej szkoły twierdzi że udawała!!!
      Ucznia nie można ze szkoły wyrzucić, bo przecież musi być edukacja włączająca, dzięki deformie.
      Zgłosiłam na policję ds.nieletnich. Okazało się że matka dusiciela od czci i wiary mnie odsądza. Ona również nie wie że brak terapii jej syna to broń obosieczna.

    2. Sęk w tym, że jesteśmy odpowiedzialni, ale prawnie nie możemy nic zrobić, gdyż głupie przepisy pani minister nie pozwalają nam na nic. Nie można zajrzeć do plecaka ucznia ani zabrać mu niczego, nawet telefonu, nie można go dotknąć, bo stanie mu się krzywda (według mamusi) lub (nie wiem co gorsze) pozwie nauczyciela za molestowanie. Ale prawnie, to my ponosimy odpowiedzialność, jeśli dziecko wyciągnie ze swojego plecaka nóż i dźgnie kolegę.

  2. Niektóre skandynawskie szkoły nie prowadzą dużurów nauczycieli na przerwach. Uznają, że dzieci odpowiednio wychowane są w domu. To rodzice ponoszą odpowiedzialność za dzieci w szkole. Jedna ze szkół jes na wysokim fiordzie, gdzie nie ma nawet barierek ochraniających i oczywiście brak nauczyciela dyżurującego.

    Info z internetu

  3. Miesiąc temu rozrywalam dwóch osiemnastolatkow. Nikt mi nie pomógł i cudem wszyscy wyszliśmy cali z tej kotlowaniny. I też mam dość żeby chronić wykolejencow w szkolach

  4. Mam te same odczucia. Mam 27 dzieci w klasie. Pierwszej. Przemoc fizyczna i psychiczną jest na porządku dziennym. Jak wracam do domu to bolą mnie ramiona bo muszę bronić ich przed sobą. Staje im na drodze, żeby się nie pozabijali. To są realia. I to jest pierwsza klasa szkoły podstawowej.

  5. To prawda – w zeszłym roku próbowałam zatrzymać chłopca skaczącego ze sceny na inne dzieci. Grożono mi w zamian kuratorium. Rodzic nawet nie chciał pójść ze mną w miejsce, gdzie mogła się wydarzyć tragedia. Od 1.09 nie będę juz pracować w szkole.. Mam dość.

  6. Dziękuję za wpis. Podzielam rozgoryczenie i wątpliwości. Od dłuższego czasu ciągle mam nieodparte wrażenie, że każdy głos rozsądku dotyczący szkoły i nauczycieli to głos wołającego na puszczy.

  7. Nie jestem nauczycielem, w pełni popieram każde słowo, to prawda, nauczyciele zostali pozbawieni wszystkiego, a za całokształt pracy są szkalowani, i obrzucani błotem.
    Mamy obecnie efekt bezstresowego wychowania.

  8. Znowu oskarżanie polityków że czegoś nie dali. Nie wierzę żeby jakikolwiek nauczyciel obezwładniał wariata z nożem. Do tego trzeba lat ćwiczeń i odwagi. I nikt nie wymaga takich poświęceń od nauczycieli. Nauczyciele mają uczyć, a nie dawać się ogrywać jak uczniaki różnym partiom.

  9. Jestem mamą ósmoklasistki. Zawsze byłam z Wami, nauczycielami. Jest też druga strona: dużo rodziców, którzy Was rozumieją i wspierają. I tak będzie choćby nie wiem, co.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *