Nauczycielu…jesteś na podsłuchu!

   Tak moi drodzy, nikt z nas tego nie chciał, ale postęp technologiczny ograniczył naszą prywatność w kontaktach z podopiecznymi do zera. Skąd taka śmiała teza? Naoglądałam się filmów fantastycznych?

No to patrz, czytaj! Poniżej dialog z matką jednego z uczniów, którego mam zaszczyt kształcić z zakresu literatury oraz tajników języka polskiego.

– staram się dotrzeć do syna, ale nie jest łatwo,

– rozumiem, ja też z nim odbyłam rozmowę w tym tygodniu, faktycznie jest zagubiony, ale nie jest przecież z tym sam,

– wiem, słyszałam,

– yyyyyy, ale nie rozumiem, o czym pani słyszała?

– słyszałam tą rozmowę, bardzo pani dziękuję za poświęcony czas,

(Moja mina wyraża mieszaninę szoku, zdziwienia i wątpliwości, czy mama małego K nie jest aby niepoczytalna)

(Na ratunek przychodzi płynące z jej ust wyjaśnienie)

– kupiłam synowi zegarek z nasłuchem otoczenia, on nie wie, kiedy go słucham, no i nie tylko jego.

No i co ty na to nauczycielu drogi? Masz już wkurw poziom 500, czy spokojnie żujesz źdźbło lipcowej trawy i myślisz- mnie to nie dotyczy? Zielenina zdrowa, to żuj, ale naiwny nie bądź, bo dotyczy! Dotyczy nas wszystkich. To był maj, więc do końca roku szkolnego miałam zegarkową nerwicę, patrzyłam na ręce moich uczniów i zastanawiałam się, ilu z nich ma jeszcze ten wynalazek.

W sumie to te nerwy były średnio uzasadnione, bo NAPRAWDĘ nie mam powodu do niepokoju 😊. Ty zapewne też. Nie prowadzimy z uczniami niestosownych rozmów, podczas lekcji zachowujemy się profesjonalnie, czasem pożartujemy, czasem jesteśmy groźni, ale nie pada z naszych ust nic, co byłoby dla nas jakimś zagrożeniem. No chyba, że jakiś rodzic byłby totalnym sztywniakiem, który kompletnie nie łapie żartu lub ironii, to  mógłby przybiec do dyrektora z pretensjami….. albo i z nagraniem, bo może toto nagrywa, nie wiem. 😉

Jakoś zostawiłam ten temat za sobą, bo klasyfikacja, koniec roku, wakacje itd. Czemu teraz do mnie wrócił? Wrócił, bo zaczęłam przeglądać ofertę zegarków z funkcją telefonu dla mojego syna.

Spokojnie…. nie chodzi o smartwatch z dostępem do Internetu, nie chcę też dawać dziecku telefonu, chodzi mi o jeden guzik w zegarku, żebym mogła go nacisnąć i powiedzieć- Borys wracaj do domu. Jestem leniwa i nie chce mi się już biegać po całym osiedlu za nim, a moje dziecko tego lata rozpoczęło życie towarzyskie na pełnych obrotach.

Jest osiedlowa banda, są wędrówki, podchody, tajne bazy, rowery, hulajnogi, wyprawy nad okoliczne stawy, place zabaw, odwiedzanie się nawzajem w swoich domach i ogródkach. My z P zdecydowaliśmy, że pozwalamy B na pewne rejony osiedla, które może eksplorować sam. Owszem, jest w nas strach, bo są ulice, samochody, źli ludzie i inne zagrożenia, ale chcemy, żeby miał normalne dzieciństwo, takie jak nasze. Podejmujemy ryzyko i wierzymy, że to dla niego i jego rozwoju jest ważne. No i ta magia dzieciństwa z własnymi sekretami 😊.

Zatem kierowana lenistwem naiwnie wierzyłam, że ktoś wyprodukował prosty zegareczek z miejscem na kartę sim i funkcją wprowadzenia 2 numerów, na które można zadzwonić. Po krótkim przeglądzie rynku okazało się, że owe zegarki są niemal wszystkie wyposażone w GPS, żeby śledzić dziecko na mapie oraz w funkcję nasłuchu otoczenia. No i tu mi wróciła świadomość z maja… nasłuch otoczenia. Taki zegareczek kosztuje od 80 do 250 zł. Żaden ogromny wydatek dla rodzica, a jakie możliwości 😉. Jedno cyk i już słyszymy, jak pani z matematyki z zaangażowaniem wyjaśnia tajniki geometrii. Jedno cyk i dokładnie wiemy, gdzie dzieciory z osiedla mają swoją „tajną bazę”, no bo ich słodką tajemnicę właśnie unicestwiliśmy, śledząc mapę z oznaczoną lokalizacją naszej pociechy.

Zatem… licho nie śpi, a Ty nauczycielu miej świadomość, że prywatność relacji z uczniem właśnie odchodzi do lamusa.

Nauczyciele mojego syna nie muszą się obawiać, znalazłam model bez tego cholernego nasłuchu, a z funkcji GPS nie będę korzystać. Dlaczego? Po konsultacji ze znajomą, która jest psychologiem dziecięcym, wiem, że dzieci na wirtualnej smyczy szybko orientują się, że nie muszą się martwić tym, gdzie są, rodzice i tak po nich przyjadą wszędzie. Te dzieci nie czują odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo i wydaje im się, że nic im nie grozi. Nie chcę robić z dziecka kaleki, orientację w terenie ma bardzo dobrą. Niedawno zgubił się w ogromnym hotelu, wysiadł na złym piętrze, poszedł gdzieś korytarzami, zorientował się, że jest nie tam, gdzie zmierzał. Dziecko pomyślało strategicznie- poszukało windy, zjechało na poziom 0, bo tam jest recepcja i dopiero stamtąd znów wyruszyło do celu. Gdyby miał świadomość, że my zawsze wiemy, gdzie jest…. jak myślisz, co by zrobił? Gdy ktoś myśli za nas, my już nie musimy.

Kolejną kwestią jest fakt, że dziecko, które jest zaprowadzane i odbierane ze szkoły, bo jest jeszcze na tyle małe, że nie idzie samo, nie potrzebuje takiego urządzenia. Zegarek będzie mu służył tylko na samodzielne wyprawy.

Nasłuch to dla mnie rzecz absurdalna, to tak niezdrowa ingerencja w prywatność wielu osób, że nie rozumiem, po co to komu?

Zastanawiam się, czy szkoły nie powinny zakazać takich praktyk rodzicom. Zdarza się… niestety, że musimy chronić dziecko przed czymś bardzo złym, co dzieje się w jego domu. Zdarza się, że niezbędna jest rozmowa nieletniego z psychologiem, policją, prokuratorem, dziecko ma prawo do prywatnej rozmowy, której nie musi słyszeć rodzic!

A ty nauczycielu? Czy masz prawo do prywatności w relacji z uczniem? Może Ty masz jakieś zdanie na ten temat, bo ja już się pogubiłam.

 

4 komentarze

  1. Temat mi bliski… bo już przeglądaliśmy kilka razy oferty – na szczęście prowodyrowie zostali przyłapani w klasyczny sposób; pozostała tylko malutka blizna i niesmak, że „przepraszam” z ust oskarżających nie padło i że zwątpiłam we własnego syna. Ale… kusiło, kusiło mocno. I czasem nadal kusi, by iść na łatwiznę i wreszcie się wiedzieć do dokładnie się dzieje na przerwach.

    Podobnie z lokalizowaniem dziecka – zwłaszcza takiego, które ma masę pomysłów. Po różnych przebojach, radzeniu się znajomych rodziców, wielu rozterkach – prościej (i taniej) wyszło porozmawiać, co nowego nasi milusińscy odkryli (a jest tego MASA!), niż szukać na którym piętrze galeriowca znaleźli otwartą kanciapę na klub 😀

    Co do zakazów… Zakazy są (cytat ze statutu naszej szkoły „Uczeń ma obowiązek (…) całkowitego zakazu korzystania na terenie Szkoły z telefonów komórkowych i urządzeń elektronicznych w szczególności dyktafonów, MP-3, MP-4, smartwatchy. Urządzenia te muszą na terenie Szkoły być wyłączone i schowane w niewidocznym miejscu lub zamknięte w szafce.”), ale „przepisy są po to, żeby je łamać”
    Kto chce podsłuchiwać i tak podsłucha, byleby tylko nie zraził podsłuchiwaniem znajomych dziecka do kontaktów z nim 🙁

    1. Owszem, zapis w statucie jest, tylko gadżety elektroniczne pojawiają się tak szybko, że człowiek nie jest już w stanie odróżnić, co jest zwykłym wskazówkowym zegarkiem, a co smartwatchem, co jest długopisem, a co elektronicznym papierosem, co jest bransoletką, a co… inteligentną bransoletką. 🙂 Coraz trudniej egzekwować tego typu zapisy.
      Pozdrawiam serdecznie!

  2. Ja się zastanawiam co na to RODO? Czy ktoś obcy ma prawo słuchać MOJEGO dziecka w czasie lekcji? Poeinien chyba najpierw mieć moja zgodę. Tsk jak i zgodę na nagrywanie. Czyż nie?

    1. Co do nagrywania sprawę regulują przepisy, nasłuch w czasie realnym jest nieuregulowany prawnie. W coraz większej ilości krajów UE zegarki z nasłuchem zostały wycofane z rynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *