Szkoła jak plastelina, ulepmy ją sobie od nowa.

         Jest wielka akcja społeczna- dzieci są przemęczone, program przeładowany, zadania domowe za długie i zbyt wymagające, lekcji za dużo, godziny nie takie i wiele innych. Z niektórymi z tych stwierdzeń trudno się nie zgodzić, znacie moje zdanie na temat tragedii podwójnego rocznika i nieetycznie późnych godzinach lekcji w niektórych szkołach ponadpodstawowych. Wiecie też, jeśli mnie czytacie dłużej, że nie jestem fanką czasochłonnych, trudnych zadań domowych, które potem gremialnie robi cała rodzina. Podstawy programowe są niezbyt przemyślane, dzieciom ładuje się do głów masę rzeczy zbędnych, zamiast położyć większy nacisk na kompetencje miękkie i społeczne- bo to największy deficyt obecnych cyber dzieciaków.

Mimo tego, co powyżej, jakoś nie potrafię stanąć murem za krzyczącymi rodzicami 10, 11, 12 latków, że ich dzieci z powodu szkolnych obowiązków nie śpią, chorują i nie mają czasu na beztroskie dzieciństwo.  No nie potrafię, bo stałabym w sprzeczności z własnymi odczuciami, które nie biorą się znikąd. Ja z takimi dziećmi pracuję codziennie, rozmawiam, obserwuję, słucham z uwagą, co do mnie mówią.

Do tego wszystkiego dochodzi wspomnienie naszego pokolenia i tego, czego nas uczono w szkole, jak uczono, czego wymagano i ile zadawano do domu.  W żadnych cieplarnianych czasach ani warunkach edukacji nie nabywaliśmy. Pamiętam jak dziś… wkuwanie na pamięć wierszy i piosenek, ślęczenie wieczorami nad słupkami cyferek, czytanie masy lektur, bo kartkówki z ich treści były tak szczegółowe, że robiąc taką dziś, na drugi dzień miałabym kolejkę rodziców z pisemną skargą do dyrektora. Na szczęście nie mam takich szalonych pomysłów i nie uważam, by katowanie dzieci takimi szczegółami miało jakikolwiek sens i rację bytu.

No to o co chodzi? Dlaczego dzisiejsze dzieci masowo mdleją ze zmęczenia z powodu przeładowania szkolnymi obowiązkami?

Mam kilka pomysłów i chyba wszyscy powinniśmy wziąć je pod rozwagę.

  1. Przebodźcowanie, które prowadzi do percepcyjnego przemęczenia. Brzmi naukowo nie? 😉 A tak mi to jakoś spod palców wyleciało. Napiszę jednak wprost- wokół dzieci tyle się dziś dzieje, że one nie są w stanie już nic przyswoić pamięciowo. Gry, laptopy, konsole, media społecznościowe, tysiące wymienianych wiadomości każdego dnia, masa kolorowych, migających, skaczących krótkich komunikatów i ikonek. Jednym słowem w głowie panuje taki za przeproszeniem „burdel”, że dzieciak ma pod koniec dnia ochotę wrzeszczeć z niemocy, jak mu matka lub ojciec kładą przed oczami podręcznik do biologii i każą szybko opanować pamięciowo kilka tematów, bo następnego dnia jest kartkówka. Niestety, my rodzice musimy znaleźć w sobie jakąś kosmiczną siłę, żeby tego kilkulatka wziąć na spacer, a kilkunastolatka zmobilizować, by zostawił telefon i wyszedł z domu. Odciął się na chwilę od technologii i my też to róbmy jak najczęściej.
  2. Zorganizowane aktywności po lekcjach. Nie są złe, rozwijają, zapewniają zorganizowany czas, który skutkuje nowymi umiejętnościami. Jestem za, tylko nie codziennie i nie w takiej ilości, że dziecku zostaje godzina przed snem na relaks i jeszcze do tego zadania domowe. Kochani rodzice nie chcę was rozczarować, ale priorytetem jest edukacja szkolna, jakkolwiek byście jej nie oceniali. Zajęcia dodatkowe mogą być wtedy, gdy dziecku starcza na to czasu. Jeśli natomiast uznacie, że kariera sportowa, umiejętność władania kilkoma językami, czy udział w talent show jest priorytetem dla was i waszego dziecka, nie wymagajcie od niego samych 5 z każdego przedmiotu. Kiedy ono ma te zadania robić? Kiedy ma się nauczyć na te 5??? Wymaganie od szkolnictwa publicznego, by obniżało poziom, bo wasze dziecko musi mieć czas na samorozwój, jest absurdem. Dokonajcie wyboru, bo inaczej wpędzicie młodego człowieka w deprechę jak nic.
  3. Permanentne przemęczenie zbyt małą ilością snu. Nie wmówicie mi, że dzieci mało śpią, bo w nocy się uczą. Każde dziecko zapytane przeze mnie, dlaczego wygląda na niewyspane, odpowiada szczerze- a proszę pani, grałem w nocy, bo mnie tak wciągnęło. W opcji bardziej powściągliwej uśmiecha się znacząco z wypiekami na twarzy i spuszcza oczy w poczuciu, że robiło coś, czego nie powinno. Drodzy rodzice wasze dzieci śpią często po 4 godziny, a wy nie macie o tym zielonego pojęcia. Potrafią leżeć z komórką pod kołdrą i pisać ze sobą na grupie do 2.00 i dłużej. Ja to wszystko wiem z najbardziej bezpośredniego źródła.
  4. Słuchanie o tym, jaka szkoła jest zła. Ten ostatni punkt to tak na dokładkę. Kochani nic tak nie demotywuje, jak świadomość dziecka, że rodzice stoją w kontrze ze szkołą i nauczycielami. Jak nie ma wspólnego frontu i wzajemnego szacunku. Gdyby 11 letnia Ewa słyszała od swojej mamy Haliny, że ci nauczyciele są do dupy, uczyć nie potrafią, oj to Ewa by też miała w dupie tę całą szkołę. Nic by to nie dało, że Halina by się potem na nią darła i dawała kary za każdą 4, że nie jest 5. Ewa miałaby po kokardy i tej niepotrzebnej szkoły, i tych durnych nauczycieli, i tych z gwiazd wziętych wymagań matki. Nie wszystko, co jest w waszych głowach, muszą słyszeć wasze dzieci. Oj pisałam już o tym nie raz.

Wychodzi na to, że nasze dzieciństwo bez technologii, ale i bez nadmiernej presji rodziców na sukces dawało nam czas na najnormalniejsze w świecie aktywności, czyli podwórko, zabawę i szkolne obowiązki, których wcale nie było mniej, niż dziś.

Ten post to „rozważania na temat” i uwierzcie mi, że sama nie wiem, czy to szkoła powinna się zmienić i dopasować do dzisiejszych dzieci i ich trybu życia, czy jednak powinniśmy my rodzice trochę wyhamować i otrzeźwieć w pewnych kwestiach? Nie wiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *