Nikt nas nie uczył na studiach, jak, patrząc w oczy dziecku choremu na raka, tłumaczyć odmianę rzeczownika przez przypadki.

Nikt nas nie uczył, jak rozmawiać z rodzicem, który sam ze sobą sobie nie radzi, którego zagubienie sięga dna poczucia bezsilności. Rodzicem, który nieświadomie nakłada maskę agresora i walczy…z nami, z systemem, z władzą, z procedurą, wreszcie z własnymi lękami i ograniczeniami.

Nikt nam nie mówił, że będziemy leżeć nocą i myśleć o uczniu, o jego życiu, które tak dalekie jest od naszego. Że czasem będziemy się bać… o jego bezpieczeństwo. Najmniej ważne będzie, czy pokaże nam następnego dnia zadanie domowe, ważne, że nie będzie miał oczu spuchniętych od wielogodzinnego płaczu.

Była dydaktyka i psychologia rozwoju dziecka, niewiele to miało wspólnego z światem, w którym orbituję od 17 lat.

Czytaj dalej

    Po pierwsze, to nie ma takiego przedmiotu. Jest nieobowiązkowy przedmiot, którego nazwa brzmi „Wychowanie do życia w rodzinie”. Serio! Mam znajomych, którzy nie wiedzą, zatem tłumaczę. Są tam realizowane bloki tematyczne, także te dotyczące seksualności, fizjologicznej różnicy płci, dojrzewania płciowego itp.

Tak się zastanawiam, dlaczego miałoby to być zakazane, wycofane, czy jakikolwiek edukator seksualny miałby być obarczony winą i karą? O co ten hałas, dyskusje, wzajemnie oskarżenia i siermiężny lament, skoro to nawet nie jest dziś obowiązkowe?

My rodzice, mamy masę dylematów związanych z wychowaniem swoich pociech, to dobrze o nas świadczy. Kwestie związane z intymnością są delikatne, trudne i oddalamy je w czasie, jak tylko się da.

Znów mówię dziś do Was Rodzice ?.

Poniżej przedstawię ważne moim zdaniem powody, dlaczego edukacja seksualna w szkołach jest potrzebna. Opieram się na pewnych faktach z moich doświadczeń zawodowych, rozmów, obserwacji, korespondencji moich nastoletnich wychowanków, z którą sami do mnie nie raz przychodzili, szukając pomocy i wsparcia.

Czytaj dalej