Bliskie relacje w czasach izolacji.

       Nie wiem, jak to się stało, ale czas pandemii i zdalnego nauczania zbliżył mnie jak nigdy z niektórymi rodzicami i uczniami. Też tak macie moi znajomi z belferskiego świata?

Co za paradoks, od kilku miesięcy siedzę w domu, nagrywam lekcje na YT, rozmawiam z dziećmi tylko poprzez błękitną poświatę cyfrowych pikseli lub komunikując się za pomocą poczty elektronicznej. Nie widzimy się, nie czytamy emocji ze swoich twarzy, oczu, mimiki, gestów. Bałam się i cały czas się boję, że ten dziwny czas odsunie mnie od nich całkowicie, stracimy więź, wypadniemy z rytmu swojej wzajemnej codzienności. Niestety w przypadku niektórych dzieci tak się stało, oni mi powoli znikali, traciłam ich z lekcji na lekcję, z wiadomości na wiadomość, przestały dochodzić do mnie zadania, komentarze, niekiedy interwencja telefoniczna dawała efekt, ale czasem…rozbijałam się o ciszę lub rodzinne tragedie tych małych ludzi.

Niespodziewanie dla mnie stałam się uczestnikiem wielu trudnych emocji moich uczniów i ich opiekunów. Dzwoniąc, dowiadywałam się, że ktoś kogoś stracił, ktoś się boi, ktoś się opiekuje chorą babcią, a ktoś sam jest chory. Przez te miesiące izolacji odbyłam więcej rozmów z bliskimi moich uczniów, niż kiedykolwiek. Najbardziej dotkliwa jest bezradność, bo czasem można wesprzeć jedynie słowem, ale już sam fakt, że ktoś powierza mi tak osobiste problemy, jest dla mnie czymś nowym, namacalnym, czasem niełatwym, ale myślę, że bardzo istotnym w mojej pracy.

Błagam, uczcie tego na studiach! Ludzie, którzy idą do zawodu nauczyciela, muszą wiedzieć, że ta praca to nie tylko wykładanie przedmiotu. Psychologia rozwoju dziecka, relacyjność, empatia, gdy trzeba, zdrowe stawianie granic i przede wszystkim ogromna doza cierpliwości i zrozumienia… to jest tak samo ważne, jak merytoryczna strona, a może i bardziej.

Co kształtuje młodego człowieka na przyszłość? Odmiana rzeczownika przez przypadki? Nazwanie środków stylistycznych w wierszu? A może jednak emocje, które towarzyszyły mu w szkole, w kontakcie z rówieśnikami i nauczycielami. Może kształtuje go pozytywne wzmocnienie i konstruktywna krytyka, bez oceniania jego, jako człowieka. Może ważniejsza jednak jest umiejętność współpracy- o zgrozo jako jedna z nielicznych, której nie weryfikuje żaden egzamin zewnętrzny w naszym kraju.

Ok, odpłynęłam, wracam do meritum. O relacjach miał być ten wpis. 😊

Coś takiego magicznego się stało, że dotarła do mnie masa pozytywnych wzmocnień i to właśnie w momencie największego spadku nastroju i poczucia sensu tego, co robię. Siadałam przed kamerą i samą siebie w duchu pytałam- czy to ma sens? Może ja już zwariowałam całkiem przez to siedzenie w domu i nie bardzo wiem, jak machać tymi rękami, żeby gdzieś dopłynąć. Żeby te dzieci jednak coś z tych lekcji miały, żeby coś zrozumiały z tej zagmatwanej dla nich poezji, żeby rysowały te cholerne wykresy zdań złożonych i rozumiały, co robią. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęły napływać wiadomości od rodziców. Podziękowania za lekcje na YT, słowa uznania, że dobrze się mnie słucha, że dzieci chętnie pracują, że cenią, że im to odpowiada i sporo tego typu wiadomości. Ciężko mi było to ogarnąć i uwierzyć, że taki sposób pracy ma sens, ale na pewno działało mobilizująco bardzo.

Od niektórych mam i ojców przeczytałam bardzo osobiste słowa, pojawiły się wspomnienia z ich czasów szkolnych, niesamowicie ciepłe i inspirujące. Dotąd jakoś nie było przestrzeni na takie rozmowy, wspomnienia i refleksje. Moje relacje z rodzicami kręciły się wokół konkretów, składek, podpisów, regulaminów itd.

Pandemia,  zamknięcie szkół i zdalne nauczanie doprowadziło do sytuacji, że rodzice „mogli zajrzeć na moje lekcje”, „zerknąć do szkolnej klasy swojego dziecka”, „posłuchać po wielu latach, jak ktoś mówi o poezji”. Cytuję tutaj słowa rodziców moich podopiecznych. Nie ukrywam, że były one dla mnie zaskoczeniem, ale też niesamowitym wsparciem.

Czas zdalnego nauczania podsumuję tak…..kto chciał, niczego nie stracił, a niektórzy dodatkowo zyskali. Oczywiście są też sytuacje wyjątkowych dramatów i tu absolutnie nie śmiałabym oczekiwać, że dziecko będzie w ich obliczu zajmować się poezją. Te maluchy potrzebują wtedy od nas tylko poczucia, że jesteśmy z nimi, blisko i rozumiemy, że przeżywają trudne chwile.

Jak widzicie dla mnie ten czas zaowocował niespodziewaną wartością dodaną do mojej pracy, bliską, serdeczną relacją z dorosłymi opiekunami moich podopiecznych, może tak się stało dlatego, że oni sami mogli niespodziewanie się do mnie zbliżyć.

GENIALNE…IZOLACJA ZBLIŻYŁA MNIE DO LUDZI!

😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *