A co z nauczycielami, którzy nie pasują do foremki?

 

    Tak mnie te Internety nagabują podczas urlopowego wypoczynku, podrzucają newsy o nowych politycznych zawieruchach, aferach finansowych, a ja to wszystko ignoruję, bo….wypoczywam. Internety się nie poddają, o nie. Kierują w moją stronę ostrą artylerię w postaci informacji wprost z Ministerstwa Edukacji Narodowej. O tak! Tu mnie mają. Wszak MEN to moi przełożeni z tej najwyższej półki (bynajmniej nie chodzi o jakość), sami bogowie, których kaprysy i wymysły kładą się cieniem i chaosem na realiach pracy tysięcy nauczycieli. No to czytam i z każdym zdaniem znika moja pewność, że JA JEDNAK NADAL CHCĘ UCZYĆ.

Pandemia mnie przekonała, że kocham to, co robię. Zrozumiałam, że kontakt z uczniami to dla mnie ogrom satysfakcji i niezwykle ważna część mojego życia. Czy nosiłam się z zamiarem zmiany zawodu? Tak. Dlaczego? Każdy, kto mnie czyta od dawien dawna, nie zadałby mi tego pytania. Zawsze wprost mówiłam, co czuję i dlaczego. No ale jednak…. zabrali mi nagle moje dzieci w trakcie roku szkolnego, kazali gadać do nich przez szklane ekrany i rozliczać nadsyłane zadania. Pomimo szeregu nowych umiejętności i niezwykłych historii, które wygenerowało zdalne nauczanie, brakowało mi szkoły jak tlenu! Nie przerw pełnych hałasu i strachu, nie papierów, sprawozdań, dzienników….brakowało mi lekcji, kontaktu z dzieciakami na żywo, ich spontanicznych reakcji, zachwytów, smutków, wzruszeń, trudów i bla, bla, bla (tylko belfry mnie zrozumieją). 😊

No i cóż…. mamy ponoć nowe rozporządzenie, a w nim szereg ciekawostek, które uświadamiają mi, że jeśli chcę uczyć i wychowywać, to muszę to robić ściśle wedle wytycznych, zaleceń ideologicznych oraz zgodnie z aktualną polityką światopoglądową państwa. Hmmmm, no niby to oczywiste. W dużych państwowych spółkach rządzący mogą sobie wymienić kadrę w ciągu jednej doby i już wszystko jest cacy, i pod dyktando władzy. Urzędników wyższych szczebli też można nieco przetasować, obstawić szefów, którzy zwolnią tych ideologicznie niepokornych. A co z nauczycielami? Jak by im tu wyprać mózgi i podciąć skrzydełka, żeby nie wyrabiali żadnych cyrków typu WOŚP, tęczowy piątek albo jakie święta duchów? Jest bat w postaci dyrektora, zatem nad głową dyrektorów zawieszono topór, który bardzo szybko może taką główkę ściąć ze stanowiska. To dyrektor odpowiada za wszystko, co dzieje się w szkole i to on ma na krótkiej smyczy, a najlepiej w dobrym kagańcu trzymać swoją kadrę.

Ech, ja naprawdę nie jestem zwolenniczką jakiejś konkretnej partii czy opcji politycznej, nie jestem wojującym antyklerykałem, ani żadnym innym radykałem. W życiu bym nie zmuszała i nie namawiała dzieci do niczego, co nie jest zgodne z ich światopoglądem, wyznawaną religią, zasadami, które wynieśli z domu itp. Szkoła to ma być miejsce, gdzie uczniowie czują się komfortowo i bezpiecznie. Pamiętajmy tylko, że uczniowie to mali ludzie, oni mają prawo myśleć inaczej, niż nakazuje obecnie państwo, mają prawo do swoich rozterek, przemyśleń, ich rodzice mogą nie życzyć sobie jakiejkolwiek indoktrynacji i ograniczania oferty zajęć, imprez, obchodów do tych jedynie słusznych. W każdym normalnie funkcjonującym państwie dzieci mają wybór! Czy ktoś zmusza ucznia, żeby brał udział w wieczorze teatralnym lub konkursie matematycznym? Tak samo nikt nie zmusza dziecka do udziału w organizacji sztabu WOŚP lub wróżb andrzejkowych. Nie róbmy w Polsce szkoły tylko dla dzieci rodziców „lepszego sortu”!

A co z nami? Z nowego rozporządzenia wynika, że program wychowawczy każdego nauczyciela będzie sprawdzany i ewentualnie dopuszczany przez Kuratorium Oświaty. Ma być zgodny z wartościami i priorytetami państwa. Oby to nie była jednak prawda. Może ja wpadłam w panikę, a nie doczytałam czegoś, oby!!!!!

Za cholerę nie pasuję do foremki, w której mam siedzieć, czyli szkoły, która ma nieść jedyną, słuszną edukację i wychowanie w duchu myśli naczelnego wodza. Nie jestem w tym sama, są nas tysiące. Oczy otwierają nam się coraz szerzej z każdym nowym rozporządzeniem, pismem, zaleceniami i już nie wiemy, czy to jawa, czy sen. Co robić? Wojować, przemycać, dopasować się, bo tak trzeba? Ja nie wiem, ale może Wy mi powiecie? Odejść i zostawić te dzieciaki tylko z tymi, którzy czują w „słuszny” sposób?

Wiem jedno, nigdy nie przejdzie mi przez gardło coś, co mogłoby zranić jakieś dziecko siedzące w klasie, to jedno, które po usłyszeniu od pani wychowawczyni, że homoseksualizm to choroba i że my w szkole takiego czegoś nie akceptujemy, mogłoby tego dnia wyjść ze szkoły ostatni raz.

2 komentarze

  1. Pamiętam takie czasy, kiedy szło się ze sztandarami na pochód pierwszomajowy, pamiętam wiersze o żołnierzach niezwyciężonej armii czerwonej, pamiętam lektury takie jak „Czuk i Hek” i pamiętam też ludzi, których myśli pozostały wolne. Pamiętam jak te wszystkie „wartości” wtłaczane ludziom na siłę, stawały się co raz bardziej wstrętne. Bo generalnie wartości mają to do siebie, że powinny być przez jednostkę przyjęte a nie narzucone. Wszystko co jest narzucone, staje się jakąś formą represji, tym większy budzącą sprzeciw, im brutalniej jest na kimś wymuszana. Dziwne, że nikt nie zastanawia się nad tym, dlaczego te „uniwersalne” wartości trzeba teraz tak mocno bronić? Może nie są tak uniwersalne jak się dotąd wydawało? Może sami obrońcy już nie bardzo w nie wierzą? Jedno jest pewne, myśli nas wszystkich pozostaną nieujarzmione, niezależnie od wszystkiego 🙂

Pozostaw odpowiedź Szary Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *