244h

Dumny ojciec pręży pierś i mówi „moja córka jest całym moim światem, jak ktoś ją skrzywdzi, to zabiję…”. Słyszeliście kiedyś takie słowa? Jestem przekonana, że podobne wypowiedzi nie raz i nie dwa przysłowiowo obiły się wam o uszy.

Świetnie, tylko czemu ten sam tatuś odbiera ukochaną córkę z przedszkola, zapina w foteliku samochodowym, po czym siada wygodnie w fotelu kierowcy i co robi? Odpala papierosa. Dziecko grzecznie czeka, aż ojciec się zrelaksuje dymkiem, łaskawca na szczęście otworzył okno, by swojej małej księżniczki nie uwędzić.

Błogą ciszę tej chwili przerywa głos dziecka „tatusiu pokłóciłam się dzisiaj z Weroniką”. Ojciec z irytacją w głosie zbywa dziewczynkę, mówiąc, by nie zawracała mu głowy głupotami, bo on ma ważniejsze sprawy, problemy, a w ogóle to nie ma teraz czasu na rozmowy.

Historię opowiedziała mi jakiś czas temu przyjaciółka, głęboko poruszona faktem, że można tak traktować własne dziecko.

Podobnych przykładów można by mnożyć wiele, a rzecz dotyczy w równym stopniu matek. Płeć niczego tu nie determinuje.

Dlaczego tak bardzo rozmijają się deklaracje i czyny? Czy mądra miłość i mądre wychowanie jest aż tak unikatowym zjawiskiem w obecnych czasach?

Czytaj dalej

         IMG_20160903_204427      Jest sobotnie, późne popołudnie, pogoda piękna (cudownie ten wrzesień się zaczyna), a ja na 21.00 idę z mężem do kina, które znajduje się w galerii handlowej w sąsiednim mieście. Z tej racji, że nie bywam w takich miejscach za często, postanawiam wykorzystać okazję i kupić potrzebne mi niezmiernie czarne dżinsy. Plan jest taki- jedziemy do galerii półtorej godziny wcześniej i ja poluję na spodnie, a mąż… tu chyba każdy facet wie, co napiszę… znika w pokrętnych alejkach wielkiego sklepu ze sprzętem elektronicznym, a później zapewne zasiądzie w kawiarni ze świeżo zakupioną gazetą ;).

Jego plan zrealizowany w 100%, ale ja oczywiście kupuję spodnie w 15 minut i co robię? Kto czytał poprzednie wpisy, ten zrozumie… FLANERUJĘ!

Postanowiłam przyjrzeć się bliżej klientom galerii handlowej w sobotni, jeszcze prawie letni wieczór i spróbować zrozumieć, co oni tu właściwie robią?

Czytaj dalej

82H

               Żyjemy wśród ludzi. Spotykamy ich dziesiątki- w pracy, w miejscach rozrywki, na imprezach, we wszelkich miejscach publicznych typu szpital, restauracja, autobus, pociąg, apteka, sklep, przedszkole i szkoła naszych dzieci itp. Stale wchodzimy w relacje interpersonalne i chyba zgodnie z powiedzeniem „praktyka czyni mistrza” takowym mistrzem w sztuce relacji powinien być już każdy z nas. Byłoby pięknie, ale tak nie jest.

Przyczyna jest prosta… człowiek to istota zmienna, ludzkie życie jest procesem, a i sam proces dojrzewania psychicznego, umysłowego, emocjonalnego wcale nie kończy się w wieku lat dwudziestu jeden. Zmieniamy się przez całe życie pod wpływem różnych czynników… zdrowotnych, rodzinnych, zawodowych, socjalnych i o tych właśnie ostatnich będzie dzisiejszy wpis.

Często słyszę zdanie „gdybym ja była bardzo bogata, to wcale bym się nie zmieniła”, czy na pewno?

Zawsze zastanawiało mnie zjawisko wpływu finansów na życie człowieka. Kto jest naprawdę BOGATY i co właściwie znaczy to słowo? Ten wpis dotyczy zasobności finansowej, nie bogactwa intelektualnego, duchowego czy bogactwa doświadczeń.

Obserwuję ludzi wokół siebie i często, rozmawiając z nimi, słyszę zdania typu „No wiesz, zarabiam sporo, mąż też, ale tak właściwie, to trudno nam odłożyć na porządne wczasy”.  Inni natomiast z podziwem szepczą o autorce tych słów „Ci to mają zarobki, na wszystko ich stać”.

Czy punkt widzenia w tym wypadku też zależy od punktu siedzenia? Czy aż tak bardzo zmienia się perspektywa?

Oto kilka powodów, dlaczego ludzie zasobni finansowo wcale tego nie czują. Pamiętaj, że to mój osobisty ranking  😉

Czytaj dalej

198H (1)           Cudowna, letnia aura, cała rodzina od rana pełna energii i gotowa na przygodę. No i pytanie- gdzie jedziemy? Jest tyle niesamowitych miejsc w zasięgu ręki, tyle atrakcji dla naszego czterolatka, tyle możliwości, a jednak w sercu naszym takie dziwne przerażenie ;). Że znowu będzie problem z parkingiem, że znowu będzie tłok na szlaku, że znowu będzie to śmieciowe jedzenie, które dziecko zawsze chce, że znowu będą dziesiątki straganów ze wszystkim i niczym.

Ostatecznie 80% naszych wyborów to miejsca w miarę odludne- zwyczajna łąka nieopodal, las, mało uczęszczany park, niepopularna knajpka z dobrym jedzeniem.

Nie wiemy, czy to wiek, czy nadwrażliwość jakaś, ale zarówno ja jak i mój mąż kiepsko radzimy sobie na tzw. spędach ludzi- festyny, pokazy czegokolwiek, wczasy z atrakcjami dla dzieci, Aquaparki, wesołe miasteczka itp. Oczywiście nie pozbawimy dziecka rozkoszy pożerania waty cukrowej, podziwiania podniebnych akrobacji czy zjawiskowych fajerwerków, więc jednak w takich miejscach bywamy.

          Irytacja pojawia się już na poziomie szukania miejsca na parkingu, ciasno, wszyscy trąbią, kłócą się, pomimo uiszczonej opłaty poszukiwanie trwa nieraz nawet dwadzieścia minut. Kolejny „cios w serce” to morze ludzi, którzy pędzą przed siebie, nie zważając na otoczenie. Nie raz zostałam pochlapana piwem lub obsypana prażoną cebulką z czyjegoś hot doga. No i oczywiście główna atrakcja miejsca, czy to wyciąg krzesełkowy, czy pokazy lotnicze, jest przytłoczona przez arcykolorowe i arcyplastikowe stragany. A co na nich można kupić, to zapewne doskonale wiesz, szczególnie jeśli jesteś rodzicem.

Czytaj dalej

313H

               Przyszedł nieuchronnie czas, by poruszyć ten kontrowersyjny społecznie temat i niektórym troszeczkę otworzyć oczy.

Jest taka zasada w naszej głowie „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i nie bez powodu stała się ona znanym porzekadłem. Ja pasjami rozmyślam o tym, jak cudowną pracę ma pani w księgarni, jak sobie te wszystkie nowości wydawnicze przegląda, doradza klientom, oddycha atmosferą miejsca, które bardzo dobrze mi się kojarzy. No tak, ale czy ja widzę, jak ta sama pani taszczy bladym świtem paczki od dostawcy, rozkłada na półkach towar, a wcześniej musi te wszystkie półki dokładnie wytrzeć z kurzu? Nie widzę i obraz idylli buduję na podstawie skrawków, które rejestruje oko klienta księgarni.

Myślę, że z większością zawodów tak jest. Często rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy stoją u progu wyboru szkoły na następny etap edukacyjny. Dziewczynki chcą być weterynarzami, bo kochają zwierzęta, a przecież w takiej pracy całymi dniami szczepiłyby cudowne, małe, słodkie pieski i kociaki. Ja wtedy musze wkroczyć z całą brutalnością prawdy i opowiedzieć im najpierw o tym, z czym przyjdzie zmierzyć się na studiach, a następnie wizualizować  tą „ciemniejszą” stronę codziennej pracy, taką jak styczność z naprawdę chorymi zwierzętami, noszenie ich na rękach, a niekiedy usypianie przy akompaniamencie płaczu bliskich pupila. Nie chodzi tu absolutnie o zabijanie pasji, tylko o realny ogląd danego zawodu. Jeśli dziewczynka pomimo pełnej wiedzy nadal pragnie iść na weterynarię, jak najbardziej powinna walczyć o marzenia.

               Jest taki zawód, który w naszym kraju z jednej strony jest znienawidzony przez sporą część społeczeństwa, a z drugiej wydaje się być wymarzonym, cudownym, jedynym takim, gdzie przez dwa miesiące mogę leżeć na łące i podziwiać gatunki motyli.

Czytaj dalej

             IMG_20160821_154211  Korespondując niejako z ostatnim postem, postanowiłam wrzucić krótką rekomendację dla rodziców kilkuletnich dzieci.

Wielu z Was, to świadomi konsumenci, którzy nie chcą zapełniać biblioteczki malucha samymi pozycjami Disneya w wersji książkowej. Oczywiście tych „papierowych substytutów kinowych hitów” nie unikniemy, gdyż mali bywalcy księgarń doskonale wiedzą, jak skłonić rodziców do ich zakupu. Machina marketingowa w postaci samych bajek i całej wokół nich otoczki świetnie spełnia swoja rolę.

Coraz częściej widuję dzieci od stóp do głów ubrane i wyposażone w bajkowe akcesoria. Ostatnio zadziwił mnie widok chłopczyka w skórzanych butach sportowych, które były całe wyszywane w aplikacje super bohaterów. Poczucie estetyki to odrębny temat w tym wypadku, ale uważam, że małe dzieci powinny też poznawać BOHATERÓW LITERACKICH osadzonych w świecie dostosowanym do ich możliwości percepcji.

Czytaj dalej

118H (1)

               Nie miałam w planach takiego wpisu, ale skoro blog ma być PRAWDZIWY, nie wystudiowany, przemyślany i obliczony na czytelniczy sukces, chcę pisać o tym, co czuję, widzę i myślę danego dnia.

Duża, sieciowa księgarnia w moim mieście. Przemykam między regałami działu z literaturą dla dzieci w poszukiwaniu prezentów oraz czegoś do poduszki dla mojego syna i nagle słyszę głos pewnej młodej kobiety. Nie absorbuje mnie jeszcze treść wypowiadanych przez nią słów, ale ton, barwa, stopień naładowania emocjami. Kobieta wyrzuca z siebie dźwięki tak, jakby za chwilę cienka struna w jej ciele miała pęknąć i spowodować jakiś niekontrolowany wybuch. Nie wiem dlaczego, ale niemal fizycznie poczułam jej napięcie, stres, mieszankę żalu i wewnętrznej prośby o pomoc. Okazało się, że owa mama mówi do swojego około trzyletniego synka, mocno ściskając go za ramię. Ciężki oddech matki i „podkówka” na twarzy dziecka. Słowa cedzi przez zęby tonem nieznoszącym sprzeciwu, dziecko cicho przeprasza i obiecuje, że już niczego nie dotknie.

Czytaj dalej

251H

               Typowy dzień pracującej kobiety, która prowadzi dom mija w tempie… co najmniej szybkim, jeśli nie powiedzieć ultraszybkim. Typowy dzień pracującego ojca i męża też nie obfituje w leniwe kontemplowanie świata. Żyjemy w tempie turbo fast, otacza nas wszechobecny FAST- „fast food”, „fast shopping”, „fast working”. Do tego dochodzi „multitasking” i „multicompetence”. Takie są dziś wymagania rynku pracy i taki jest świat.

Tzw. single też nie leżą całymi dniami na łące, żując źdźbło, tylko biegają jak chomik w kołowrotku między pracą, drugą pracą (w Polsce nie jest łatwo utrzymać się i żyć z jednej pensji), ogarnięciem mieszkania, zakupami, kuchnią, jako takim życiem w nieformalnej grupie społecznej itd.

Nie dziwmy się, że 80% kontaktów towarzyskich przeniknęło do strefy wirtualnej… tak jest szybciej, wygodniej, optymalnie.

               Gdzie w tym wszystkim znaleźć chwilę wytchnienia? Wielu z was pomyśli teraz- a po co? Odpowiada mi takie tempo życia, szybko się regeneruję, lubię być stale w ruchu, mieć zajęte myśli, ręce, mieć stale nowy cel. Jeśli tak myślisz, to naprawdę możesz spać spokojnie i nie czytać dalej. Jesteś szczęśliwcem świetnie przystosowanym do trybu FAST. Są w moim otoczeniu takie osoby, które czują się jak ryba w świeżej, wielkiej wodzie, pędząc przez codzienność i niecodzienność.

Ja tak nie mam i pewnie nie tylko ja.

Czytaj dalej

20160814_173348               Lubię czytać i są to głównie powieści, niekiedy sięgam po poezję, ale w ostatnim czasie spłynęła na mnie fala poradnikowych podarunków. Nie, żebym się nie cieszyła, tylko obawiam się ukrytej intencji takich prezentów.

Weźmy tytuł „Elementarz stylu” ….. no babo, ogarnij się i zadbaj o swoją szafę- taki ukryty komunikat można odczytać. Prawda jest taka, że to moja interpretacja i tylko moja, ale gdy zajrzę do szafy, komody i jeszcze kilku pudel, to jest ona jak najbardziej słuszna ;).

Po lekturze dwóch naprawdę ciekawych i inspirujących pozycji poradnikowych moją garderobę podsumowałabym tak: pstrokato, jakościowo średnio, bez pomysłu. Wyłania się tu obraz mnie, która bez większego polotu i entuzjazmu wyjmuje z szafy spodnie, sweter lub sukienkę i układa wieczorem na oparciu fotela, by rano nie zaprzątać sobie tym głowy.

Stylowe dodatki? Hmmm może w gąszczu przypadkowych rzeczy doszukałabym się jakiegoś wyjątku ;).

Czytaj dalej

20160730_181217 (1)

               Kiedy piszę te słowa, jest środek sierpnia. Siedzę na miękkiej kanapie, laptop mam podłączony do ładowarki ( zapobiegliwie), na blacie kuchennym radośnie szumi gotująca się woda w czajniku elektrycznym, a o nastrój i komfort w pokoju dbają małe lampki w wiklinowym koszu.

Oczywistość czy wygoda? Coś, co się należy czy luksus?

Przyznajcie, że raczej w naszym mniemaniu oczywistość, zwyczajność, ot nasze codzienne życiowe akcesoria, które wiernie nam służą.

               Spędziłam 7 dni na skromnym mazurskim polu namiotowym, takim bez prądu, bieżącej wody, prysznica, toalety. Pogoda nie rozpieszczała i nie pomagała, wręcz przeciwnie, ale cieszę się.

Czytaj dalej