Nie podoba się i Tobie rodzicu też by się nie podobało! Powiem wprost. Nie podoba się większości. Myślę, że zarobki to tylko mała część tego „niepodobania się”, aczkolwiek istotna.

„Rzuć robotę”, „Droga wolna”, „Wypad ze szkoły darmozjadzie”, „Widocznie się nie nadajesz”, „Jak ci tak źle, to ulicę zamiatać”, „Nic nie robi i jeszcze marudzi”, „w dupach się wam poprzewracało”, „Każdy marzy o takiej robocie i tylu dniach laby, a wy jeszcze narzekacie”.

To tylko mała próbeczka wiader gówna wylewanych nam na głowy pod postami informującymi o głosach protestu, o strajku, o roszczeniach nauczycieli co do zarobków.

Czytaj dalej

              Już od jakiegoś czasu w Internetach krążą nienawistne posty i memy na temat okrutnych belfrów, którzy katują dzieci i młodzież wymagającymi zadaniami domowymi. Czy to głos samych dzieci? Nieeeeee, to rodzice są skatowani, przemęczeni i zestresowani, no bo dziś główne brzemię zadania domowego spoczywa właśnie na ich barkach.

Czemu tak jest? Czemu to rodzic przede wszystkim do zadania domowego „siada” i próbuje na różne sposoby zmobilizować pociechę, by też łaskawie rzuciła okiem, co też jest dziś do zrobienia? Takie czasy, takie dzieci, taki szalony pęd obowiązków,treningów, zajęć dodatkowych i rozmaitych aktywności. Dzieci często mają tak przeładowany grafik dnia, że do zadań siadają w późnych godzinach wieczornych.Poziom skupienia uwagi dzisiejszych milusińskich jest przez całą dobę drastycznie niski, to wyobraź sobie, jaki jest wieczorem? Zmęczenie, całodniowe napięcie, do tego ciągła obecność w sieci, kontakt ze znajomymi w komunikatorach, aplikacje mobilne, które krzyczą, bzyczą i omamiają dziecko bez przerwy. A tu sfrustrowana, zmęczona matka woła, wymusza intelektualną aktywność, prosi, nieraz łzy wylewa, byle jakaś ta ocena pozytywna była na drugi dzień. W skrajnych przypadkach sama robi zadanie, a dziecko jednym okiemzerka i udaje zainteresowanie.

Czytaj dalej

              Nie wiem. Nie rozumiem do końca mechanizmu, w który jedno po drugim wpadają moje wychowanki i wychowankowie. Mam wrażenie, że te maluchy są jak pyłki wciągane przez odkurzacz z taką siłą, że nic i nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Problem w tym, że tego wielkiego cyber odkurzacza już nigdy się nie wyłączy, on nie ma zbawiennego przycisku „off”. Szkoda.

Czytaj dalej

              Kolejna rozmowa z serii tych zasłyszanych, jak ktoś woli wprost- podsłuchanych, ale tak jakoś samoistnie, bo nikogo podsłuchiwać nigdy nie planuję. 😊

– zobacz, tu są ekstra leginsy i ta cena!- prawi młode dziewczę na oko lat 18,

– daj spokój, to było modne jakiś miesiąc temu, ja bym tego już nie ubrała- odpowiada zdegustowane drugie młode dziewczę,

– masz rację, takiego printu (dla niewtajemniczonych- wzór nadrukowany na leginsach 😉) się już nie nosi, poszukam czegoś na czasie- odpowiada pierwsza z dziewcząt.

Czytaj dalej

          W powszechnej wizji społecznej leżę teraz w hamaku, przygryzam sobie radośnie źdźbło trawy i odganiam natrętne, wrześniowe komary. Przymykam oczy i wspominam moje długie wakacje, a w sumie nadal jakbym je miała, bo przecież nauczyciel po 5 godzinach wychodzi do domu, a resztę społeczeństwa może mieć w dupie, prawda???

To ja Ci dziś odpowiem dosadnie… gówno prawda.

Czytaj dalej

Wiecie, dlaczego robimy często zachowawcze, dość schematyczne lekcje? Boimy się wyjść na śmiesznych w oczach uczniów. Mamy w sobie lęk, że przecież nauczycielowi nie wypada się „zbłaźnić”, że nas obgadają, że nas nie zrozumieją, że ta nasza pomysłowość i wychodzenie poza standardy na nic się nie zda, a tylko zrujnuje nasz poważny wizerunek.

Ja się nie boję. Nie wiem dlaczego, być może łatka śmieszności mniej mnie przeraża niż miano nudnej baby, na której lekcjach się śpi.

Czytaj dalej

Jestem taka malutka, maleńka, maluczka… jeśli chodzi o doświadczenie w pracy nauczyciela. Od kilkunastu lat walczę z materią tego zawodu, ale cały czas czuję się głupia. To nie jest skromność, a raczej dojrzałość, świadomość, że ta praca jest jak ciągłe gonienie za motylkiem po łące… już go mam, już go widzę z bliska, a on raptem zamacha skrzydłami i na nosie zostaje mi biały proszek. Gdybym go złapała, prawdopodobnie skazałabym go na rychłą śmierć. Żeby móc go podziwiać, muszę wykazać się sprytem, refleksem, finezją i wrażliwością, muszę stale zmieniać miejsce obserwacji i perspektywę patrzenia na to delikatne stworzenie.

Czytaj dalej

              Ostatnio znów krąży temat stary jak świat, wyświechtany i banalny- być czy mieć? Nawet dziś na FB mnie dopadł i się wypowiedziałam pod wpisem osoby, której kompletnie nie znam. Jednak dziś piszę krótko i w kontekście pewnych opinii, które mnie i nie tylko mnie dotyczą. Matki matkom bywają wsparciem, podporą i świetnym towarzyszem, sama tego doświadczyłam nie raz, ale matki matkom potrafią też wydrapać oczy, jak uważają, że coś ta druga rodzicielka robi źle.Czytaj dalej

              Trzeba dawać szansę, trzeba wierzyć w siłę powodzenia, trzeba ufać, że będzie dobrze… mówią Ci mądrzy, Ci od psychologii i relacji społecznych.

Żeby się pozytywnie nastawić do czekających mnie i moje zawodowe otoczenie zmian, wróciłam do niepozornej książki Johnsona Spencera „Kto zabrał mój ser?”. Krótka dość historia kilku zwierzątek, alegoria życia i nieuchronnych w nim zmian. Ser jest w niej tym, czego pożądamy, za czym gonimy, co czasem udaje nam się pochwycić i naiwnie wierzymy, że będzie nasze już na zawsze. A tu klops. Ktoś nam zawsze ser zabierze, no i co wtedy czynić? Jakie postawy my ludzie przyjmujemy? Co nas umacnia, a co nas niszczy?

Czytaj dalej