Moi czwartoklasiści kochani oddają mi projekt reklamy społecznej, który mieli przygotować w domu i z każdą pracą gały coraz bardziej wychodzą mi z orbit. To, że takie maluchy to pomysłowe bestie, wiedziałam nie od dziś, ale że takie pracowite, precyzyjne, perfekcyjne w wykonaniu, hmmmm. Przy którejś pracy nie wytrzymałam, jednym z jej elementów były ogromne płuca wykonane metodą doklejania do kartki tysięcy maleńkich, zwiniętych w kuleczkę kawałków bibuły. Nie wytrzymałam i zapytałam z powagą- kto to robił? Dziewczynka zwiesiła głowę (jakby dziecko czuło, że tu coś jest nie tak) i z powagą przyznała, że mama. Pięknie, mamy moich uczniów mają w cholerę czasu wolnego- myślę sobie.

Czytaj dalej

               No i jak co roku… przychodzi jesienna aura i krajobraz parków, placów zabaw, chodników jest jak po jakiejś dzieciodezynsekcji. 😉

Dziatwa dowożona i odwożona z przedszkoli spędza długie godziny na domowych atrakcjach- rysowanki, wyklejanki, bajkowe seanse w TV, laptopy, tablety, puzzle, gry planszowe itd. Nam też dobrze, bo w kubku paruje gorąca herbata, a my zawinięci w koc leniwie przesuwamy pionki po planszy w poczuciu rodzicielskiego obowiązku. Matko, jak cudownie, ja też to kocham ;).

Deszczowa jesień to raj dla „leniwego” rodzica, nie trzeba się uganiać za kilkulatkiem szalejącym na rowerze, hulajnodze, nie trzeba cierpieć katuszy na placach zabaw i udawać, że konwersacja z inną mamą, to czysta przyjemność. Nie trzeba też ciągać dzieciaka na sankach, ani turlać się z nim ze śnieżnej góry.  Ufffff.

Czytaj dalej

Bynajmniej nie będzie o terrorystach z ISIS czy jakichkolwiek innych. Nie będzie o strzelaniu do ludzi ani wysadzaniu się wśród nich, coś innego nas rozsadza… tak od środka.

Żyjemy w czasach, gdy musisz pasować do schematu, musisz wbić się w garnitur bycia takim, jak świat oczekuje. Przyznaj się, że nie raz nerwowo się rozglądasz, czując, że robisz coś, co nie wypada. Siedzisz na leżaku i nie potrafisz spokojnie sączyć piwa, bo przecież ktoś zaraz powie, że masz dziecko pod opieką, a jak się coś stanie? W ogóle, to twoje dziecko nie powinno wchodzić do wody, bo za zimna, bo brudna, bo dno niepewne, bo nóż widelec stanie na otwartej małży i krew się poleje ;).

Czytaj dalej

               Właśnie tak jak stoi w tytule… nie muszę, nie chcę i nie będę. Nie mam nic do zwierząt ani ich właścicieli, nie przeszkadzają mi psy biegające po parku, ani koty sąsiadów, które odwiedzają naszą posesję. Nigdy nie wpajałam dziecku lęku przed zwierzętami… wpoił się sam, niestety, z powodu incydentu, gdy dziecko miało dwa lata. Nie skutkują rozmowy, czytanie książek ani głaskanie piesków znajomych i nie mam zamiaru robić z tego tragedii. Mały chłopiec sam z czasem zapomni, że kiedyś coś się zdarzyło, wyrośnie z tego strachu, a nawet jeśli nie, to życia mu to nie przekreśla.

O co się w takim razie czepiam? Już spieszę wyjaśnić.

Czytaj dalej

           

          Ten temat wyszedł ostatnio podczas moich rozmów z koleżankami. Wiele się o tym mówi i czyta. Niejednokrotnie też psychoterapeuci właśnie schematy utrwalone w dzieciństwie traktują jako drogowskaz i przyczynę tego, jak i z kim żyjemy jako dorośli ludzie.

Ja jestem ostrożna i daleka od generalizowania. Nie potrafię radykalnie się z tym zgodzić, gdyż otaczają mnie też szczęśliwe kobiety, które żyją w naprawdę udanych związkach, a wiem, że ich ojcowie swoje za uszami mieli.

Nigdy też nie zastanawiałam się nad tą kwestią w odniesieniu do siebie. Nigdy nie porównywałam męża do mojego ojca, przecież to dwie odrębne osoby, które poza mną i małym B nie mają ze sobą nic wspólnego.

Czytaj dalej

       

Właśnie tak jak w tytule… bywamy z synem regularnie w kawiarni, herbaciarni, cukierni itd. Najmniej chodzi o to, co tam konsumujemy (przynajmniej mnie), a najbardziej o to, że spędzamy czas razem, dlaczego nie w domu?

No oczywiście, że częściej spędzamy czas w domu, na placu zabaw, w parku, nad jeziorem itd., ale od czasu do czasu bywamy w miejscach publicznych, gdzie spotykają się ludzie, żeby… rozmawiać i powoli delektować się czymś, co sprawia im przyjemność.

Czytaj dalej

               Pierwsze ciepłe dni spowodowały, że powyłaziliśmy wszyscy dosłownie jak robactwo spod wilgotnej gleby ;). Duże robale, czyli my dorośli i masa małych robaczków- biegających, skaczących, piszczących i jeżdżących na wszelakiej maści pojazdach. W ruch poszły wrotki, rolki, hulajnogi, rowery i oczywiście rozmaite wózki. Maluszki mogą teraz drzemać w gondolkach, półroczniaki i roczniaki grzecznie lub mniej grzecznie siedzieć w spacerówkach… luz bluz i wafelki jednym słowem. No to o co ja się czepiam w takim razie? Co mnie w oczy kole po tych kilku cieplejszych dniach?

Czytaj dalej

               Się ma dziecko, to się ma też cały pakiet jego kolegów i koleżanek z przedszkola wraz z ich rodzicami i rodzicielskimi poglądami na wychowanie i wykształcenie. Tak tak, od tego nie uciekniesz matko słodkiego niemowlaka, którego wychowujesz, jak chcesz, a za uchem brzdęka ci jedynie mama i teściowa. Jak twoja pociecha rozpocznie życie społeczne w grupie rówieśniczej i nie będą to tylko dzieci twoich znajomych i przyjaciół, dobrze ci radzę, zapnij pasy i zamknij oczy. Ćwicz też oddechy, to ważne ;).

Czytaj dalej

               Zacznę od tego, że mam już swoje lata i mam kilkunastoletni staż małżeński. Brata nigdy nie miałam, zatem w moim rodzinnym domu przewagę miały kobiety- 3 na jednego. Odkąd ja się urodziłam, mama nie pracowała, więc obserwowałam klasyczny model rodziny. Ścisły podział ról- tata pracuje (cholernie dużo), mama dba o dom i dzieci. Gotuje, sprząta, robi zakupy, chodzi na wywiadówki itd. Mój tata na rodzinnych imprezach typu wesele, pytany o to, do której chodzę klasy, miewał zakłopotaną minę. Ja go wtedy ratowałam szybką odpowiedzią. Pomimo tego miałyśmy z nim silną więź uczuciową i emocjonalną- potrafił przytulić, pocieszyć, wysłuchać, doradzić, uratować… jak źle się działo. Zatem mój rodzinny model wydawał mi się naturalny i dobry.

Czytaj dalej