118H (1)

               Nie miałam w planach takiego wpisu, ale skoro blog ma być PRAWDZIWY, nie wystudiowany, przemyślany i obliczony na czytelniczy sukces, chcę pisać o tym, co czuję, widzę i myślę danego dnia.

Duża, sieciowa księgarnia w moim mieście. Przemykam między regałami działu z literaturą dla dzieci w poszukiwaniu prezentów oraz czegoś do poduszki dla mojego syna i nagle słyszę głos pewnej młodej kobiety. Nie absorbuje mnie jeszcze treść wypowiadanych przez nią słów, ale ton, barwa, stopień naładowania emocjami. Kobieta wyrzuca z siebie dźwięki tak, jakby za chwilę cienka struna w jej ciele miała pęknąć i spowodować jakiś niekontrolowany wybuch. Nie wiem dlaczego, ale niemal fizycznie poczułam jej napięcie, stres, mieszankę żalu i wewnętrznej prośby o pomoc. Okazało się, że owa mama mówi do swojego około trzyletniego synka, mocno ściskając go za ramię. Ciężki oddech matki i „podkówka” na twarzy dziecka. Słowa cedzi przez zęby tonem nieznoszącym sprzeciwu, dziecko cicho przeprasza i obiecuje, że już niczego nie dotknie.

Czytaj dalej

186HNie lubimy być oszukiwani…

               Poczucie irytacji pomieszane z rozżaleniem. To czuję, gdy pełna entuzjazmu kupię produkt, który w dość szybkim czasie okazuje się być… badziewiem. Coś odpada, coś się łamie, coś przestaje działać pomimo wymiany baterii. Piękna sukienka okazuje się być średniej jakości bawełnianym bublem, po kilku praniach zaczyna przypominać wysłużony wór pokutny. Tak, to jest nasza pokuta za ten cały szalony konsumpcjonizm, za zakupy w pośpiechu, za bylejakość wyborów, których dokonujemy jak zombie, w pogoni między jednym obowiązkiem a drugim.

Ja wiem, że rzeczy to TYLKO RZECZY, a liczą się czyny, myśli, sukcesy, emocje, talenty, uczucia… tylko te RZECZY nas otaczają, widzimy je, dotykamy, czujemy ich zapach, śpimy na nich, jemy na nich, nasze dzieci się nimi bawią. Materialny wymiar naszego codziennego i niecodziennego życia ma znaczenie.

Czytaj dalej