Pracując z nastoletnią młodzieżą, wielokrotnie dziwiłam się, że dziewczyny tak szybko fizycznie dojrzewają, że tyle już wiedzą o seksualności. Ze zgrozą myślałam o tych strzępach rozmów, które docierały do moich uszu, treści liścików przechwyconych czasem na lekcji. Nie zawsze były o niewinnych randkach i czułych szeptach, niekiedy miałam wrażenie, że dwie dorosłe kobiety wymieniają uwagi na temat swoich przygód i podbojów. No ale to jest młodzież, myślałam, są ciekawi, mają szeroki dostęp do wiedzy, świadomi rodzice odwiedzają z nastoletnimi córkami ginekologa, takie czasy.

Teraz uczę dzieci 9 i 10 letnie. Słodkie, szczere, wszędobylskie maluchy. Nie prowadzą rozmów o seksie, są dziećmi, gdy w jakimś tekście literackim pojawia się motyw zakochania, na buźkach niektórych są rumieńce i i zawstydzone uśmiechy. Opowiadają mi czasem, że kogoś poznali podczas wyjazdu z rodziną, że korespondują, że się dobrze z tym kimś rozumieją. Hmmm, zupełnie jak za naszych czasów, prawda? Jednak nie do końca.

Czytaj dalej

               Tak sobie zebrałam to do kupy wszystko i doszłam do wniosku, że żyjemy cholera (żeby nie dowalić bardziej) sterroryzowani przez przymus idealnego wizerunku dla mediów społecznościowych, dla znajomych, dla nieznajomych, dla przyjaciół, dla wrogów, dla całego gatunku homo sapiens. Wyścig wizerunkowy zawsze wymagał nakładu sił, nasze babcie i mamy też chciały dobrze wyglądać, bo sąsiadka pozazdrości, bo pan z piekarni spojrzy, jak mężczyzna, bo każdy chce się podobać w otoczeniu i nie ma w tym nic złego, taka nasza ludzka natura. Zadbany człowiek czuje się sam ze sobą lepiej, a i dla oka postronnych to miłe i pożądane.

Mam wrażenie, że dziś trzeba włożyć tysiąc razy więcej energii, środków i uwagi, by… jak najlepiej wyglądać na zdjęciach, które przecież cały świat (jak nam się skromnie zdaje) ogląda, które kliknie zaciekawiony znajomy Twojego znajomego.

Czytaj dalej

         

             Już sam tytuł Cię irytuje, myślisz- a ta znów będzie sypać banałem, jak to ważne w życiu są emocje, doświadczenia, relacje, a jak mało istotna jest ilość rzeczy, które nabywamy i posiadamy. Jesteś już zdegustowany i grymas twarzy pokazuje, gdzie masz moje wywody? Być może głowisz się, jak wyczarować kasę na świąteczne podarunki dla najbliższych, a może jesteś kobietą, która nigdy nie mogła ot tak zwyczajnie wejść do sklepu i kupić sobie wszystko to, czego akurat potrzebuje, może jesteś tym, który trzeci rok odkłada pieniądze, by zabrać rodzinę na wakacje i to wcale nie egzotyczne, ani kosztowne. Jeśli tak, masz prawo się krzywić i irytować i masz prawo nawet wywracać oczami na mój dzisiejszy wpis. Przybijam ci piątkę, a dlaczego?

Czytaj dalej

              

         Dzisiaj wpis typowo przedświąteczny dla posiadaczy maluchów w rodzinie. Jesteśmy rodzicami, dziadkami, wujkami, ciociami, matkami chrzestnymi itd. U większości z nas w rodzinie czeka jakieś dziecko, czeka na tą pierwszą gwiazdkę, czeka na Mikołaja w wielkich saniach i potem z wypiekami na buzi otwiera to wyczekane pudełko.

Nas dorosłych rozczula fakt, że dziecko tak naiwnie wierzy, że ten Mikołaj i te Elfy takie sprytne, tak potrafią zapamiętać, które dziecko na świecie, co napisało w liście. Że zdążą to wszystko zrobić, zapakować i porozwozić na czas, a przecież świat jest taki ogromny i tyle dzieci czeka.

Lubimy sprawiać dzieciom radość, bo tylko one tak spontanicznie ją okazują- piszczą, skaczą, w oczach maja iskierki szczęścia, że się spełniło. Moglibyśmy tę gwiazdkę urządzać im codziennie.

Czytaj dalej

               Dla mnie zima i śnieg mają sens tylko do pierwszych dni stycznia, potem natychmiast powinna przyjść wiosna, gwałtowne ocieplenie za oknem i w duszy. Styczeń to miesiąc, którego nigdy nie lubiłam, który ciągnie się jak przysłowiowa guma w majtach i nic ciekawego ze sobą nie niesie. Są wokół mnie miłośnicy sportów zimowych, zakochani w zimowym łażeniu po górach i uwielbiający aktywność na mrozie… ja do nich absolutnie nie należę. Taaaaaaka okropna ze mnie niedźwiedzica, która uwielbia siedzieć pod kocem i pić herbatę z imbirem, ewentualnie biesiadować z przyjaciółmi w karczmie z grzanym winem w dłoni. Koniec… to wszystko, co mi się chce zimową porą, tak już mam.

Czytaj dalej

               Kiedyś często mówiło się, że globalna sieć jest oknem na świat, szansą na bycie gdzie się chce, kiedy się chce i z kim się chce. Każdy z nas ma dostęp do nieograniczonych możliwości i tylko od nas zależy, czy cyberprzestrzeń będzie miejscem marnowania czasu, dobrej rozrywki, czy może jednak polem do pomnażania cyferek na koncie. Możesz próbować być dziennikarzem, przedsiębiorcą, ekspertem, pisarzem, celebrytą, animatorem czasu wolnego setek tysięcy internautów. Możesz też wyładować frustrację i bezkarnie wylewać pomyje na innych ludzi, wdawać się w słowne utarczki, obrażać, udowadniać wyższość swojego IQ, prześladować, nękać itd. Tyle, aż tyle możliwości daje ten magiczny twór na literkę „i”.

Czytaj dalej

               Są osoby nijakie, mdłe, nie budzące żadnych większych emocji, ale są też takie, które się albo uwielbia, albo się je z trudnością toleruje w swoim otoczeniu. Ja je nazywam- osoby bardzo jakieś :). Jedni je kochają, inni nie znoszą, ale na pewno nie są nikomu obojętne. Bywają przedmiotem rozmów i sporów. Identycznie rzecz się ma z niektórymi miejscami na mapie Polski i świata.

Kiedy P wyskoczył jak Filip z konopi, że w długi weekend sierpniowy chciałby pojechać do Wenecji, myślałam, że źle się czuje albo może zapomniał, z kim się ożenił, sama nie wiem, hmmm no chyba, że on nie ze mną planuje ten wyjazd ;). Ciężko znoszę tłum, miejsca, gdzie turysta siedzi na głowie drugiemu, czuję ogromny stres i wręcz fizycznie źle się czuję. Kilka razy w życiu porwałam się na obejrzenie popularnych turystycznie miejsc i z różnym skutkiem się to kończyło.

Czytaj dalej

               Tytuł tekstu to najkrótsza definicja całkiem nowej jednostki chorobowej, zwanej ORTOREKSJĄ. Słyszeliście już o takim schorzeniu? Problem oczywiście tkwi w głowie, podobnie jak w przypadku wszelkich innych zaburzeń odżywiania z popularną ANOREKSJĄ włącznie.

Pora powiedzieć to raz, a porządnie- totalnie nam odwaliło w kwestii tego, co, jak i kiedy jemy!

Czytaj dalej

               Nigdy w życiu nie planowałam takiego wpisu, nie mam w zwyczaju oceniać czyjejś pracy i sposobu życia, ale się we mnie wczoraj zagotowało i ta para musi wyjść… nie tylko uszami i nosem. 😉

Niewiele wiem o życiu tzw. blogosfery. Nie mam pojęcia o statystykach, nie wiem od ilu odsłon czy obserwatorów blog uznawany jest za popularny. Nie bardzo też ogarniam temat tego słynnego na blogach zarabiania, a jest to naprawdę gorący temat w grupach osób piszących i publikujących.

No i tak się złożyło, że przyjaciółka, która jest właścicielem i prezesem firmy zajmującej się PR-em, uświadomiła mi, w jaki sposób i z jaką częstotliwością blogerzy zwracają się do takich firm z ofertą współpracy. Miałam okazję takie zapytania ofertowe zobaczyć i szczerze mówiąc… zrobiło mi się wstyd. No taką mam dziwną przypadłość, że wstydzę się nie tylko za siebie, ale i za kogoś. Chyba to po tatusiu, bo on niegdyś, podczas emisji programu „Szansa na sukces”, wychodził z pokoju, jak któryś z uczestników strasznie fałszował. Tak bardzo się za niego wstydził. 😉

Czytaj dalej

           

              Nie mogę pojąć jednej rzeczy. Bloga prowadzę 9 miesięcy, średnio co 7 dni ukazuje się nowy tekst. Pisanie ich sprawia mi wielka frajdę i zawsze tak było… czy pisałam dla siebie, czy dla kogoś bliskiego, czy dla was teraz. Każdy tekst czyta kilkadziesiąt osób, czyli zasięgiem to taki malutki bloguś, a nie żaden blog i zupełnie nie czuję potrzeby, by czytały mnie setki, tysiące ludzi. Owszem, teksty dotyczące reformy edukacji były poczytne… statystyki szybowały w górę i szły w setki, dobijały do tysiąca unikalnych czytelników, ale mimo tego komentarze pojawiają się sporadycznie, jakoś nie chcecie ze mną dyskutować albo ja nie pozostawiam pola do dyskusji. Moja wina zapewne ;).

Zdarza mi się dostawać natomiast wiadomości email, w których pojawiają się słowa uznania lub konkretne zarzuty.

Czytaj dalej