Tytuł tekstu to najkrótsza definicja całkiem nowej jednostki chorobowej, zwanej ORTOREKSJĄ. Słyszeliście już o takim schorzeniu? Problem oczywiście tkwi w głowie, podobnie jak w przypadku wszelkich innych zaburzeń odżywiania z popularną ANOREKSJĄ włącznie.

Pora powiedzieć to raz, a porządnie- totalnie nam odwaliło w kwestii tego, co, jak i kiedy jemy!

Czytaj dalej

               Nigdy w życiu nie planowałam takiego wpisu, nie mam w zwyczaju oceniać czyjejś pracy i sposobu życia, ale się we mnie wczoraj zagotowało i ta para musi wyjść… nie tylko uszami i nosem. 😉

Niewiele wiem o życiu tzw. blogosfery. Nie mam pojęcia o statystykach, nie wiem od ilu odsłon czy obserwatorów blog uznawany jest za popularny. Nie bardzo też ogarniam temat tego słynnego na blogach zarabiania, a jest to naprawdę gorący temat w grupach osób piszących i publikujących.

No i tak się złożyło, że przyjaciółka, która jest właścicielem i prezesem firmy zajmującej się PR-em, uświadomiła mi, w jaki sposób i z jaką częstotliwością blogerzy zwracają się do takich firm z ofertą współpracy. Miałam okazję takie zapytania ofertowe zobaczyć i szczerze mówiąc… zrobiło mi się wstyd. No taką mam dziwną przypadłość, że wstydzę się nie tylko za siebie, ale i za kogoś. Chyba to po tatusiu, bo on niegdyś, podczas emisji programu „Szansa na sukces”, wychodził z pokoju, jak któryś z uczestników strasznie fałszował. Tak bardzo się za niego wstydził. 😉

Czytaj dalej

           

              Nie mogę pojąć jednej rzeczy. Bloga prowadzę 9 miesięcy, średnio co 7 dni ukazuje się nowy tekst. Pisanie ich sprawia mi wielka frajdę i zawsze tak było… czy pisałam dla siebie, czy dla kogoś bliskiego, czy dla was teraz. Każdy tekst czyta kilkadziesiąt osób, czyli zasięgiem to taki malutki bloguś, a nie żaden blog i zupełnie nie czuję potrzeby, by czytały mnie setki, tysiące ludzi. Owszem, teksty dotyczące reformy edukacji były poczytne… statystyki szybowały w górę i szły w setki, dobijały do tysiąca unikalnych czytelników, ale mimo tego komentarze pojawiają się sporadycznie, jakoś nie chcecie ze mną dyskutować albo ja nie pozostawiam pola do dyskusji. Moja wina zapewne ;).

Zdarza mi się dostawać natomiast wiadomości email, w których pojawiają się słowa uznania lub konkretne zarzuty.

Czytaj dalej

          Skoro sama zostałam doceniona przez innego blogera i dowiedziałam się o akcji Andrzeja Tucholskiego SHARE WEEK- twórcy polecają twórców, też postanowiłam wytypować trzy blogi, które czytam i cenię za jakość i talent autorów.

Czytaj dalej

Mam zgubny zwyczaj czytania kilku książek jednocześnie. Czasem są to tak skrajne pozycje, że ciężko mi płynnie przemieszczać się między tymi światami. Jedna bywa wrogiem drugiej, muszą walczyć o uwagę i skrawki mojego czasu… czasu, gdy siedzę zawinięta w koc w rogu kanapy, a nad moją głową unosi się strumień bladożółtego światła. Czasu ciszy i kubka z parującą herbatą. Niekiedy jakaś książka wpada w pętlę bycia odsuwaną, na pewno czuje się wtedy tą najgorszą spośród leżących na stosiku małego stolika obok kanapy. Z niejasnych dla mnie przyczyn uciekam przed nią właśnie… trochę jak zakochany unika tej, do której rwie się serce, by tego nie zauważyła. By nie zdradzić kotłujących się emocji. Zatem wbrew mniemaniu nie musi być najgorszą wcale, wręcz przeciwnie… fascynuje, uwodzi, przeraża i zmusza do myślenia o rzeczach, których wcześniej w naszej głowie nie było.

Czytaj dalej

          No nieeee. Coś mnie wczoraj podkusiło i obejrzałam „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Ja…. ignorantka względem popularnych hitów. Nie widziałam, nie czytałam, słyszałam tylko achy i ochy zachwyconych pań wokół mnie. Teraz w kinach leci druga część, no to sobie myślę… coś w tym musi być.

Warunki sprzyjające, dziecko słodko śpi, mąż w towarzystwie paczki swoich przyjaciół zwanych „LM” uprawia nocny clubbing, zatem nie pęknie ze śmiechu, patrząc na taki dobór dzieła filmowego. Jest cudnie, ja w pachnącej piżamce, czerwone wino w pięknym szkle, lekkie światło gdzieniegdzie robi klimat, kocyk mięciutki jak obłoczek. Jest cudnie…dopóki nie zacznie się film.

Czytaj dalej

Każdy Trump ma swoją Melanię, a ja każdą z nich podziwiam i każdej mi troszeczkę żal.

Dziś słowo „luksus” to klucz do spełnienia, dowartościowania się, wypoczynku, autorefleksji itd.

Nie raz w jakimś trudnym okresie życia usłyszałam… nie martw się, tyko zadbaj o siebie i swoje samopoczucie, wybierz się do kosmetyczki, fryzjera, na zakupy, a może wyjazd do SPA by ci dobrze zrobił? Hmmm no tak byłoby logicznie, normalnie, ale sęk w tym, że dla mnie takie propozycje to zaproszenie do nudzenia się, marnowania czasu i pieniędzy. Ten czas mogę spożytkować na milion ciekawszych sposobów, a pieniądze wydać tak, by czuć się z tym dobrze.

Czytaj dalej

syria-1202233_1280

               Nigdy nie byłam tam, gdzie prawdziwa bieda poraża i jest naturalnym stanem rzeczy dla całych społeczności. Nigdy nie byłam świadkiem przemocy (no może poza koniecznością rozdzielania dwóch najeżonych na siebie nastolatków). Nigdy też nie musiałam nikogo prosić o jedzenie, żeby przetrwać do następnego poranka.

Czytaj dalej

         IMG_20160903_204427      Jest sobotnie, późne popołudnie, pogoda piękna (cudownie ten wrzesień się zaczyna), a ja na 21.00 idę z mężem do kina, które znajduje się w galerii handlowej w sąsiednim mieście. Z tej racji, że nie bywam w takich miejscach za często, postanawiam wykorzystać okazję i kupić potrzebne mi niezmiernie czarne dżinsy. Plan jest taki- jedziemy do galerii półtorej godziny wcześniej i ja poluję na spodnie, a mąż… tu chyba każdy facet wie, co napiszę… znika w pokrętnych alejkach wielkiego sklepu ze sprzętem elektronicznym, a później zapewne zasiądzie w kawiarni ze świeżo zakupioną gazetą ;).

Jego plan zrealizowany w 100%, ale ja oczywiście kupuję spodnie w 15 minut i co robię? Kto czytał poprzednie wpisy, ten zrozumie… FLANERUJĘ!

Postanowiłam przyjrzeć się bliżej klientom galerii handlowej w sobotni, jeszcze prawie letni wieczór i spróbować zrozumieć, co oni tu właściwie robią?

Czytaj dalej