Jutro może być STRAJK. Nikt nie wie, czy będzie, ale jest taka możliwość. Zachodzi zatem prawdopodobieństwo, że dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, które nie zostają jeszcze same w domu, będą musiały mieć zorganizowaną opiekę. Ten fakt poruszył nasz kraj niczym tsunami szturmujące azjatyckie wybrzeże.

„Ja nie będę marnowała urlopu, żeby oni mogli sobie postrajkować”

„Skandal, kto się zajmie moim dzieckiem?”

„Z dzieckiem mam iść do pracy? A z jakiej racji”

„Zmarnowany dzień i dla mnie, i dla mojego syna”

Pominę już fakt, że czas, który można spędzić z własnym maluchem w domu, na spacerze (pogoda dopisuje), w lesie, na placu zabaw, czy w jakimkolwiek innym miejscu, rodzic nazywa „zmarnowanym czasem”. Też jestem matką i moment, gdy życie nas zatrzymuje…. dziecko chore, trzeba wziąć opiekę i zająć się nim w domu, nigdy nie postrzegam jako wielki problem i zmarnowany dzień, dwa czy nawet tydzień. Wypadam z rytmu w pracy, nie lubię tego, potem nadrabiam jak szalona, ale to czas, kiedy jestem z nim. Nie z własnej woli ani inicjatywy, ale to i tak bezcenne chwile.

Czytaj dalej

 

Nie lubię pikiet, strajków, wszelkich rewolucyjnych zrywów i nie lubię się zrzeszać. Nie jestem członkiem związków zawodowych, ani żadnych formalnych ugrupowań i nigdy nie byłam.

Raz w życiu byłam na manifestacji i wróciłam z mieszanymi uczuciami, a dominowała gorycz. Pisałam o tym wówczas na blogu.

Mój głos w sprawie nie robi takiego wrażenia, jak głosy moich koleżanek i kolegów, którzy pracują w zawodzie ponad 20, 30 lat i przeszli już wiele reform. Pracuję w szkole 16 rok. Droga, którą przeszłam nie była burzliwa, ale pełna zmian i ewolucyjnych kroków milowych jak dla mnie.

Czytaj dalej

Spokojna stabilna praca, ciepła posadka, niewymagające zajęcie, robota dla nieudaczników… te i wiele podobnych opinii słyszymy o zawodzie nauczyciela.

Myślę, że wielu z nich, czytając to, uśmiecha się w duchu, no bo… jaki tam spokój? Wróciłam właśnie z koncertu i przyznam, że poziom hałasu niewiele odbiegał od atrakcji akustycznych, jakie panują na przerwach szkolnych każdego dnia. Trudno też mówić o spokoju, gdy ma się pod opieką sporą gromadkę  żywiołowych, kreatywnych, nie zawsze współpracujących dzieciaków.

Jednak gdyby tak ograniczyć naszą zawodową działalność do niezbędnego minimum… to coś w tym jest. Uczysz, wychowujesz- w ramach godziny wychowawczej, rozliczasz, wspierasz- w ramach dwóch godzin dodatkowych tygodniowo. Zamykasz za sobą drzwi szkoły i jesteś lekka jak motylek, nie myślisz o wychowankach, nie martwisz się ich losem, domowymi problemami, stanem zdrowia itp.

Powiesz… bajka.

To ja Ci powiem inaczej… bujda.

W ostatnim tygodniu pracy z 5 nocy przez 3 śniłam o pewnej małej dziewczynce, którą dobrze znam. Budziłam się ok. 3.00 z mokrymi policzkami, wstawałam, szłam do kuchni i pijąc powoli wodę, zadawałam sobie pytanie- czy to jest moja sprawa? Czy powinnam tak przeżywać? Czy powinnam się tak angażować?

Jesteśmy z tymi dziećmi w ich doli i niedoli, czy nam się to podoba, czy nie. My nie pracujemy w fabryce śrubek. Nie wiem, o jakim spokoju głoszą slogany o naszej „łatwej pracy bez zmartwień”.

Jest też spora grupa nauczycieli, którzy wychodzą z ram. Zarażają dzieci swoimi pasjami, mają realny wpływ na ich sposób myślenia o świecie. Uczą ich rzeczy znacznie ważniejszych, niż te zawarte w podstawach programowych przedmiotów.

Czytaj dalej

     Ostatni wpis poszedł jak bumerang i jak się okazało, niektórych mocno uderzył w żebra. Widać ból był na tyle dotkliwy, by bumerang odrzucić i to najlepiej tak, by rozwalił tej Pani, która pisze takie bzdury, ten głupi łeb. 😉

Nie wszystkie komentarze opublikowałam na blogu, odrzuciłam sporo, bo nie będę zatwierdzać treści, gdzie są obraźliwe epitety, mowa nienawiści wobec mnie oraz innych komentujących. Krytyka jak najbardziej i sporo krytycznych komentarzy możecie przeczytać, ale nie słowna przemoc.

Wielu z was odpowiedziałam bezpośrednio, ale gdy zaczęły powielać się te same zarzuty, postanowiłam odnieść się do tego raz w tym właśnie wpisie.

Czytaj dalej

               Moje pokolenie, to pokolenie dwóch światów. Jeden z nich to nasze dzieciństwo z brązowym misiem wypchanym trocinami i chińskimi sweterkami ze Stadionu Dziesięciolecia. Drugi to ten, w który wkroczyliśmy jako młodzież i młodzi dorośli. Nagle stało się fajnie, kolorowo, wygodnie. Mieliśmy amerykańskie komedie w TV i paszporty, które nas nie ograniczały. Mieliśmy magnetofony, kasety z nagraniami swoich idoli i gumy balonowe we wszystkich kolorach tęczy.

Czytaj dalej

              Nie podoba się i Tobie rodzicu też by się nie podobało! Powiem wprost. Nie podoba się większości. Myślę, że zarobki to tylko mała część tego „niepodobania się”, aczkolwiek istotna.

„Rzuć robotę”, „Droga wolna”, „Wypad ze szkoły darmozjadzie”, „Widocznie się nie nadajesz”, „Jak ci tak źle, to ulicę zamiatać”, „Nic nie robi i jeszcze marudzi”, „w dupach się wam poprzewracało”, „Każdy marzy o takiej robocie i tylu dniach laby, a wy jeszcze narzekacie”.

To tylko mała próbeczka wiader gówna wylewanych nam na głowy pod postami informującymi o głosach protestu, o strajku, o roszczeniach nauczycieli co do zarobków.

Czytaj dalej

              Ostatnio znów krąży temat stary jak świat, wyświechtany i banalny- być czy mieć? Nawet dziś na FB mnie dopadł i się wypowiedziałam pod wpisem osoby, której kompletnie nie znam. Jednak dziś piszę krótko i w kontekście pewnych opinii, które mnie i nie tylko mnie dotyczą. Matki matkom bywają wsparciem, podporą i świetnym towarzyszem, sama tego doświadczyłam nie raz, ale matki matkom potrafią też wydrapać oczy, jak uważają, że coś ta druga rodzicielka robi źle.Czytaj dalej

              Trzeba dawać szansę, trzeba wierzyć w siłę powodzenia, trzeba ufać, że będzie dobrze… mówią Ci mądrzy, Ci od psychologii i relacji społecznych.

Żeby się pozytywnie nastawić do czekających mnie i moje zawodowe otoczenie zmian, wróciłam do niepozornej książki Johnsona Spencera „Kto zabrał mój ser?”. Krótka dość historia kilku zwierzątek, alegoria życia i nieuchronnych w nim zmian. Ser jest w niej tym, czego pożądamy, za czym gonimy, co czasem udaje nam się pochwycić i naiwnie wierzymy, że będzie nasze już na zawsze. A tu klops. Ktoś nam zawsze ser zabierze, no i co wtedy czynić? Jakie postawy my ludzie przyjmujemy? Co nas umacnia, a co nas niszczy?

Czytaj dalej

              Zbliżał się Dzień Matki, wyruszyłam więc do „przybytku kobiecych uciech”, nie mylić z „przybytkami męskich uciech”, by zakupić prezenty. Kobiety kochają perfumy, kosmetyki i gadżety, zupełnie inne gadżety, niż panowie, wcale nie te elektroniczne z diodami i światełkami.

Przechadzałam się między regałami znanej, sieciowej perfumerii, dobrze wiem, co lubią moje mamy i szukałam czegoś, co je ucieszy. Zbyt wielu klientów nie było, co mnie nigdy nie dziwi, bo cena kremu pod oczy zaczyna się w takim miejscu od 129zł i szybuje do kilku tysięcy.

W tle moich poszukiwań dobiegają mnie słowa…

Czytaj dalej

              O tym, że kultura krajów azjatyckich pełna jest przedziwnych dla nas zjawisk konsumpcyjnych i ulicznych, wszyscy wiemy. Oczy rozszerzają nam się w pełnym zdziwieniu, gdy oglądamy dokumenty o japońskich sklepach, barach, przedziwnych restauracjach, mężczyznach żyjących w związkach małżeńskich z lalkami, subkulturach, w których kobiety przebrane są za dziewczynki z dawnych lat. Zadziwiają nas mężczyźni z niemalże damskimi torebkami, w obcisłych szortach i trampkach z brokatową aplikacją.

No bo gdzie tam my do takiego wariactwa, no gdzie??? U nas moda na drwala i chłopczycę w rozkwicie. Czyżby?

Czytaj dalej