Właśnie tak jak stoi w tytule… nie muszę, nie chcę i nie będę. Nie mam nic do zwierząt ani ich właścicieli, nie przeszkadzają mi psy biegające po parku, ani koty sąsiadów, które odwiedzają naszą posesję. Nigdy nie wpajałam dziecku lęku przed zwierzętami… wpoił się sam, niestety, z powodu incydentu, gdy dziecko miało dwa lata. Nie skutkują rozmowy, czytanie książek ani głaskanie piesków znajomych i nie mam zamiaru robić z tego tragedii. Mały chłopiec sam z czasem zapomni, że kiedyś coś się zdarzyło, wyrośnie z tego strachu, a nawet jeśli nie, to życia mu to nie przekreśla.

O co się w takim razie czepiam? Już spieszę wyjaśnić.

Czytaj dalej

               Dziś tekst inspirowany wspomnieniami sprzed 17 lat. Polska w 2000 roku! Jak myślisz, wiele od tamtego czasu się zmieniło? Z pozoru niewiele. Przecież żyliśmy już w całkiem niezłym kapitalizmie, bujaliśmy się po Europie i świecie. Sąsiadka spod 5 miała swój sklepik z bielizną, a pan Mietek miał warzywniak na okolicznym ryneczku. Nasi studenci dumnie zasilali zagraniczne uniwersytety, a naukowcy odnosili globalne sukcesy. Mało tego… mieliśmy już u siebie Mc. Donalds i masę kolorowych towarów w sklepach. My z P byliśmy wtedy beztroskimi studentami Uniwersytetu Śląskiego i korzystając z faktu, że siostra moja mieszkała w Chicago, wyruszyliśmy zobaczyć tą upragnioną jeszcze wtedy przez wszystkich Amerykę.

Pomimo całkiem już zachodnich nastrojów w Polsce, czuliśmy nutkę ekscytacji, w końcu lecieliśmy tam, gdzie pan Kukiz „kupił sobie dżiny, buty, czapkę i pas”.

Czytaj dalej

               Podziwiam ludzi, którzy mają takie konkretne, ugruntowane poglądy na dany temat. Najczęściej w kwestiach fundamentalnych. Ta pewność poglądów musi dawać niesamowite poczucie bezpieczeństwa i siły wewnętrznej. No bo taki ktoś się nie miota, nie wątpi, nie analizuje poglądów innych.

A co się dzieje ze mną? Zalewa mnie fala emocji i uczuć, gdy słucham, czytam… opinie i komentarze. Raz słyszę głos rozsądku, innym razem krzyczy serce… kobiety, matki, córki, pedagoga, ale przede wszystkim… człowieka.

Nie wiem jak ty, ale ja mam z tym światem obecnym wielki dylemat. Terroryzm… serwisy informacyjne raczą nas widokiem ofiar zamachów, słuchamy o dzieciach rozjechanych przez tira, o kobietach i mężczyznach ugodzonych nożem tylko za to, że są mieszkańcami Wielkiej Brytanii.  Słyszymy o nastolatkach, którzy nie mieli szansy wyjść żywi z koncertu amerykańskiej gwiazdki pop, bo odłamki pocisku dotarły tam, gdzie nie powinny… by te dzieci mogły żyć, dorastać i budować kulturę, której jestem przecież częścią.

Czytaj dalej

            Mam wrażenie, że ludzi opętała obsesja nagrywania wszystkiego i wszystkich. Nagrywają dla stacji informacyjnych i namiętnie umieszczają materiały w serwisach dla internautów… chwila sławy, mój materiał pokazany w TV, można pękać z dumy. Nagrywają dla śmiechu, dla tzw. beki i publikują w serwisach, które słyną z memów, śmiesznych filmików i zdjęć. Dziecko osikało rodzica, pies ciągał po podłodze kota za ogon, pijany koleś leży zarzygany w klubie nocnym, ktoś się z kimś szarpie, ktoś komuś ubliża w autobusie, ktoś coś głupiego zrobił, powiedział, coś wiedział lub o czymś nie wiedział.

Czytaj dalej

               Nigdy w życiu nie planowałam takiego wpisu, nie mam w zwyczaju oceniać czyjejś pracy i sposobu życia, ale się we mnie wczoraj zagotowało i ta para musi wyjść… nie tylko uszami i nosem. 😉

Niewiele wiem o życiu tzw. blogosfery. Nie mam pojęcia o statystykach, nie wiem od ilu odsłon czy obserwatorów blog uznawany jest za popularny. Nie bardzo też ogarniam temat tego słynnego na blogach zarabiania, a jest to naprawdę gorący temat w grupach osób piszących i publikujących.

No i tak się złożyło, że przyjaciółka, która jest właścicielem i prezesem firmy zajmującej się PR-em, uświadomiła mi, w jaki sposób i z jaką częstotliwością blogerzy zwracają się do takich firm z ofertą współpracy. Miałam okazję takie zapytania ofertowe zobaczyć i szczerze mówiąc… zrobiło mi się wstyd. No taką mam dziwną przypadłość, że wstydzę się nie tylko za siebie, ale i za kogoś. Chyba to po tatusiu, bo on niegdyś, podczas emisji programu „Szansa na sukces”, wychodził z pokoju, jak któryś z uczestników strasznie fałszował. Tak bardzo się za niego wstydził. 😉

Czytaj dalej

 

 

Dzisiejsze popołudnie, szkolna biblioteka, ja i uczennica, która woli tu być, niż iść do domu.

– Proszę pani, mogę tu pobyć dopóki jest otwarte, posiedzieć?

– no oczywiście, co chcesz robić?

– zwyczajnie pobyć i pogadać.

(…)

– w domu pewnie już na ciebie czekają

– spokojnie, mama wie, że przesiaduję w bibliotece, trochę to dziwne, bo nigdy bym nie pomyślała, że tak będzie

– to takie nietypowe, że nastolatka po lekcjach lubi być w szkole

– no nietypowe, ale tu nie tylko ja bywam popołudniami przecież, spoko jest ta szkoła… w ogóle szkoda, że jej już nie będzie

– no wiesz, szkoła nadal będzie… ten budynek i w ogóle

– dobrze pani wie, że szkoła to nie budynek, tylko my, ludzie…. my i wy i wszystko, co tu się dzieje

Czytaj dalej

               Żyjemy w świecie sprzeczności… szczególnie ostatnio albo ja wcześniej tego nie zauważałam tak wyraźnie. Już samo obejrzenie serwisów informacyjnych na dwóch różnych stacjach może spowodować poczucie zagubienia. Niby te same informacje, a jakże inne.

Już zostawiam politykę, otrzepuje się z niemiłego wrażenia i pędzę w kierunku spraw społecznych. Spraw dotyczących nas wszystkich.

Wędrując po rozmaitych portalach trafiłam na gorącą dyskusję wokół spotu reklamowego tegorocznej poznańskiej Manify, której tym razem przyświeca hasło „Przeciw przemocy władzy!”. No właśnie, dlaczego ten krótki materiał budzi takie kontrowersje?

Czytaj dalej

              Tak bardzo dbacie o ochronę życia poczętego, zadbajcie o godne rozstanie rodziców z dzieckiem, które umarło w łonie matki. Bez względu na etap ciąży. Skoro człowiek jest człowiekiem od chwili zapłodnienia, to 13 tygodniowy posiadacz mikroskopijnego serca też nim jest. Rodzice nierzadko słyszeli bicie tego serca, widzieli migający punkcik na monitorze ultrasonografu. Była już karta ciąży, były plany i marzenia, była informacja dla rodziny i bliskich. Było szczęście, że urodzi się nowy człowiek. Niestety czasem bywa tak, że się nie urodzi.

               Wczoraj usłyszałam kolejną historię matki, która w państwowym, polskim szpitalu przeszła przez mękę, została upokorzona i potraktowana jak intruz… bo na oddziale patologii ciąży tak mało miejsc, a ona tu z jakimś wczesnym poronieniem przyjeżdża. Kolejna historia, bo są ich dziesiątki.

Nie wiem, dlaczego personel szpitali w tak charakterystyczny sposób (delikatnie powiedziane) traktuje kobiety w sytuacji utraty dziecka. Nie rozumiem też, dlaczego nie zmienicie kilku prostych rzeczy, żeby pomóc, ułatwić przejście tej okropnej procedury, oszczędzić złych wspomnień, wesprzeć.

Czytaj dalej

               Kiedyś, jak byłam dzieckiem i później, jeszcze 10 lat temu myślałam, że żeby zginąć od kuli, która wylatuje z niewyobrażalną prędkością z lufy pistoletu, karabinu czy czegokolwiek podobnego, to trzeba być gangsterem albo przynajmniej dziewczyną gangstera, przemytnika itp. A tak poważnie… naprawdę sporadycznie słyszało się o przypadkach, by ktoś ot tak zginął zastrzelony- na spacerze, w dyskotece, jarmarku świątecznym czy koncercie. Taki rodzaj śmierci wydawał się dość abstrakcyjny i nie dotyczący ludzi z tak zwanej legalnej, jasnej strefy.

Czytaj dalej

               Coś się stało, coś pękło i rozkrusza się na coraz mniejsze kawałki. Jakieś poczucie wewnętrznego rozbicia i niepokoju towarzyszy mi każdego dnia. Coraz częściej moje swobodne dotąd wyrażanie myśli, poglądów poprzedza refleksja – z kim rozmawiam, z której on czy ona jest strony barykady, czy nie spotkam się z tym zimnym murem, który kręgi ludzi ostatnio szczelnie otacza.

Jesteśmy podzieleni i ja to czuję wyraźniej, niż kiedykolwiek dotąd w moim życiu. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych byłam dzieckiem, ta cała ówczesna zawierucha mnie jakoś nie dotykała, a świat wydawał mi się całkiem przyjazny.  Ani wtedy ani później nigdy nie wstydziłam się tego, że urodziłam się i mieszkam w Polsce. W duszy czułam ulgę, że te wszystkie straszne historie to już tylko przeszłość, że teraz jakieś jasne czasy nastały, że idziemy w dobrą, bezpieczną stronę, wszyscy razem.

Takim naczelnym motywem w mojej głowie była „wolność”, tym hasłem karmili nas podczas szkolnych akademii, uczyli śpiewać, czcić, pamiętać i szanować.

Czytaj dalej