Coś z nami jako rodzicami poszło nie tak. Jesteś jednym z nich? Chcesz wiedzieć, jakie są nasze dzieci? Czujesz już w kościach, jakimi ludźmi będą?

              Spędzam z dziećmi w wieku ok. 9-11 lat kilka godzin dziennie+ wyjścia, wycieczki itd. Po roku pracy w publicznej szkole podstawowej dobrze wiem, czuję i widzę, czego im brak, czego mają w nadmiarze, a o czym my rodzice kompletnie zapominamy.

Pierwsze tygodnie, miesiące były ciężkie, bo to dla mnie obcy świat. Nie wiedziałam, że tak mały człowiek potrafi być… roszczeniowy, okrutny, pozbawiony empatii, egocentryczny, skupiony na sprawach materialnych, pozbawiony kreatywnej, dziecięcej wyobraźni, nieporadny, niesamodzielny, ale i zagubiony, nadwrażliwy, nieświadomie łaknący granic, zasad i bliskości.

Czytaj dalej

               Raporty krzyczą- co 5 nastolatek ma objawy depresyjne! Zewsząd słychać głosy specjalistów- już 10, 11 letnie dzieci przejawiają zaburzenia psychiczne, okaleczają się i mają myśli samobójcze. Nas nauczycieli w trybie pilnym szkolą, jak wyłapywać szybko niepokojące sygnały i jak reagować. Rozmowa z dzieckiem na skraju załamania nerwowego nie jest kaszką z mleczkiem i nawet wieloletnich pedagogów niekiedy przerasta. Mamy nowe czasy, nową generację dzieci z zupełnie nowymi problemami. No i jak zawsze, gdy pojawia się kłopot, szukamy winnych.

Na ławie oskarżonych siedzi już rodzic, nieudolny system edukacji, opieka medyczna w zakresie psychiatrii dziecięcej i gwiazda tejże ławy- szanowny pan Internet.

Czytaj dalej

               Pracując z nastoletnią młodzieżą, wielokrotnie dziwiłam się, że dziewczyny tak szybko fizycznie dojrzewają, że tyle już wiedzą o seksualności. Ze zgrozą myślałam o tych strzępach rozmów, które docierały do moich uszu, treści liścików przechwyconych czasem na lekcji. Nie zawsze były o niewinnych randkach i czułych szeptach, niekiedy miałam wrażenie, że dwie dorosłe kobiety wymieniają uwagi na temat swoich przygód i podbojów. No ale to jest młodzież, myślałam, są ciekawi, mają szeroki dostęp do wiedzy, świadomi rodzice odwiedzają z nastoletnimi córkami ginekologa, takie czasy.

Teraz uczę dzieci 9 i 10 letnie. Słodkie, szczere, wszędobylskie maluchy. Nie prowadzą rozmów o seksie, są dziećmi, gdy w jakimś tekście literackim pojawia się motyw zakochania, na buźkach niektórych są rumieńce i i zawstydzone uśmiechy. Opowiadają mi czasem, że kogoś poznali podczas wyjazdu z rodziną, że korespondują, że się dobrze z tym kimś rozumieją. Hmmm, zupełnie jak za naszych czasów, prawda? Jednak nie do końca.

Czytaj dalej

               Aspiracje, predyspozycje, kompetencje, kontakty, umiejętności interpersonalne, prezencja… oni to wszystko wiedzą, bo kładzie się im to do głowy już w szkole. Sama prowadzę zajęcia z doradztwa zawodowego w klasach siódmych szkoły podstawowej, pracowałam z gimnazjalistami, sporo rozmów z nimi odbyłam, sporo ankiet wypełnili, bym mogła poznać ich oczekiwania i najlepiej dostosować program do ich stanu wiedzy i potrzeb. Już na tak wczesnym etapie widać, jaki będzie ten pracownik „nowej generacji”, „pokolenia z”, czy jakkolwiek ich nazywają specjaliści. To nie łatwe zadanie- urealnić ich oczekiwania, ale nie stłamsić ambicji i wiary w swoje możliwości. Pokazać różne drogi i opcje, wprowadzić w świat uniwersalnych oczekiwań dzisiejszych pracodawców. To trochę jak godzić światy równoległe!

Czytaj dalej

               Moi czwartoklasiści kochani oddają mi projekt reklamy społecznej, który mieli przygotować w domu i z każdą pracą gały coraz bardziej wychodzą mi z orbit. To, że takie maluchy to pomysłowe bestie, wiedziałam nie od dziś, ale że takie pracowite, precyzyjne, perfekcyjne w wykonaniu, hmmmm. Przy którejś pracy nie wytrzymałam, jednym z jej elementów były ogromne płuca wykonane metodą doklejania do kartki tysięcy maleńkich, zwiniętych w kuleczkę kawałków bibuły. Nie wytrzymałam i zapytałam z powagą- kto to robił? Dziewczynka zwiesiła głowę (jakby dziecko czuło, że tu coś jest nie tak) i z powagą przyznała, że mama. Pięknie, mamy moich uczniów mają w cholerę czasu wolnego- myślę sobie.

Czytaj dalej

 

Trwa sobie lekcja w najlepsze, podchodzi uczeń, nagle, z miną niewyraźną i szepcze mi wprost do ucha- proszę pani, ja w sali matematycznej zostawiłem bluzę, ja muszę tam iść, nie mogę jej zgubić. Rzeczony uczeń ma wypieki, oddycha głęboko i szybko, zatem sprawa jest poważna. Chcąc zapobiec tragedii, wypuszczam delikwenta z sali na poszukiwania zagubionego odzienia.

Wraca po kilku minutach, w dłoni trzyma jakby szarą, sportową bluzę, ale ma jeszcze coś- wyraz zagubienia i przerażenia na twarzy. Znów podchodzi i wprost do mego ucha płyną słowa- proszę pani, to moja bluza, ale ona jest za mała, o jakieś dwa rozmiary, skurczyła się chyba.

W głowie galop myśli i wewnętrzna walka, jak tu nie wybuchnąć śmiechem, toż to dziecko ma poważny, prawdziwy kłopot, nie mogę go zlekceważyć.

Czytaj dalej

            Siedzę, gapię się w kubek z parującą melisą i pustą kartkę, wirtualną oczywiście. Za dużo chciałabym napisać i pojawia się blokada.. od kilku dni nie potrafię napisać nic. Kończy się wrzesień, pierwszy miesiąc szkolnej rzeczywistości, zupełnie nowej rzeczywistości, a moje emocje grają na coraz wyższych tonach. W przeprowadzonej tyle co, ekspresowej reformie oświaty widzę coraz więcej kłamstw i ludzkiej krzywdy.

Będę operować konkretami, bo galop myśli nadal mnie blokuje, nadal mam problem z pisaniem.

Czytaj dalej

       

          W pracy spędzamy ogromną część naszego życia. Pierdyliard godzin, minut i sekund, a przecież nie mamy ich nieskończenie wiele. W pracy nie tylko wykonujemy obowiązki, ale też nawiązujemy relacje, jemy wspólnie, razem się smucimy i cieszymy, wspieramy w trudnych chwilach i czasem się nawet konfliktujemy, no bo sielankowo być nie może. 😉

Czytaj dalej

               Reforma edukacji spowodowała niezły bajzel, ale też wygenerowała ciekawe układy i sytuacje. Znów jest jeden wielki worek, a tam mieszają się dzieci w rozmaitym wieku i nauczyciele z rozmaitym doświadczeniem i kompetencjami.

Ktoś powie- praca w gimnazjum, czy w szkole podstawowej, nie ma różnicy. No niby nie ma, cel ten sam… uczymy i wychowujemy. Dziecko to dziecko, a dorosły to dorosły. Odpowiedzialność za zdrowie i życie podopiecznych taka sama. Na pewno nie ma różnicy?

               Jestem po pierwszym tygodniu roku szkolnego, pierwszy raz w roli wychowawcy klasy czwartej. Nauczanie też przypadło mi tylko w klasach czwartych. Ten tydzień minął mi jak błyskawica, a w piątek zdyszana i pełna emocji padłam na  kanapę. 😉 Wieczorem wstałam, zgarnęłam butelkę dobrego wina z szafki i udałam się na spotkanie z dwoma bliskimi mi koleżankami z pracy, bo i one i ja czujemy się tak, jakby ktoś nas wyjął z naszego dotychczasowego życia zawodowego i wrzucił do bębna pralki, która dziwnym trafem cały czas pracuje w trybie wirowania na 1000 obrotów.

Czytaj dalej

               Gdyby pójść w takie upierdliwe metafory, to stoisz sobie nad brzegiem morza, a fala delikatnie łaskocze twoje palce, oblewa stopy, już czujesz jej chłód, ale nie zdajesz sobie sprawy, jaka potrafi być silna, co potrafi zrobić w momencie gwałtownego przypływu. Każdy z nas zna ten żywioł, który daje milionom tyle wakacyjnej radości, a innym odbiera zdrowie, a nawet życie. No właśnie… jednych coś zachwyca, innych krzywdzi. Niestety tak rzecz wygląda, jeśli chodzi o reformę edukacji.

Czytaj dalej