Tak mnie te Internety nagabują podczas urlopowego wypoczynku, podrzucają newsy o nowych politycznych zawieruchach, aferach finansowych, a ja to wszystko ignoruję, bo….wypoczywam. Internety się nie poddają, o nie. Kierują w moją stronę ostrą artylerię w postaci informacji wprost z Ministerstwa Edukacji Narodowej. O tak! Tu mnie mają. Wszak MEN to moi przełożeni z tej najwyższej półki (bynajmniej nie chodzi o jakość), sami bogowie, których kaprysy i wymysły kładą się cieniem i chaosem na realiach pracy tysięcy nauczycieli. No to czytam i z każdym zdaniem znika moja pewność, że JA JEDNAK NADAL CHCĘ UCZYĆ.Czytaj dalej

       Nie wiem, jak to się stało, ale czas pandemii i zdalnego nauczania zbliżył mnie jak nigdy z niektórymi rodzicami i uczniami. Też tak macie moi znajomi z belferskiego świata?

Co za paradoks, od kilku miesięcy siedzę w domu, nagrywam lekcje na YT, rozmawiam z dziećmi tylko poprzez błękitną poświatę cyfrowych pikseli lub komunikując się za pomocą poczty elektronicznej. Nie widzimy się, nie czytamy emocji ze swoich twarzy, oczu, mimiki, gestów. Bałam się i cały czas się boję, że ten dziwny czas odsunie mnie od nich całkowicie, stracimy więź, wypadniemy z rytmu swojej wzajemnej codzienności. Niestety w przypadku niektórych dzieci tak się stało, oni mi powoli znikali, traciłam ich z lekcji na lekcję, z wiadomości na wiadomość, przestały dochodzić do mnie zadania, komentarze, niekiedy interwencja telefoniczna dawała efekt, ale czasem…rozbijałam się o ciszę lub rodzinne tragedie tych małych ludzi.

Czytaj dalej

         Dostałam kilkanaście maili od czytelników (jakie to dziwne, że się ma czytelników, którzy czekają), prosili, żebym się odniosła do obecnej sytuacji w edukacji. Żebym zabrała głos w sprawie zdalnego nauczania, które nagle na nas spadło. Niektórzy moi znajomi też mnie pytali, dlaczego o tym nie napiszę. Dlaczego nie utrę nosa tym, którzy teraz wylewają w Internetach morze hejtu na blefrów, bo te lenie śmierdzące znów nic nie robią, a kasę dostają.

Moje milczenie w tej sprawie najpierw wynikało z zagubienia. Pandemia, zamknięcie szkół, kolejne pomysły, nakazy i zakazy, zalecenia w sprawie nauczania, sprzeczne oczekiwania rodziców (jedni chcą każdą lekcję na żywo, inni się absolutnie na to nie godzą)kolejne pomysły realizacji tego nauczania, Temasy, Meatsy, Google Classroomy, Librusy, Zoomy, dziesiątki pomysłów, dyskusji…..jak to robić? Jak zadowolić wszystkich i samemu nie zwariować? Ile to potrwa? Co myślą o tym same dzieci?

Czytaj dalej

         Jest wielka akcja społeczna- dzieci są przemęczone, program przeładowany, zadania domowe za długie i zbyt wymagające, lekcji za dużo, godziny nie takie i wiele innych. Z niektórymi z tych stwierdzeń trudno się nie zgodzić, znacie moje zdanie na temat tragedii podwójnego rocznika i nieetycznie późnych godzinach lekcji w niektórych szkołach ponadpodstawowych. Wiecie też, jeśli mnie czytacie dłużej, że nie jestem fanką czasochłonnych, trudnych zadań domowych, które potem gremialnie robi cała rodzina. Podstawy programowe są niezbyt przemyślane, dzieciom ładuje się do głów masę rzeczy zbędnych, zamiast położyć większy nacisk na kompetencje miękkie i społeczne- bo to największy deficyt obecnych cyber dzieciaków.

Czytaj dalej

      Jakiś czas temu popełniłam tekst zatytułowany „Rodzicu… przestań chodzić do szkoły za własne dziecko”, dziś uderzam w tym samym kierunku, ale idę dalej…. bo i Wy rodzice posuwacie się coraz dalej.

Co to jest stalking, każdy wie, że jest niszczącą siłą w świecie młodych i tych jeszcze młodszych, też wiadomo, ale że staje się coraz popularniejszym zjawiskiem wśród postaw rodzicielskich względem nauczycieli… o tym póki co jest cisza.

Czytaj dalej

   Tak moi drodzy, nikt z nas tego nie chciał, ale postęp technologiczny ograniczył naszą prywatność w kontaktach z podopiecznymi do zera. Skąd taka śmiała teza? Naoglądałam się filmów fantastycznych?

No to patrz, czytaj! Poniżej dialog z matką jednego z uczniów, którego mam zaszczyt kształcić z zakresu literatury oraz tajników języka polskiego.

Czytaj dalej

               Powiem coś, co was ucieszy- dziś obsmaruję trochę i  własne, osobiste dziecko. Chciał, nie chciał jest ów siedmiolatek jednym z Nich. Kim są Oni?

Dzieci, dzieciaki, słodkie pociechy, maluchy, podrostki…zawsze byli, są i będą na całe szczęście, bo dzięki temu nasz gatunek jeszcze trwa. Żeby było lato, jesień i zima, musi być najpierw wiosna… młodość, szaleństwo i buta. ?

Kochamy te nasze dzieci i gotowi jesteśmy łeb pod topór położyć, byle im było dobrze. Desperację nas rodziców obserwuję w pracy każdego dnia, a na drugiej szali jest… bezradność.

Dlaczego jesteśmy bezradni? Z czym zmaga się dzisiejszy nastolatek, kilkulatek i czemu my jesteśmy za grubą warstwą szkła? Kliniki psychiatryczne pękają w szwach, specjalistów jest za mało, a wszyscy pozostali mogą tylko patrzeć i próbować… coś zrobić.

Czytaj dalej

               Jest takie zjawisko jak… przeciążenie negatywne. U mnie ciężarkiem, które przechyliło szalę, jest obarczanie winą dyżurującego nauczyciela za śmierć dziecka, które zostało brutalnie zasztyletowane w szkole przez kolegę, działo się to na przerwie. Inne ciężarki na szali?

Przeglądam się w waszych oczach, w oku kamery wielkich stacji telewizyjnych, w nagłówkach gazet, w oczach ludzi, którzy mówią, piszą i krzyczą, i którzy tak bardzo mnie nienawidzą.

Od czasu strajku cały czas mam śmierdzące, posklejane włosy… waszymi wymiocinami, pomyjami, których całe litry lały się nam na głowę. Czuję ich zapach, gdy uczę wasze dzieci. Niby ta sama sala, te same zapatrzone we mnie oczy, te same emocje i kontakt z uczniami, ale inna ja. Coś tu jest bardziej lepkie, a w moim sercu…. mniej miłości do tego, co robię.

Czytaj dalej

 

      Tak sobie żyłam, uczyłam, pomagałam w wychowaniu, odbywałam dziennie dziesiątki rozmów z młodymi ludźmi, zawsze starałam się pracować dobrze i uczciwie. Jakimś szczęśliwym trafem mało na tej moje belferskiej drodze spotkałam rodzicielskich „hejterów”. Rodzice walczą o swoje dzieci i to jest naturalne, ja często otwierałam im oczy na realia wielkiej machiny, jaką jest szkoła. Instytucja niedoskonała, instytucja, która nigdy nie zastąpi poziomu uwagi i uważności rodziców, instytucja, która opiera się na procedurach i działa systemowo. Rodzic stara się zrozumieć i zaakceptować fakt, że jego ukochane dziecko jest wśród wielu, często musi walczyć o swoje miejsce, często jest narażone na stres…. bo tak jest w grupie społecznej. Szkoła to nie cieplarniane warunki, gdzie żaden chłód i silniejsze porywy wiatru nie zachwieją poczuciem wartości i bezpieczeństwa małej roślinki. Dać rodzicom taką świadomość i skłonić ich, by zaufali tej z pozoru bezdusznej instytucji i sile swojego dziecka…. to jedna z najtrudniejszych rzeczy w naszym zawodzie.

Czytaj dalej

Jutro może być STRAJK. Nikt nie wie, czy będzie, ale jest taka możliwość. Zachodzi zatem prawdopodobieństwo, że dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, które nie zostają jeszcze same w domu, będą musiały mieć zorganizowaną opiekę. Ten fakt poruszył nasz kraj niczym tsunami szturmujące azjatyckie wybrzeże.

„Ja nie będę marnowała urlopu, żeby oni mogli sobie postrajkować”

„Skandal, kto się zajmie moim dzieckiem?”

„Z dzieckiem mam iść do pracy? A z jakiej racji”

„Zmarnowany dzień i dla mnie, i dla mojego syna”

Pominę już fakt, że czas, który można spędzić z własnym maluchem w domu, na spacerze (pogoda dopisuje), w lesie, na placu zabaw, czy w jakimkolwiek innym miejscu, rodzic nazywa „zmarnowanym czasem”. Też jestem matką i moment, gdy życie nas zatrzymuje…. dziecko chore, trzeba wziąć opiekę i zająć się nim w domu, nigdy nie postrzegam jako wielki problem i zmarnowany dzień, dwa czy nawet tydzień. Wypadam z rytmu w pracy, nie lubię tego, potem nadrabiam jak szalona, ale to czas, kiedy jestem z nim. Nie z własnej woli ani inicjatywy, ale to i tak bezcenne chwile.

Czytaj dalej