Nie wiem. Nie rozumiem do końca mechanizmu, w który jedno po drugim wpadają moje wychowanki i wychowankowie. Mam wrażenie, że te maluchy są jak pyłki wciągane przez odkurzacz z taką siłą, że nic i nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Problem w tym, że tego wielkiego cyber odkurzacza już nigdy się nie wyłączy, on nie ma zbawiennego przycisku „off”. Szkoda.

Czytaj dalej

          W powszechnej wizji społecznej leżę teraz w hamaku, przygryzam sobie radośnie źdźbło trawy i odganiam natrętne, wrześniowe komary. Przymykam oczy i wspominam moje długie wakacje, a w sumie nadal jakbym je miała, bo przecież nauczyciel po 5 godzinach wychodzi do domu, a resztę społeczeństwa może mieć w dupie, prawda???

To ja Ci dziś odpowiem dosadnie… gówno prawda.

Czytaj dalej

Wiecie, dlaczego robimy często zachowawcze, dość schematyczne lekcje? Boimy się wyjść na śmiesznych w oczach uczniów. Mamy w sobie lęk, że przecież nauczycielowi nie wypada się „zbłaźnić”, że nas obgadają, że nas nie zrozumieją, że ta nasza pomysłowość i wychodzenie poza standardy na nic się nie zda, a tylko zrujnuje nasz poważny wizerunek.

Ja się nie boję. Nie wiem dlaczego, być może łatka śmieszności mniej mnie przeraża niż miano nudnej baby, na której lekcjach się śpi.

Czytaj dalej

Jestem taka malutka, maleńka, maluczka… jeśli chodzi o doświadczenie w pracy nauczyciela. Od kilkunastu lat walczę z materią tego zawodu, ale cały czas czuję się głupia. To nie jest skromność, a raczej dojrzałość, świadomość, że ta praca jest jak ciągłe gonienie za motylkiem po łące… już go mam, już go widzę z bliska, a on raptem zamacha skrzydłami i na nosie zostaje mi biały proszek. Gdybym go złapała, prawdopodobnie skazałabym go na rychłą śmierć. Żeby móc go podziwiać, muszę wykazać się sprytem, refleksem, finezją i wrażliwością, muszę stale zmieniać miejsce obserwacji i perspektywę patrzenia na to delikatne stworzenie.

Czytaj dalej

              Trzeba dawać szansę, trzeba wierzyć w siłę powodzenia, trzeba ufać, że będzie dobrze… mówią Ci mądrzy, Ci od psychologii i relacji społecznych.

Żeby się pozytywnie nastawić do czekających mnie i moje zawodowe otoczenie zmian, wróciłam do niepozornej książki Johnsona Spencera „Kto zabrał mój ser?”. Krótka dość historia kilku zwierzątek, alegoria życia i nieuchronnych w nim zmian. Ser jest w niej tym, czego pożądamy, za czym gonimy, co czasem udaje nam się pochwycić i naiwnie wierzymy, że będzie nasze już na zawsze. A tu klops. Ktoś nam zawsze ser zabierze, no i co wtedy czynić? Jakie postawy my ludzie przyjmujemy? Co nas umacnia, a co nas niszczy?

Czytaj dalej

              Coś z nami jako rodzicami poszło nie tak. Jesteś jednym z nich? Chcesz wiedzieć, jakie są nasze dzieci? Czujesz już w kościach, jakimi ludźmi będą?

              Spędzam z dziećmi w wieku ok. 9-11 lat kilka godzin dziennie+ wyjścia, wycieczki itd. Po roku pracy w publicznej szkole podstawowej dobrze wiem, czuję i widzę, czego im brak, czego mają w nadmiarze, a o czym my rodzice kompletnie zapominamy.

Pierwsze tygodnie, miesiące były ciężkie, bo to dla mnie obcy świat. Nie wiedziałam, że tak mały człowiek potrafi być… roszczeniowy, okrutny, pozbawiony empatii, egocentryczny, skupiony na sprawach materialnych, pozbawiony kreatywnej, dziecięcej wyobraźni, nieporadny, niesamodzielny, ale i zagubiony, nadwrażliwy, nieświadomie łaknący granic, zasad i bliskości.

Czytaj dalej

               Raporty krzyczą- co 5 nastolatek ma objawy depresyjne! Zewsząd słychać głosy specjalistów- już 10, 11 letnie dzieci przejawiają zaburzenia psychiczne, okaleczają się i mają myśli samobójcze. Nas nauczycieli w trybie pilnym szkolą, jak wyłapywać szybko niepokojące sygnały i jak reagować. Rozmowa z dzieckiem na skraju załamania nerwowego nie jest kaszką z mleczkiem i nawet wieloletnich pedagogów niekiedy przerasta. Mamy nowe czasy, nową generację dzieci z zupełnie nowymi problemami. No i jak zawsze, gdy pojawia się kłopot, szukamy winnych.

Na ławie oskarżonych siedzi już rodzic, nieudolny system edukacji, opieka medyczna w zakresie psychiatrii dziecięcej i gwiazda tejże ławy- szanowny pan Internet.

Czytaj dalej

               Pracując z nastoletnią młodzieżą, wielokrotnie dziwiłam się, że dziewczyny tak szybko fizycznie dojrzewają, że tyle już wiedzą o seksualności. Ze zgrozą myślałam o tych strzępach rozmów, które docierały do moich uszu, treści liścików przechwyconych czasem na lekcji. Nie zawsze były o niewinnych randkach i czułych szeptach, niekiedy miałam wrażenie, że dwie dorosłe kobiety wymieniają uwagi na temat swoich przygód i podbojów. No ale to jest młodzież, myślałam, są ciekawi, mają szeroki dostęp do wiedzy, świadomi rodzice odwiedzają z nastoletnimi córkami ginekologa, takie czasy.

Teraz uczę dzieci 9 i 10 letnie. Słodkie, szczere, wszędobylskie maluchy. Nie prowadzą rozmów o seksie, są dziećmi, gdy w jakimś tekście literackim pojawia się motyw zakochania, na buźkach niektórych są rumieńce i i zawstydzone uśmiechy. Opowiadają mi czasem, że kogoś poznali podczas wyjazdu z rodziną, że korespondują, że się dobrze z tym kimś rozumieją. Hmmm, zupełnie jak za naszych czasów, prawda? Jednak nie do końca.

Czytaj dalej

               Aspiracje, predyspozycje, kompetencje, kontakty, umiejętności interpersonalne, prezencja… oni to wszystko wiedzą, bo kładzie się im to do głowy już w szkole. Sama prowadzę zajęcia z doradztwa zawodowego w klasach siódmych szkoły podstawowej, pracowałam z gimnazjalistami, sporo rozmów z nimi odbyłam, sporo ankiet wypełnili, bym mogła poznać ich oczekiwania i najlepiej dostosować program do ich stanu wiedzy i potrzeb. Już na tak wczesnym etapie widać, jaki będzie ten pracownik „nowej generacji”, „pokolenia z”, czy jakkolwiek ich nazywają specjaliści. To nie łatwe zadanie- urealnić ich oczekiwania, ale nie stłamsić ambicji i wiary w swoje możliwości. Pokazać różne drogi i opcje, wprowadzić w świat uniwersalnych oczekiwań dzisiejszych pracodawców. To trochę jak godzić światy równoległe!

Czytaj dalej

               Moi czwartoklasiści kochani oddają mi projekt reklamy społecznej, który mieli przygotować w domu i z każdą pracą gały coraz bardziej wychodzą mi z orbit. To, że takie maluchy to pomysłowe bestie, wiedziałam nie od dziś, ale że takie pracowite, precyzyjne, perfekcyjne w wykonaniu, hmmmm. Przy którejś pracy nie wytrzymałam, jednym z jej elementów były ogromne płuca wykonane metodą doklejania do kartki tysięcy maleńkich, zwiniętych w kuleczkę kawałków bibuły. Nie wytrzymałam i zapytałam z powagą- kto to robił? Dziewczynka zwiesiła głowę (jakby dziecko czuło, że tu coś jest nie tak) i z powagą przyznała, że mama. Pięknie, mamy moich uczniów mają w cholerę czasu wolnego- myślę sobie.

Czytaj dalej