313H

               Przyszedł nieuchronnie czas, by poruszyć ten kontrowersyjny społecznie temat i niektórym troszeczkę otworzyć oczy.

Jest taka zasada w naszej głowie „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i nie bez powodu stała się ona znanym porzekadłem. Ja pasjami rozmyślam o tym, jak cudowną pracę ma pani w księgarni, jak sobie te wszystkie nowości wydawnicze przegląda, doradza klientom, oddycha atmosferą miejsca, które bardzo dobrze mi się kojarzy. No tak, ale czy ja widzę, jak ta sama pani taszczy bladym świtem paczki od dostawcy, rozkłada na półkach towar, a wcześniej musi te wszystkie półki dokładnie wytrzeć z kurzu? Nie widzę i obraz idylli buduję na podstawie skrawków, które rejestruje oko klienta księgarni.

Myślę, że z większością zawodów tak jest. Często rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy stoją u progu wyboru szkoły na następny etap edukacyjny. Dziewczynki chcą być weterynarzami, bo kochają zwierzęta, a przecież w takiej pracy całymi dniami szczepiłyby cudowne, małe, słodkie pieski i kociaki. Ja wtedy musze wkroczyć z całą brutalnością prawdy i opowiedzieć im najpierw o tym, z czym przyjdzie zmierzyć się na studiach, a następnie wizualizować  tą „ciemniejszą” stronę codziennej pracy, taką jak styczność z naprawdę chorymi zwierzętami, noszenie ich na rękach, a niekiedy usypianie przy akompaniamencie płaczu bliskich pupila. Nie chodzi tu absolutnie o zabijanie pasji, tylko o realny ogląd danego zawodu. Jeśli dziewczynka pomimo pełnej wiedzy nadal pragnie iść na weterynarię, jak najbardziej powinna walczyć o marzenia.

               Jest taki zawód, który w naszym kraju z jednej strony jest znienawidzony przez sporą część społeczeństwa, a z drugiej wydaje się być wymarzonym, cudownym, jedynym takim, gdzie przez dwa miesiące mogę leżeć na łące i podziwiać gatunki motyli.

Czytaj dalej