Siedzę, gapię się w kubek z parującą melisą i pustą kartkę, wirtualną oczywiście. Za dużo chciałabym napisać i pojawia się blokada.. od kilku dni nie potrafię napisać nic. Kończy się wrzesień, pierwszy miesiąc szkolnej rzeczywistości, zupełnie nowej rzeczywistości, a moje emocje grają na coraz wyższych tonach. W przeprowadzonej tyle co, ekspresowej reformie oświaty widzę coraz więcej kłamstw i ludzkiej krzywdy.

Będę operować konkretami, bo galop myśli nadal mnie blokuje, nadal mam problem z pisaniem.

Czytaj dalej

               No i jak co roku… przychodzi jesienna aura i krajobraz parków, placów zabaw, chodników jest jak po jakiejś dzieciodezynsekcji. 😉

Dziatwa dowożona i odwożona z przedszkoli spędza długie godziny na domowych atrakcjach- rysowanki, wyklejanki, bajkowe seanse w TV, laptopy, tablety, puzzle, gry planszowe itd. Nam też dobrze, bo w kubku paruje gorąca herbata, a my zawinięci w koc leniwie przesuwamy pionki po planszy w poczuciu rodzicielskiego obowiązku. Matko, jak cudownie, ja też to kocham ;).

Deszczowa jesień to raj dla „leniwego” rodzica, nie trzeba się uganiać za kilkulatkiem szalejącym na rowerze, hulajnodze, nie trzeba cierpieć katuszy na placach zabaw i udawać, że konwersacja z inną mamą, to czysta przyjemność. Nie trzeba też ciągać dzieciaka na sankach, ani turlać się z nim ze śnieżnej góry.  Ufffff.

Czytaj dalej

               Wpis w afekcie. No, takie popełniam regularnie od czasu do czasu i nic na to nie poradzę. Niedzielne przedpołudnie, ja w rozpaczy pędzę do marketu, bo mi czegoś tam do obiadu brakuje, a być musi, dbałością o strój, uczesanie i makijaż nie grzeszę niestety, bo przed chwilą przecież człowiek spod prysznica wyskoczył, to mu wolno być saute, a co!

Czytaj dalej

       

          W pracy spędzamy ogromną część naszego życia. Pierdyliard godzin, minut i sekund, a przecież nie mamy ich nieskończenie wiele. W pracy nie tylko wykonujemy obowiązki, ale też nawiązujemy relacje, jemy wspólnie, razem się smucimy i cieszymy, wspieramy w trudnych chwilach i czasem się nawet konfliktujemy, no bo sielankowo być nie może. 😉

Czytaj dalej

               Reforma edukacji spowodowała niezły bajzel, ale też wygenerowała ciekawe układy i sytuacje. Znów jest jeden wielki worek, a tam mieszają się dzieci w rozmaitym wieku i nauczyciele z rozmaitym doświadczeniem i kompetencjami.

Ktoś powie- praca w gimnazjum, czy w szkole podstawowej, nie ma różnicy. No niby nie ma, cel ten sam… uczymy i wychowujemy. Dziecko to dziecko, a dorosły to dorosły. Odpowiedzialność za zdrowie i życie podopiecznych taka sama. Na pewno nie ma różnicy?

               Jestem po pierwszym tygodniu roku szkolnego, pierwszy raz w roli wychowawcy klasy czwartej. Nauczanie też przypadło mi tylko w klasach czwartych. Ten tydzień minął mi jak błyskawica, a w piątek zdyszana i pełna emocji padłam na  kanapę. 😉 Wieczorem wstałam, zgarnęłam butelkę dobrego wina z szafki i udałam się na spotkanie z dwoma bliskimi mi koleżankami z pracy, bo i one i ja czujemy się tak, jakby ktoś nas wyjął z naszego dotychczasowego życia zawodowego i wrzucił do bębna pralki, która dziwnym trafem cały czas pracuje w trybie wirowania na 1000 obrotów.

Czytaj dalej

               Ostatni wolny dzień wakacji. Jedyny wolny w tym tygodniu- dla wiadomości nieświadomych zazdrośników. 😉 Długo myślałam, jak powinnam go spędzić, jednego byłam pewna… chcę go spędzić sama ze sobą, wyciszyć się przed tym, co się zbliża, skupić się, pomyśleć.  Jest tyle możliwości- spacer, wyjazd za miasto, zakupy, czytanie godzinami książki w parku. Jest też masa rzeczy do zrobienia na już w związku z pracą i mogłabym cały dzień spędzić, tworząc rozkłady materiału, programy itd.

Czytaj dalej

               Gdyby pójść w takie upierdliwe metafory, to stoisz sobie nad brzegiem morza, a fala delikatnie łaskocze twoje palce, oblewa stopy, już czujesz jej chłód, ale nie zdajesz sobie sprawy, jaka potrafi być silna, co potrafi zrobić w momencie gwałtownego przypływu. Każdy z nas zna ten żywioł, który daje milionom tyle wakacyjnej radości, a innym odbiera zdrowie, a nawet życie. No właśnie… jednych coś zachwyca, innych krzywdzi. Niestety tak rzecz wygląda, jeśli chodzi o reformę edukacji.

Czytaj dalej

               Są osoby nijakie, mdłe, nie budzące żadnych większych emocji, ale są też takie, które się albo uwielbia, albo się je z trudnością toleruje w swoim otoczeniu. Ja je nazywam- osoby bardzo jakieś :). Jedni je kochają, inni nie znoszą, ale na pewno nie są nikomu obojętne. Bywają przedmiotem rozmów i sporów. Identycznie rzecz się ma z niektórymi miejscami na mapie Polski i świata.

Kiedy P wyskoczył jak Filip z konopi, że w długi weekend sierpniowy chciałby pojechać do Wenecji, myślałam, że źle się czuje albo może zapomniał, z kim się ożenił, sama nie wiem, hmmm no chyba, że on nie ze mną planuje ten wyjazd ;). Ciężko znoszę tłum, miejsca, gdzie turysta siedzi na głowie drugiemu, czuję ogromny stres i wręcz fizycznie źle się czuję. Kilka razy w życiu porwałam się na obejrzenie popularnych turystycznie miejsc i z różnym skutkiem się to kończyło.

Czytaj dalej

               Tytuł tekstu to najkrótsza definicja całkiem nowej jednostki chorobowej, zwanej ORTOREKSJĄ. Słyszeliście już o takim schorzeniu? Problem oczywiście tkwi w głowie, podobnie jak w przypadku wszelkich innych zaburzeń odżywiania z popularną ANOREKSJĄ włącznie.

Pora powiedzieć to raz, a porządnie- totalnie nam odwaliło w kwestii tego, co, jak i kiedy jemy!

Czytaj dalej

3

– Diana skąd ten catering? Jedzenie jest boskie, a drinki jeszcze lepsze- paplała podekscytowana jak zawsze Monika.

               – Z nowej azjatyckiej knajpy, nie ważne. Czy ten Tomek musi wszędzie za tobą łazić?

               – A co on ci przeszkadza? Przecież nie za tobą łazi tylko za mną.

               – No, powiedzmy – fuknęła Diana.

               – Lubię go, jest boski we wszystkim, w zasadzie to się chyba w nim zakochałam – powiedziała Monika i parsknęła głośnym śmiechem.

               – Ty się zakochujesz regularnie z każdym nowym sezonem. Może tak i lepiej, niż prowadzić życie zakonnicy. Zróbmy coś z tą naszą Alką.

               – Alicja? Nasz święta Alicja? Ona jest tak nudna i nijaka, że szukanie jej faceta to prawie bycie masochistą – Monika przechyliła kieliszek wina i łapczywie wypiła do dna, znów rechotała jak wariatka.

               – Alka to ładna i inteligentna babka, do niej pasowałby ktoś spokojny, poukładany, wierny. Tylko takich to już chyba nie ma.

               – No ba, szkoda czasu na to. Zresztą niech sama o siebie zadba, może ona ma w dupie facetów i dlatego jest taką wierną przyjaciółką?

               – Jesteś pijana wariatko, na razie – Diana wzięła mały talerzyk z przekąskami i oddaliła się w kierunku innych gości.

Czytaj dalej