Wywodów na temat portalospołecznościowego (neologizmy na blogach ponoć modne są ;)) życia są setki, nawet tysiące. Dla mnie to życie po życiu, tudzież w trakcie życia (no bo też oddycham, jem, śpię, pracuję itd.) zaistniało w zasadzie ok. września. Wcześniej anonimowy profil na FB służył mi do kontaktu z garstką ludzi na prywatnym czacie, którzy złośliwie przenieśli forum „Majówki 2012” tam, gdzie mnie nigdy nie było. Zatem profil powstał i był… tylko na potrzeby moje i tych kilkunastu osób. Gdy zaczęłam pisać na blogu, profil zmienił nazwę i odkrył się przed moim światem- znajomych, rodziny, przyjaciół.

Czytaj dalej

Każdy Trump ma swoją Melanię, a ja każdą z nich podziwiam i każdej mi troszeczkę żal.

Dziś słowo „luksus” to klucz do spełnienia, dowartościowania się, wypoczynku, autorefleksji itd.

Nie raz w jakimś trudnym okresie życia usłyszałam… nie martw się, tyko zadbaj o siebie i swoje samopoczucie, wybierz się do kosmetyczki, fryzjera, na zakupy, a może wyjazd do SPA by ci dobrze zrobił? Hmmm no tak byłoby logicznie, normalnie, ale sęk w tym, że dla mnie takie propozycje to zaproszenie do nudzenia się, marnowania czasu i pieniędzy. Ten czas mogę spożytkować na milion ciekawszych sposobów, a pieniądze wydać tak, by czuć się z tym dobrze.

Czytaj dalej

        Wyobraź sobie, że stale obcujesz z osobami, które są od ciebie młodsze, mniej doświadczone, a ich poziom wiedzy i sposób pojmowania świata odstaje znacznie od twojego. Masz swego rodzaju władzę i środki przymusu, które możesz zastosować w przypadku niesubordynacji tychże osób. Budzisz rozmaite emocje od niechęci i buntu po szczery podziw i sympatię. To wszystko sprawia, że możesz wpaść w pułapkę bycia mentorem… zaczynasz wtedy mówić i zachowywać się w charakterystyczny sposób. Zaczynasz wierzyć, że to ty zawsze masz rację, a nawet jeśli jej nie masz, to oni powinni ci ją przyznać… z racji bycia tymi młodszymi i „głupszymi”. Gdy taka sytuacja trwa przez długie lata możesz wpaść w swoistą megalomanię, którą nieświadomie zaczniesz prezentować również poza miejscem i środowiskiem pracy.

Czytaj dalej

              Są takie tematy, które generują lawinę komentarzy podyktowanych własnym doświadczeniem, obserwacją otoczenia, obiegową opinią. Ja ostatnio wpisałam w wujka Google takie oto hasło – mieszkać z teściami. Ilość linków, tekstów, wypowiedzi na forach, blogach, komentarzy i innych diabłów dosłownie mnie przytłoczyła. Przejrzałam część i nie spotkałam się z ani jednym pozytywnym dźwiękiem, choćby małą nutką. Okazuje się, że taki układ jest dla większości przykrą koniecznością, a z biegiem czasu zamienia się w udrękę. No i teraz w kontrze do tego wszystkiego – ja i moi teściowie. Jak mawiają niektóre moje koleżanki… Dream Team ;).

Czytaj dalej

               Coś się stało, coś pękło i rozkrusza się na coraz mniejsze kawałki. Jakieś poczucie wewnętrznego rozbicia i niepokoju towarzyszy mi każdego dnia. Coraz częściej moje swobodne dotąd wyrażanie myśli, poglądów poprzedza refleksja – z kim rozmawiam, z której on czy ona jest strony barykady, czy nie spotkam się z tym zimnym murem, który kręgi ludzi ostatnio szczelnie otacza.

Jesteśmy podzieleni i ja to czuję wyraźniej, niż kiedykolwiek dotąd w moim życiu. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych byłam dzieckiem, ta cała ówczesna zawierucha mnie jakoś nie dotykała, a świat wydawał mi się całkiem przyjazny.  Ani wtedy ani później nigdy nie wstydziłam się tego, że urodziłam się i mieszkam w Polsce. W duszy czułam ulgę, że te wszystkie straszne historie to już tylko przeszłość, że teraz jakieś jasne czasy nastały, że idziemy w dobrą, bezpieczną stronę, wszyscy razem.

Takim naczelnym motywem w mojej głowie była „wolność”, tym hasłem karmili nas podczas szkolnych akademii, uczyli śpiewać, czcić, pamiętać i szanować.

Czytaj dalej

luggage-1429585_1280

Czego my właściwie najbardziej chcemy od życia? Czego najczęściej żałują ci, którzy już odchodzą? Czy znacie kogoś, kto żałował, że sobie czegoś nie kupił? Najczęściej żal ściska serce, bo nie zdążyliśmy kogoś przeprosić, naprawić zepsutych relacji, bo komuś nie pomogliśmy. Pojawia się też złość, że nie mieliśmy odwagi czegoś spróbować, gdzieś pojechać, coś zobaczyć, coś przeżyć.

To doświadczenie innych powinno być dla nas ostrzeżeniem, uzmysłowić nam, jak marną wartością są rzeczy, jak głupi jesteśmy, skupiając wszystkie nasze siły na nabywaniu i posiadaniu ciągle nowych przedmiotów.

Czytaj dalej

lukrowane3            Tytuł może dziwny, ale wynika z konkretnej opowieści bliskiej mi koleżanki. Szczęściara… żyje jak my wszyscy, pracuje, gotuje, sprząta, nawet piecze wyśmienite ciasta (bardzo chce mnie tego nauczyć… tylko uczennica niechętna), ma lepsze i gorsze dni i ma coś jeszcze – dużą dawkę radości i śmiechu w domu, w związku, w miejscu pracy.

Każda, choćby najbardziej wściekła na męża żona, uśmiechnie się, gdy ten zaproponuje… a może 25 torebeczek Earl Greya? Rozładowanie napięcia gwarantowane.

Błyskotliwy żart, dystans do siebie, partnera i świata, ale z dużą dozą szacunku, to chyba część recepty na przetrwanie tego, co dziś nazywamy codziennością.
Czytaj dalej

baby-1842293_1280

          Proces ogłupiania kobiety zaczyna się na etapie przedszkolnym. Do takiego wniosku doszłam, oglądając przez 30 minut fragment bajki „Barbie rockowa księżniczka”. Spokojnie, nie popadłam w drastyczny infantylizm, tylko mały B wiedziony jakąś tajemniczą siłą postanowił w sobotni wieczór taką właśnie bajkę obejrzeć.

Czytaj dalej

      the-cake-1154991_1280   Co się dziś dzieje z relacjami partnerskimi? Czego oczekujemy? Od dłuższego czasu zbierałam się do takiego wpisu.

Dlaczego? Otacza mnie masa kobiet, często rozmawiamy o facetach, mężach, ojcach, partnerach życiowych. Poziom frustracji w tym temacie rośnie w zastraszającym tempie. Ze strachem obserwuję też, że coraz młodsze stażem związki się rozpadają i już na nikim nie robi to wrażenia. Wchodzimy w relacje szybko i ryzykownie, no bo jak się nie uda, to przecież zawsze można się rozstać. Dlaczego coś, co niegdyś było rodzinną tragedią, powodem do wstydu, synonimem porażki dziś jest naturalnym stanem rzeczy? To my się tak zmieniliśmy, czy świat wokół nas?

Czytaj dalej

      17178693645_42e7ab9c61_c      Jeszcze tego o mnie nie wiesz, ale jestem typem opornym na bycie w jakichkolwiek organizacjach, partiach, związkach zawodowych i grupach formalnych maści wszelakiej. Nie byłam harcerzem, choć to harcerstwo w czasach mojego dzieciństwa i tak było w fazie dogorywającej. Nie należałam nigdy do żadnej młodzieżówki, ani nawet jakiejś konkretnej subkultury, a wtedy (gdy byłam nastolatką) akurat wypadało gdzieś przynależeć.

Moja niechęć do zrzeszania się nawet dziś razi niektóre osoby w moim środowisku życia i pracy. Jako nauczyciel nie raz i nie dwa usłyszałam, że to tak nie można, że jedność zawodowa, że ochrona, że solidarność i wspólne cele itd. itd. itd.

Czytaj dalej