Tak sobie żyłam, uczyłam, pomagałam w wychowaniu, odbywałam dziennie dziesiątki rozmów z młodymi ludźmi, zawsze starałam się pracować dobrze i uczciwie. Jakimś szczęśliwym trafem mało na tej moje belferskiej drodze spotkałam rodzicielskich „hejterów”. Rodzice walczą o swoje dzieci i to jest naturalne, ja często otwierałam im oczy na realia wielkiej machiny, jaką jest szkoła. Instytucja niedoskonała, instytucja, która nigdy nie zastąpi poziomu uwagi i uważności rodziców, instytucja, która opiera się na procedurach i działa systemowo. Rodzic stara się zrozumieć i zaakceptować fakt, że jego ukochane dziecko jest wśród wielu, często musi walczyć o swoje miejsce, często jest narażone na stres…. bo tak jest w grupie społecznej. Szkoła to nie cieplarniane warunki, gdzie żaden chłód i silniejsze porywy wiatru nie zachwieją poczuciem wartości i bezpieczeństwa małej roślinki. Dać rodzicom taką świadomość i skłonić ich, by zaufali tej z pozoru bezdusznej instytucji i sile swojego dziecka…. to jedna z najtrudniejszych rzeczy w naszym zawodzie.

Czytaj dalej